"JavaScriptSDK"
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rozwój. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rozwój. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Bóle wzrostowe

Pediatra zamknął mnie w pięciu słowach: "Taką ma urodę, że boli."

Moja uroda sprawiała, że budziłam się w środku nocy, z poduszką mokrą od łez. Czasem pomagało tarcie nogami o prześcieradło (wytwarza się ciepło, a ciepło łagodzi ból), ale bywały też sytuacje, gdy szlochając, budziłam rodziców i prosiłam o tabletki przeciwbólowe. Nie, żeby neutralizowały. Raczej łagodziły na tyle, żeby udało się zasnąć.

Najgorzej było wtedy, gdy skok wzrostowy przypadał na jesień lub zimę. Mama na własną rękę jeździła ze mną do poradni reumatologicznej (na "taką urodę" nie ma skierowań), ale lekarz, widząc prawidłowe wyniki badań, rozkładał ręce i pocieszał: "To minie.". Minęło i pewnie bym zapomniała, gdyby nie nocne pobudki Tymona.

Nie od razu skojarzyłam fakty. Dopiero przy drugiej fali, załapałam, że po kilku tygodniach popołudniowego marudzenia i nocnych pobudek, masowania nóżek i podawanego w ostateczności ibuprofenu, nagle wszystkie ciuchy są za małe. Dwie noce temu zaczął się trzeci skok wzrostowy.

Jak pomóc?

  • jeśli ból zaczyna się po południu, pomoże ciepła kąpiel
  • w nocy można energicznie pocierać nóżki - taki masaż rozgrzewa i łagodzi ból
  • jeżeli dziecko nie jest uczulone, można stosować maści rozgrzewające
  • wapno z witaminą d i tran łagodzą przebieg skoku wzrostowego
  • niektórzy lekarze zalecają preparaty z glukozaminą - ja jeszcze nie próbowałam
  • jeśli nic nie pomaga, można dziecku podać środek przeciwbólowy

Osobiście polecałabym też konsultację z lekarzem. Nie każdy nocny płacz, to bóle wzrostowe. Bywa, że przyczyna leży gdzie indziej.

środa, 16 kwietnia 2014

Cisza / 15/52

Od tygodnia mieszkańcy mojego pionu w bloku cieszą się wieczornym (względnym) spokojem. Coś tam piśnie ze trzy razy, raz wrzaśnie "nie bablanoc, mamo!", a potem następuje błoga cisza, za którą - jak podejrzewam - wszyscy tęsknili odkąd zaczęły się przedsenne awantury Tymona.

Od tygodnia wieczory spędzam czytając książki, oglądając seriale lub rozmawiając z P., zamiast padać - wycieńczona psychicznie, po solidnej dawce środków przeciwbólowych - zaraz po tym jak Tymon zaśnie, zmęczony wrzaskiem.

Nie zrobiłam nic specjalnego, nic innego. Ot, tuliłam i próbowałam nie wyjść z siebie.
Samo przyszło, samo poszło.

Jeśli ten stan spokoju się utrzyma, moim hasłem wychowawczym zostanie:

TO TAKI ETAP - SAM Z TEGO WYROŚNIE.

Co ciekawe, przy posiadaniu dwojga dzieci młodsze kopiuje zachowania starszego.

W związku z tym obecnie  u Tymona i Agnieszki trwa ETAP biegania (lub dreptania) w kółko i nie patrzenia pod nogi.

 Ostatnie chwile bez deszczu.

 "Mamo, co Ty masz na głowie?"

Kto powiedział, że dziewczynkom nie pasuje niebieski?

wtorek, 14 stycznia 2014

Tycasso

W Tymonie obudził się artysta. Wysłał mnie wczoraj rano do kuchni rozpaczliwym wrzaskiem: "Picie cie!", a gdy, naiwna, poleciałam, sięgnął długopis z biurka taty (wszedł na fotel, a z fotela na blat) i zabazgrał sobie nogi. Następnie przyleciał do kuchni i oznajmił radośnie: "Domek, mamo! Domek!".

Wyobraźnię to on ma...

Nie byłabym sobą, gdybym nie wykorzystała tego nagłego zainteresowania sztuką. Wyciągnęłam karton, kredki i rysujemy. Ja serduszka, kwiaty i domki, a Tymon domki, "badaty" i "tukoty". Przy okazji wyszedł na jaw mój brak kreatywnego patrzenia - ja widzę bazgroły, on na temat swoich obrazków opowiada mi całe historie. ;)

Żeby dodać dreszczyku emocji - Tymo szybko znudził się kredkami i zaczyna eksperymentować z formą oraz materiałami. Oczywiście wtedy, gdy nie patrzę.

