Moja uroda sprawiała, że budziłam się w środku nocy, z poduszką mokrą od łez. Czasem pomagało tarcie nogami o prześcieradło (wytwarza się ciepło, a ciepło łagodzi ból), ale bywały też sytuacje, gdy szlochając, budziłam rodziców i prosiłam o tabletki przeciwbólowe. Nie, żeby neutralizowały. Raczej łagodziły na tyle, żeby udało się zasnąć.
Najgorzej było wtedy, gdy skok wzrostowy przypadał na jesień lub zimę. Mama na własną rękę jeździła ze mną do poradni reumatologicznej (na "taką urodę" nie ma skierowań), ale lekarz, widząc prawidłowe wyniki badań, rozkładał ręce i pocieszał: "To minie.". Minęło i pewnie bym zapomniała, gdyby nie nocne pobudki Tymona.
Nie od razu skojarzyłam fakty. Dopiero przy drugiej fali, załapałam, że po kilku tygodniach popołudniowego marudzenia i nocnych pobudek, masowania nóżek i podawanego w ostateczności ibuprofenu, nagle wszystkie ciuchy są za małe. Dwie noce temu zaczął się trzeci skok wzrostowy.
Jak pomóc?
- jeśli ból zaczyna się po południu, pomoże ciepła kąpiel
- w nocy można energicznie pocierać nóżki - taki masaż rozgrzewa i łagodzi ból
- jeżeli dziecko nie jest uczulone, można stosować maści rozgrzewające
- wapno z witaminą d i tran łagodzą przebieg skoku wzrostowego
- niektórzy lekarze zalecają preparaty z glukozaminą - ja jeszcze nie próbowałam
- jeśli nic nie pomaga, można dziecku podać środek przeciwbólowy
Osobiście polecałabym też konsultację z lekarzem. Nie każdy nocny płacz, to bóle wzrostowe. Bywa, że przyczyna leży gdzie indziej.






