czwartek, 16 września 2010

Parszywek


W poniedzialek operacja. Fazę kompletnego przerażenia mam już za sobą. Co prawda strach dalej siedzi pod skórą, ale siedzi spokojnie, daje się opanować. Więc jest okay. Teraz leniwie czekam jak rozwinie się sytuacja. Mam jakieś tam plany, jakieś ewentualne reakcje. I to musi wystarczyć.
Niech kroją. W końcu to tylko troszkę i długo nie potrwa.

poniedziałek, 13 września 2010

Bezczelność


Strzydze zebrało się na awanturę o bałagan. Wywrzeszczała się, wyklęła, wypłakała za robienie z niej cholernego Kopciuszka. P. nieopatrznie stwierdził, że jemu trzeba palcem pokazać i dodatkowo kopnąć, a wtedy zrobi, to o co się go prosi. W konsekwencji tych słów nieszczęsny musiał sprzątnąć kocią kuwetę. Po jakimś czasie…

P. (spokojnie): Trzeba pomyśleć nad pozbyciem się Kota…
Strzyga (patrzy na niego, nic nie rozumiejąc)
P. (święcie oburzony): To tak nie może być, że on tam sra, a potem trzeba po nim sprzątać!

FATALNE PRZEJĘZYCZENIE


Zazwyczaj P. jest dla Strzygi ucieleśnieniem dziewczęcych marzeń o szarmanckim, kulturalnym, młodym człowieku. Zazwyczaj…

P. (tonem wybitnie rozkazującym, przeznaczonym zwykle dla kota): Ej, Ty!
Strzyga (nie odnosząc wypowiedzi do siebie krząta się po kuchni)
P. (po dłuższej chwili, hamując śmiech): Znaczy się: Kochanie…

czwartek, 9 września 2010

Cherry Pie

Leżę. Ktoś wysysa ze mnie energię. A może tak tylko usprawiedliwiam swoją niechęć do świata. Spać. Czy to naprawdę tak dużo. Głowa napierdala. Dosłownie.  P. jeszcze nie ma lub już jest i siedzi przy kompie. Jeśli to drugie, to znaczy, ze zdążyłam się zaćpać tabletkami, a na głowie mam koc, kołdrę i poduszki. Jeśli to pierwsze, to znaczy, że czekam i ból chwilami przyćmiewa euforia, ze zaraz będzie...
W sumie, to jedyne czego mi trzeba, to sen nieprzerywany koszmarami i budzikiem. Takie 12 do 15 godzin snu na pełną regenerację. Plus kot mruczący w szyję, ciepło P. śpiącego tuż obok, uchylone okno i cisza. Tylko tyle. Potem obudzę się całkiem zdrowa i wypoczęta i wejdę z powrotem w swój własny rytm. I żaden wampir, żadna flądra, zazdrosna gówniara ani emocjonalny podjadek nie będą w stanie mnie ruszyć.
No może jeszcze Światło trzeba by zapalić... I wtedy będę niezniszczalna ;)
***
Bezczelny, dogłębny niedosyt.
Don't leave me, don't leave me! Can I go with you? Please...
A przecież jesteśmy na co dzień.
***
Od kilku dni uparte próby wyszukania chwili na rysowanie. I nie ma. Albo zasypiam na stojąco, albo padam na twarz, albo boli mnie głowa, albo po prostu rzygać mi się chcę na samą myśl o zrobieniu czegoś co wymaga zaangażowania mentalnego :)
Zresztą teraz też leżą przede mną świecówki i blok - taki kaprys Strzygi, że by chciała pomalować świecówkami. I nawet wiem jakie kolory. Tylko zacząć jakoś nie idzie. jestem mistrzynią w odciąganiu uwagi. :)
***
Ruda się szykuje powoli do powrotu. :) No bo ileż można siedzieć w Rumunii... Tzn. Ja bym siedziała do oporu, ale ona niech już wraca, bo mi tęskno do niej... Zwłaszcza, że mamy zaległe oglądanie i gadanie i w ogóle mnóstwo zaległych rzeczy :)
***
Chciałabym, żeby trwało.  Chciałabym, żeby ta akceptacja nie zniknęła z czasem. Żeby już zawsze słowo "Zięć" brzmiało z sympatią. Wierzę w nasze dobre duchy :)

czwartek, 2 września 2010

I just can't get you out of my head

Odzyskałam zdjęcia z zeszłych wakacji :) Widziałam się z dawno nie widzianą koleżanką, nagadałyśmy się za wszystkie czasy. Potem jeszcze wypad na piwo z Rycerzem i jego Przyjacielem. Wypad absolutnie niewychowawczy. Obydwoje wróciliśmy do domu ostro na rauszu, ale za to roześmiani, pozytywnie zmęczeni i zgodni w jednym - do łóżka i spać :P
Jak to jest, że Rycerzowe picie z Kumplem mnie wkurwiało, a do picia z Przyjacielem sama się dołączyłam i było mi fajnie?
***
Boję się rozmowy z rodzicami o przeszłości P... Niby wiem, że to tylko i wyłącznie nasza sprawa i że będą musieli się pogodzić, że mój przyszły mąż miał już wcześniej rodzinę, ale mimo wszystko nie uśmiecha mi się ta rozmowa.
***
I jestem odpowiedzialną, dużą dziewczynka. Tylko w głowie mam wicher i morze miłości :)