Taki na przykład krem do rąk.
 
Zmieniam Agnieszce pieluchę, więc jestem tyłem do pokoju. Tymon szybko (i cicho, uwierzycie?) przestawia krzesełko wspina się do półki i... voila! Można malować kremem. Kiedy się odwracam, wyciśnięte jest już pół tubki, a Tymon metodycznie wciera białe esy-floresy głębiej, by dobrze nawilżyły wykładzinę.

Sztuka nowoczesna...

Ciekawe, która galeria to wystawi.

środa, 18 grudnia 2013

Niczego się nie nauczyłam

Macierzyństwo uczy realnego patrzenia na świat.

Taki przykład.

Kiedy Tymonek był malutki, wierzyłam, że moment, w którym zacznie się sam przemieszczać, będzie jednocześnie tym, w którym odzyskam odrobinę swobody. W końcu skoro sam może gdzieś dotrzeć, to już nie muszę go nosić, prawda?

No więc, dla dziewczyn, które mają dzieci niemobilne lub nie mają w ogóle, NIEPRAWDA. Dziecko, które nauczyło się przemieszczać na następne pół roku przechodzi w stan permanentnej frustracji. Minimum.

Dlaczego?

Bo zbyt wolno.
Bo za daleko.
Bo próbowało skręcić i się przewróciło.
Bo podłoga jest za nisko i nie widać z niej całego pokoju.
I wreszcie najważniejsze: bo matce się wydaje, że jak już umiem gdzieś samo dojść, to nie musi mnie nosić. A musi.

Tak więc, gdy mały terrorysta zaczyna pełzać/raczkować/chodzić, paradoksalnie  muszę go nosić jeszcze częściej... Dobrze, że uszyłam sobie mei-tai, bo nic bym w domu nie zrobiła :)

Taka jestem cwana ;)

P.S. Oczywiście fakt posiadania drugiego dziecka wcale nie przygotowuje psychicznie na takie sytuacje. Ja na przykład przez ostatni miesiąc święcie wierzyłam, ze jak Agnieszka zacznie pełzać/raczkować, to sobie mój nieszczęsny kręgosłup odpocznie ;)

wtorek, 17 grudnia 2013

Agnieszka

Niewiele zostało z tego maleństwa, które trzymałam na rękach 3 lipca. Tamto dziecko miało przeraźliwie chude rączki i nóżki, granatowe oczka oraz sinoczerwoną buzię. Niemowlę, na które patrzę dzisiaj ma nogi jak ludzik Michelin, pulchne, silne łapki i niesamowicie niebieskie oczy. Drobną twarzyczkę i wiecznie roześmianą buzię. Malutki, zadarty nosek i idealne brwi. A na główce ciemne włoski. Kiedyś będą tak ciemne jak moje.


Odkryła już, że kiedy uderzy w coś płaską dłonią, po pokoju roznosi się dźwięk, a w wannie rozchlapuje woda. Nie boi się kropel, które opryskują twarz. Uderza tym zacieklej, by efekt był mocniejszy. Woda jest śmieszna i bezpieczna. I ciepła. Musi być ciepła. Taka na granicy gorąca.

To też ma po mnie. P. zawsze narzeka, że kąpiel ze mną parzy.

Podłoga nie ma przed nią tajemnic. Jest jeszcze troszkę nieporadna, ale coraz lepiej idzie jej wstęp do raczkowania.


Dziś nawet próbowała sama usiąść.

Szybko przeturlała się na plecy, jednak ja wiem, to kwestia dwóch, może trzech dni i trzeba będzie obniżyć łóżeczko. Już teraz, półleżąc na mnie, chwyta się wszystkiego co znajdzie się przed nią, i próbuje wstawać. Gdy pewnie usiądzie, natychmiast chwyci szczebelki, by sprawdzić jak jest wyżej.

Pewnie, podobnie jak Tymon, zacznie chodzić przed rokiem.

Teraz śpi, zbiera siły do kolejnego natarcia, a ja staram się wryć jak najgłębiej w pamięć zapach i ciepło jej skóry. Tego nie przechowają dla mnie filmiki i zdjęcia.

wtorek, 19 listopada 2013

Da się żyć bez porannego papierosa

Cztery lata temu, gdy się budziłam (około południa) moim oczom ukazywał się taki widok:



Obecnie, około południa, nie śpię już od sześciu godzin. W moim domu nie ma tej uroczej kotki, ani równie uroczej butelki. Innych, podobnej proweniencji, również nie uświadczysz. Ze szkła zostały mi buteleczki po syropie na kaszel i tym przeciwgorączkowym, co to jest tak mocny, że dajesz dziecku połowę normalnej dawki.

Obecnie, około południa, nie palę powoli pierwszego papierosa i nie zapijam go kawą, myśląc o tym, że druga zmiana jednak jest do d*py, bo skończę pracę o 23, a zanim dotłukę się z tego piekiełka do siebie, minie północ, a pięcioro moich współlokatorów będzie już dawno w trakcie imprezy.

Obecnie, około południa, odliczam czas do powrotu męża z pracy i staram się nakłonić syna, by podzielił się z córką zabawkami. Zabawne, biorąc pod uwagę, że połowa z nich formalnie należy do niej. Efekty - o takie:


Kto by pomyślał.

A Tatuś mówił, że z takim charakterem męża nie znajdę ;)

poniedziałek, 7 października 2013

Gadane pt.2

Nie minęły nawet dwa tygodnie od ostatniego posta, a mój syn poszerzył zasób słów o połowę.*

Dowody?

Scenka I

Będąc matka odpowiedzialną, acz podatną na pokusy, ukryłam się w kuchni z paczką prażynek (ja zjem, Tymon nawet nie będzie wiedział, że takie niezdrowe, śmieciowe jedzenie w domu było). Stoję więc, buzia wypchana do granic możliwości, ręce pełne zakazanego przysmaku i nagle za plecami słyszę stanowcze:

- Dańń!!!

Scenka II

Tymon demoluje mieszkanie. Znaczy, bawi się. Biega za piłką, skacze, próbuje się wspinać na meble. Pod nogi nie patrzy, bo i po co. Leci przed siebie z radosnym piskiem i, jak można było od początku przewidzieć, w ostateczności wpada prosto na mnie.

Troszkę go przyhamowało, upadł na pupę.

"Pewnie będzie płacz" - myślę zrezygnowana.

A gdzie tam. Wstał, otrzepał się i stwierdził tylko:

- Ojaku...

Scenka III

Tuż po wieczornej kąpieli. Jaśnie Panicz pozwolił sobie założyć pampersa i uciekł, nim zdążyłam choćby sięgnąć po pidżamkę. Żeby nie było zbyt łatwo go złapać, zabunkrował się pomiędzy stołem a kaloryferem.

- Tymon, wyłaź stamtąd. Trzeba się ubrać.
- A sio!

Tu komentarz mojej mamy, gdy zadzwoniłam się pochwalić, jakie mam mądre dziecko: "Jeszcze dobrze nie mówi, a już Ci pyskuje." ;)

Scenka IV

Wieczór, Tymonowi powoli wyczerpują się baterie, ale jeszcze się plącze po mieszkaniu. Ja, nauczona doświadczeniem, staram się nie zawracać mu głowy, bo jeszcze czymś go zaciekawię i zamiast usnąć, rozbudzi się kompletnie.

O, zauważył mnie.

Przyleciał, wspiął się na mnie, objął łapkami i zadowolony oznajmił:

- Tali.



* Moje dzieci uczę mówić, korzystając z porad Doktora Żuka ("Naukę pierwszych słów można właściwie zaliczyć do nauk ścisłych, a ułatwia ją jedynie staranna i prawidłowa artykulacja") i Pani Biedronki ("Trzeba jej pośpiewać"). Żeby się nie frustrować, pamiętam też o stanowisku Mamy ("Nie można jej zmusić, żeby mówiła. Wszyscy robimy różne rzeczy w różnym czasie").

środa, 25 września 2013

Gadane

Wiedziałam, że to głupi pomysł, żeby czytać blogi przed pisaniem notki. Sedna zsynchronizowała się z Dzieciowo mi i strasznie mnie ten fakt rozbawił. Tyle, że następnie odwiedziłam Matkę, co jest też Człowiekiem i kopnęło mnie w tyłek za te podśmiechuszki...

Tak więc, synchronizacja tematyczna.

***

Tymon, jak przystało na faceta, gadać za dużo nie lubi. Nie, żeby nie umiał, zasób słów ma spory, z rozumieniem też problemów brak. Po prostu mu się nie chce.

Jak zgłodnieje, to zaczyna marudzić; ewentualnie, jeśli akurat potknie się o butelkę, to ją przyniesie i poda z rykiem. Czasem nawet przez łzy rzuci "nie ma".
Jeśli czegoś zapragnie, wskaże na to palcem i groźnie odchrząknie.
A jak się zes... A jak się załatwi, to zapach nie pozostawia wątpliwości i matka sama leci, żeby coś z tym zrobić.

Ja, jako stworzenie z natury gadatliwe, strasznie nad tym ubolewa(ła)m, zwłaszcza, że Mama wielokrotnie podkreślała, iż będąc w wieku Tymona porozumiewałam się już bardzo sprawnie, zdania budowałam i nawet nie przekręcałam zbytnio wyrazów. Nawet mnie język świerzbił, żeby małżonkowi przygadać, jakie geny dziecku podarował.

I wtedy w życie mojego syna przebojem wdarła się Z. - dziewczę słodkie, uparte i rozmowne.

Tymo początkowo podchodził do niej jak pies do jeża - im więcej i głośniej ona gadała, tym bardziej on chował się za moją nogą. Jak już przeszedł mu pierwszy szok, zaczął się jej przyglądać, a następnie brać przykład. Jakież było moje wzruszenie, gdy P. poinformował mnie, że Tymon zaraz po przebudzeniu usiadł na łóżku i zapytał:

"Ato? Dzie jeś ato?"

Po czym poleciał w kierunku pudła z zabawkami i wyciągnął z niego resoraki (ja oczywiście ten podniosły moment przespałam ;)).

***

Od pierwszego zdania minęło zaledwie parę dni, a Tymon powoli się rozkręca.

Kiedy skończy mu się mleko, podchodzi i informuje: "Nie ma juś"
Kiedy zjem mu wszystkie krakersy pyta: "Nie ma nić?"
Kiedy okaże się, ze jednak ostał się jakiś smakołyk, cieszy się: "Tu jeś!"
Kiedy zmieniam mu pieluchę, woła: "siusiek" (podobnie, gdy ktoś wchodzi do toalety)
Kiedy odpalę bajkę, cieszy się: "Siysiek (Bzyczek)" lub "Miam (piesek, Marta)"
Kiedy dorwie coś niejadalnego (np. jarzębinę), mówi: "Ble"
Kiedy wchodzimy po schodach, jako, ze zawsze odliczam schodki "raz, dwa, trzy cztery", woła: "ćy"
Kiedy się przewróci, lub czymś rzuci, mówi: "Bam!"


Oprócz tego dużo gada po swojemu, naśladując naszą intonację

I z jednej strony podskakuję z radości, a z drugiej powoli dochodzi do mnie, ze za moment będę żałować, ze już mówi, bo nie da się go uciszyć. ;)

środa, 4 września 2013

Imię Siostry

Wczoraj wieczorem, gdy Aguszka już spała, Tymon wdrapał mi się na kolana.

Trochę poskakał, pośmiał się i pokrzyczał (nie, nie obudziła się). Obślinił mi rękaw bluzki, puścił bąka, a na koniec próbował wydłubać oko i wybić nos. Co jakiś czas wołałam cicho: "Tulimy!" i przyciągałam go do siebie, a on śmiał się w głos. Oczywiście zaraz odpychał się ode mnie, by znowu skakać i krzyczeć.

- Tymonku, gdzie jest Tata? - zapytałam, chcąc go na chwilę uciszyć. Usiadł i wyciągnął palec w stronę Taty. Czyli jest dobrze, zainteresowałam go. No to pytamy dalej. O lampę, o łóżko, o komputer, i wreszcie, z całkowitą pewnością, że nie będzie wiedział... - Tymonku, gdzie jest Aguszka?
- Aga - odwrócił się i pokazał palcem jej łóżeczko.

Taki duży, taki mądry... :)

Tylko dlaczego właśnie "Aga"? Aga to gatunek ropuchy, niepiękny zresztą. Nie mogło być "Gusia"? Przecież potrafi takie zlepki wymawiać.

sobota, 24 sierpnia 2013

Relacje

Małe dzieci tak szybko rosną...

Agnieszka coraz dłużej czuwa i stanowczo nie podoba się jej leżenie w miejscu. Najchętniej okupuje siedzisko stworzone z moich rąk, tak by znad ramienia obserwować otoczenie. Próby zmiany pozycji traktuje jak wypowiedzenie wojny i automatycznie wytacza ciężką artylerię. Głos ma mocny - po mamusi - więc chcąc nie chcąc układam ją w żądanej pozycji i kursuję po mieszkaniu. Czasem nawet pozwoli mi usiąść na fotelu. Wtedy zwykle pojawia się Tymon, który, jeśli akurat nie próbuje jej spacyfikować, wydaje się być siostrą zauroczony. Szkoda tylko, że tak płynnie i bez ostrzeżenia przechodzi z jednej fazy do drugiej... Nie zliczę sytuacji, gdy intuicyjnie wstałam, a sekundę później ręka Tymona wylądowała dokładnie tam, gdzie przed chwilą była twarz Agnieszki. Nie zliczę też sytuacji, gdy intuicja mnie zawiodła...

Niemniej zaczyna się między nimi tworzyć relacja opierająca się nie tylko na rywalizacji o moje względy. Tymon z uprzejmym zaciekawieniem pyta o jej policzki, uszy, nos i oczy (tu należy się odsunąć, bo pytaniu o oko towarzyszy włożenie w nie palca), Aguszka robi minę Kota ze Shreka i szczerzy do niego bezzębne dziąsła.

Takie chwile dają mi siłę na wytrzymanie tych gorszych dni i nadzieję na to, że za jakiś czas ta dwójka będzie trzymać sztamę przeciw reszcie świata.

***

Coraz bardziej czekam na wrzesień, bo...

Ty masz uszy - ja usta.
Ty oczy - ja ręce.
Tobie dawanie przychodzi naturalnie - ja, nawet oddając, zabieram.
Ty przyjmujesz bieg zdarzeń - ja wiecznie próbuję zawrócić rzekę.
Ty jesteś duszą - ja ciałem.
Ty koisz strach w sobie - ja, walcząc, podsycam go jeszcze bardziej.
Ty siadasz przy płomieniu - ja, by się ogrzać, wchodzę na stos.

Tylko razem jesteśmy kompletne.




piątek, 24 maja 2013

O tym, jak Strzydze na głowę padło

Przypomniała mi się dziś scena z "Nic śmiesznego", kiedy to Pazura wysiada na Kaliskim i pada sławetne "Łódź, k*rwa".

U nas powinno być "Nocnik, k*rwa!".

Otóż nagabywana co jakiś czas pytaniami, co z oduczaniem Tymona pieluszki oraz świadoma, że pojawienie się siostry wcale sprawy nie ułatwi, bo stres, chwilowy regres itp. dałam się zwariować. Wybór padł na dzień dzisiejszy, czas po drzemce, bo większość ludzi po spaniu ma potrzebę opróżnić pęcherz.

Dziecię wstało w dobrym humorze, więc szanse powodzenia większe. No... To dawaj, Matka. Pozbyliśmy się pieluchy i sadzamy na nocnik...

... a Tymon momentalnie wstaje. No to sadzamy jeszcze raz. Wstaje. I siusiu robi, owszem. Na stojąco, tuż przed nocnikiem. Po czym, zadowolony, w długą. Trochę się goniliśmy po mieszkaniu, ja później miałam trochę sprzątania, bo stwierdził, ze jak już może oznaczyć teren to oznaczy w kilku miejscach...

Ogólnie. Nocnik jest ZŁY. Na nocniku nie usiądzie. Próba posadzenia i przytrzymania (pomysł i wykonanie - P.), zakończyła się śmiertelnym fochem i płaczem.

A ja po tej radosnej próbie stwierdzam, ze wrócę sobie spokojnie do filozofii kiedyś opisywanej przez Kurę, Matkę Jajka. Nie znam nastolatków chodzących w pieluchach. Ba, nawet sześciolatków takich nie znam. Mamy czas. Jak będzie gotowy, to sam z tej pieluchy wyjdzie. Kuńc.





sobota, 5 stycznia 2013

Jak wszyscy

Nie będę udawać, że coś mnie różni od reszty świata ;) Ja również myślałam, analizowałam, postanawiałam (postanowienia wrzucę w osobną zakładkę, żeby łatwiej było mi je znaleźć i o nich pamiętać)... Tylko wooolniej, więc wyniki dopiero dziś.

2012 był taki jak wszystkie lata wcześniej  trochę pogłaskał po głowie, częściej kopnął w tyłek lub wbił szpilę. Jak każdy wcześniejszy rok, czegoś mnie nauczył, jak każdy zawiódł zaraz po daniu nadziei. Wyróżniło go to, że dał mi Cud.

Zawsze mi się chciało śmiać, kiedy ktoś mówił "dziecko zmieniło całe moje życie". To takie banalne, oczywiste. Po co mówić o oczywistościach? Ale kiedy 21 stycznia, po długich godzinach bólu, urodził się On i zakwilił (nie, nie krzyknął, noworodki nie potrafią krzyczeć, czego by Wam nie wmawiali w ckliwych filmach i na obiadkach u babci), zmieniła się perspektywa. Bywało różnie. Były dni, kiedy wszystko szło idealnie, otwierały się nowe perspektywy, a potem przychodził kopniak od losu i trzeba było liczyć drobniaki na chleb. Ale to było tło, Działo się obok, bo przede wszystkim, na pierwszym planie utrzymywał się Tymo. I to jego pierwszy uśmiech, pierwsze potrząśnięcie grzechotka, pierwsza marchewka, siadanie, raczkowanie, kroki i teraz bieganie, nadawały rytm mijającym miesiącom.

Owszem, po drodze były pomysły na siebie. Macierzyństwo daje odwagę - kolejny banał i kolejna prawda -  nie ma rzeczy za trudnych. Owszem, coś może się nie udać, ale porażka już nie jest końcem świata i znakiem od niebios, że jestem do niczego. Podstawową różnicą jest to, że nie boję się próbować. Ja jestem ważna, moje pomysły są dobre, moje plany mają szansę powodzenia. To się zdarzyło (i dzieje się nadal) pierwszy raz.

I tak na moim biurku pojawiły się igły, sznurki, koraliki, filc... Pojawiły się i długo leżały, czekały. A kiedy dojrzałam, ruszyłam z kopyta i zarobiłam pierwsze od ponad dwóch lat pieniądze.

Tak samo pojawiła się maszyna do szycia, którą jeszcze oswajam, choć chrzest bojowy i pierwsze zlecenie też mamy dawno za sobą.

A ostatnim, niespodziewanym i przerażającym na początku prezentem od roku 2012 była Inka. Dwie kreseczki, które najpierw wywołały morze łez i kompletną wściekłość, a potem wrosły w moje życie. Córka, na którą czekam, z każdym dniem bardziej kochając, i którą w lipcu podaruje mi ten nowy, 2013, rok.

piątek, 4 stycznia 2013

Prawie rok

Bogowie, on zaraz skończy rok...

Trzeba upiec ciasto, zrobić tort i jeszcze uwzględnić, że on też będzie chciał, więc wymyślić coś co będzie jego tortem, a nie będzie zawierać: jajek, mąki, mleka, owoców cytrusowych, kakao... Mogę tak bez konca wymieniać ;)

I powiesić baloniki, wymyślić jak wszystkich usadzić...

Mam jeszcze 15 dni, ale co to jest, skoro ostatnio wstanie z łóżka zajmuje mi co najmniej miesiąc...

***

A On biega. Od kilku dni. Półtora miesiąca temu pierwszy raz podszedł do mnie, sam, bez pomocy mebli czy cudzych rąk. I jak już wystartował, nic nie było w stanie go zatrzymać. Schody? Co to dla niego? I wejść potrafi i zejść... Drugi koniec mieszkania? Nie ma sprawy. Śliskie panele? Kto jak nie On :)

I jestem dumna i szczęśliwa. dumna, ze jest taki sprawny, taki odważny. Szczęśliwa, bo trochę rzadziej domaga się noszenia na rękach ;)

sobota, 1 września 2012

Strzygopłaczki pt. 4


Żal mi Terrorysty.


Bo ma odparzoną do krwi pupę.
Bo boli go brzuszek.
Bo ma biegunkę.
Bo nie trawi niczego co zje - poza nutramigenem.
Bo jest marudny i nieszczęśliwy.

Wszystko przez kaszkę z bobovity - ryżową z brzoskwiniami. Bo matce się wydawało, że skoro ryż i brzoskwinie są okay, to kaszka też będzie. I co? I g***o. Bo W kaszce jest coś jeszcze, o czym "zapomnieli" wspomnieć na opakowaniu. Nie wiem co to, ale moje dziecko przez to cierpi.

A ja razem z nim.

I mnie też mi żal.

Bo dieta eliminacyjna.
Bo mam wyrzuty sumienia za każdym razem, kiedy coś mu zaszkodzi.
Bo może coś zjadłam nie tak.
Bo nie najada się moim mlekiem i po 15 minutach intensywnego ssania piersi potrafi wypić 240 ml nutramigenu.
Bo jest jeszcze poczucie winy, że już nie chcę karmić.

***

A z dobrych rzeczy - Terrorysta nauczył się sam wstawać w łóżeczku :) Nie wiem jak my go teraz będziemy kładli spać, skoro natychmiast po wsadzeniu do łóżeczka podnosi się do pionu i smieje się radośnie, ze nam taki psikus zrobił :):):)

środa, 4 lipca 2012

Big Boy

Terrorysta jest już prawdziwym mężczyzną - interesuje się motoryzacją (pierwsze autko), multimediami (pierwszy telefon) i informatyką (pierwsza klawiatura). Jest też mądrym człowiekiem, gdyż potrafi odróżnić substytuty od oryginałów. Telefon, który nie działa, nie jest interesujący. Klawiatura podobnie. Tylko autko święci triumfy, pewnie dlatego, że nie mamy samochodu i nie wie, jak być powinno.




Oprócz nowych gadżetów, mamy też kolejne postępy w rozwoju - rozwija się naszemu chłopcu głównie poczucie humoru. Nie ma nic śmieszniejszego niż mama, która kichając walnie się w głowę. Albo tata, który się potknie. Ewentualnie może być jakieś "a ku ku", albo pierdzioszki, ale, wiadomo, efekt już nie ten... Doprawdy, nie mam pojęcia, po kim to takie złośliwe??

Poza tym coraz sprawniej wychodzą Smykowi przewroty na brzuszek. Coraz lepiej radzi sobie z chwytaniem. I to - uwaga - zarówno rękami jak i nogami. Nogi w ogóle stały się ostatnio przebojem. Można nimi machać z radości, albo kopać w irytacji, można smyrać, wkładać do buzi i chwytać nimi przedmioty. Czy znacie lepszą zabawę? :)

 No i chyba najważniejsze - możemy już jeść :) Gotuje rzecz jasna Matka. Na razie jadłospis dość nudny, bo składa się tylko z marchwi i ziemniaków, ale za chwilę dojdzie ryż, dynia, jabłuszko, a potem mięsko.


czwartek, 21 czerwca 2012

Przybij piątkę

Minęło już pięć miesięcy. Pięć miesięcy śmiechu, łez, bezradności i euforii. Macierzyństwo jest fajne, chociaż czasami masz ochotę wyskoczyć z okna, kiedy Twoje dziecko trzecią godzinę rozpaczliwie płacze, a Ty nie masz pojęcia o co chodzi. Albo kiedy wstajesz co godzinę w nocy, żeby tego małego terrorystę nakarmić. Albo kiedy ma AZS, zapalenie oskrzeli i jakby tego było mało chyba idą mu zęby. Ale więcej jest miłych chwil - nawet strużka śliny spadająca na Twój policzek z rozdziawionego w pełnym miłości uśmiechu otworu gębowego Twojego smyka ma w sobie coś magicznego...

Tyle z rzeczy dobrych... Z rzeczy złych.

Pan Tata dostał rozwód co samo w sobie jest rzeczą dobrą, bo w końcu jest tylko nasz, możemy wziąć ślub i tym podobne miłe bzdurki. Niestety wraz z rozwodem dostał wyrok w sprawie alimentacyjnej i od dziś przez minimum 20 lat musi płacić na Gabrysia 300 złotych, a na Miriam możliwe że dożywotnio 500 (bo jest dzieckiem niepełnosprawnym). Żeby nie było - ja nie mówię, że na dziecko się tyle nie wydaje, zwłaszcza na niepełnosprawne. Niejednokrotnie wydaje się o niebo więcej i jest to uzasadniony wyrok. Mówię tylko, że nas na to nie stać. Ze wyrok ten krzywdzi moje osobiste, własne, 22 godziny rodzone dziecko. Bo albo zapłacimy, tyle ile Sąd zasądził i nie zapłacimy za mieszkanie, jedzenie i pieluchy, albo nie zapłacimy całości tylko np. połowę i będzie nam rósł dług alimentacyjny, który przecież kiedyś trzeba będzie spłacić...

Ciekawi mnie co teraz. Póki co decyzja sądu dopiero do mnie dociera i jestem dziwnie spokojna. Nienaturalnie wręcz... Ciekawe jak wielki będzie wybuch, kiedy już do mnie dojdzie co właśnie się stało...

czwartek, 14 czerwca 2012

Leń

I pytam się: Co z tego?

Co z tego, że dziś ma przyjść kuzynka z narzeczonym na kawę?
Co z tego, że obiad będzie odgrzewany z wczoraj?
Co z tego, że przydałoby się wyprać, porozwieszać wyprasować?
Co z tego, że łóżko rozbebeszone?
Co z tego, że nie mam makijażu, a nawet wyskubanych brwi?

Ja całuję małą buźkę. Łaskoczę okrąglutki brzuszek. Słucham kołysanek i uśmiecham się pod nosem z mojego Szkraba.

A on?

On nauczył się udawać kaszel. Próbuje raczkować, co sprowadza się do wbicia twarzy w podłożę i podnoszenia dupki do góry i usilnym odpychaniu się nóżkami. Nauczył się zjadać stópki. I ściągać skarpetki. Nawet raz udało mu się przekręcić z plecków na brzuszek. Nauczył się, jakże szybko, pić mleko z butelki i nawet mi tę butelkę zabiera.

Nauczył się, że Mama nie może znikać. Kiedy znika, z pola widzenia trzeba natychmiast rozpaczliwie zapłakać, bo jeszcze się okaże że zniknęła na zawsze. A przecież tego by maleńkie serduszko nie zniosło. więc płacze rozpaczliwie, a Mama szybciutko wraca. Chyba go kocha, skoro tak wraca.
Nauczył się gruchać jak gołąbek za każdym razem, gdy go tulę, całuję lub głaszczę.


***

No i wreszcie poznał swojego brata.

Razem wyglądają tak:


Trochę mi żal, że Gabryś Terrorysty się trochę boi, trochę brzydzi, ale czego się spodziewać, skoro nigdy wcześniej go nie widział, a Terrorysta powitał go z oślinioną ręką w buzi. Którą to ręką próbował go potem złapać za nos. Bo Terrorystę Gabryś zachwycił. Jak wszystko dookoła ;)


środa, 30 maja 2012

Mały, agresywny terrorysta ;)

Moje dziecko na mnie KRZYCZY.

Dokładnie tak. Nie piszczy, nie płacze. Krzyczy i w tym krzyku słyszę złość i zniecierpliwienie (jakim prawem mi zakładasz ubranie, kobieto!). 

Jestem cholerykiem, nadwrażliwcem i strasznie nie lubię jak się ktoś na mnie wydziera. Ostatnio jak zdarzyło się mojej siostrze to mało brakowało, a zarobiłaby w dziób. Ale ten mały, uparty, czteromiesięczny potworek wzbudził tylko moją czułość i dumę. 

Zobaczcie. Mój syn nauczył się krzyczeć. 
Zobaczcie. Mój syn nauczył się pacać mnie łapką jak jest zły.
Zobaczcie. Mój syn nauczył się szarpać mnie za włosy. 
Zobaczcie. Mój syn nauczył się piszczeć, jak mu się coś (nie)podoba. 
Zobaczcie. Mój syn nauczył się "pierdzieć" wargami - i to z wytkniętym językiem (dzięki czemu jest cały w spienionej ślinie).

Matka to dziwaczne stworzenie, nie sądzicie :)

***


A oto pierwszy piknik Tymona - Terrorysty :)

wtorek, 8 maja 2012

Kompromisy

Jest coś pięknego w tym, jak dziecko zmienia nasze życie, pozbawia przyzwyczajeń, które mieliśmy, dając w zamian nowe, zmusza do zweryfikowania poglądów.

Na spacery i zakupy w miarę możliwości chodzę przez pola - Tymon boi się ciężarówek, przejeżdżających przelotówką przez Rawę.
Skończyło się spanie po 10 godzin - Ktoś domaga się jedzenia w środku nocy i zabawiania bladym świtem.
Ulubione seriale oglądam chodząc po pokoju z Tymonem zawiniętym w chustę, albo kiedy śpi, a nie w nocy, jak było zanim się pojawił.
Nie słucham Myslovitz, Hey, czy Happysadu, tylko piosenki dla dzieci lub dorosłe, ale radosne, proste i rytmiczne.
Byłam zagorzałym przeciwnikiem smoczka? Tymon zasypia ze smoczkiem, bo zwyczajnie go potrzebuje.
Obiecałam sobie, ze ominę etap picia z butelki? Dziś kupiłam drugą, bo mój Skarb pije więcej niż jestem w stanie wyprodukować, a na niekapek za wcześnie.

I cudowne jest to ustępowanie dziecku :) Wbija w dumę, bo robię to dla Tymka. bo przełamuję egoizm, żeby jemu było lepiej...

A oto najpiękniejsza nagroda za matczyną uległość:



niedziela, 6 maja 2012

Laugh&Learn

Śmieje się.
Na całe gardło.
Z niewyobrażalną, namacalną radością i energią 3,5 miesięcznego niemowlęcia.

A ja śmieję się razem z nim, choć jakaś część mnie ma ochotę rozpłakać się ze wzruszenia. Mój duży, silny, radosny, roześmiany chłopiec. Mój Ancymonek.