Tymon ogłosił bunt.
Odkąd wyżynają mu się trójki, wszystko jest na nie. Zupka z łyżeczki - nie, kanapka - nie, jogurt - nie. Jednocześnie bardzo by chciał zasmakować wszystkich tych rzeczy, których jedzenia odmawia. W efekcie siedzi pod blatem w kuchni i ryczy, pokazując palcem na kanapkę, a gdy mu ją podaje tupie nogami i ryczy jeszcze głośniej. Nie wiem, może chciałby żeby mu ją rozmoczyć i podać w butelce? Bo butelkę akceptuje. Oczywiście nie wtedy, gdy ma ochotę na kanapkę, której nie chce jeść...
Skaranie boskie, jak mawiała moja Prababcia, uszy więdną...
Jak myślicie? Co należy zrobić, żeby dziecko nie umarło z głodu, a matka nie wylądowała w Kocborowie?
Otóż trzeba Tymona posadzić na kolanach, poczekać aż w tym płaczu szeroko buzię otworzy i wpakować mu szybciutko niewielki kawałek chleba z pasztetem, tak, by pasztet wylądował na języku. Co prawda z boku musi to wyglądać makabrycznie, bo zanim poczuł smak, wyrywał się na wszystkie strony, kopał i krzyczał wniebogłosy, ale efekt końcowy był wart tej walki. Zjadł dwie kanapki (sam, siedząc na kanapie, z talerzykiem przed sobą) i poszedł się bawić.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dieta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dieta. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 12 września 2013
piątek, 2 sierpnia 2013
Dlaczego nie wierzę w żywność EKO?
Tytuł i post zedytowane, ponieważ przekonała mnie argumentacja Kropki i Piątej Pory Roku.
Cóż, jak mawia moja babcia: "Tylko krowa nie zmienia poglądów".
***
Strasznie mnie ostatnio wkurza to jak łatwo człowieka zrobić w balona. Irytuje mnie promowanie żywności EKO. Wiem, zaraz sypną się na mnie gromy, albo powita mnie urażone milczenie, ale...
Przede wszystkim GMO już jest. Nie da się zatrzymać. No chyba, że wydacie owadom zakaz zapylania upraw EKO, ale nie sądzę, żeby się takim zakazem przejęły. Wystarczy, że gdzieś w Polsce pojawiło się jedno pole, na którym zasiano zmodyfikowane nasionka. Resztę robi natura. Pszczółka usiadła najpierw na roślince zmodyfikowanej, potem poleciała na pole po drugiej stronie ulicy i usiadła na tej EKO i zapyliła ją. Voila. Oczywiście zakaz upraw genetycznie zmodyfikowanych troszkę spowolni proces, ale nie cofnie tego co już się stało i dzieje cały czas.
Poza tym nie tylko uprawy GMO zanieczyszczają żywność. Jeździmy samochodami? Palimy papierosy? Jakiś bardzo inteligentny ktoś na biwaku myje głowę w rzece (oczywiście z użyciem szamponu)? To nie pozostaje obojętne. Nie da się wydzielić powietrza i ziemi specjalnie dla upraw EKO. A skoro się nie da, to nie są naprawdę EKO...
Pomijam już fakt, że wielu "certyfikowanych" producentów żywności EKO, stosuje się do wytycznych tylko podczas kontroli. Sama znam kilku takich sprytnych rolników, którzy nawozy sztuczne i opryski chowają w piwniczce...
Co w takim razie robić?
Są płyny, które wypłukują pestycydy z warzyw i owoców, ale są dość drogie i mało wydajne. Ja zamiast nich wykorzystuję metodę Akademii Witalności:
1. Wkładam warzywa i owoce najpierw do wody o odczynie kwaśnym (na litr wody pół szklanki octu winnego lub jabłkowego albo 2-3 łyżki kwasku cytrynowego) na 2-3minuty - to usuwa bakterie.
2. Wkładam warzywa i owoce do wody o odczynie zasadowym (na litr wody 1 czubata łyżka sody oczyszczonej) na 2-3minuty - to usuwa pestycydy.
3. Opłukuję warzywa i owoce pod bieżącą wodą.
Cóż, jak mawia moja babcia: "Tylko krowa nie zmienia poglądów".
***
Strasznie mnie ostatnio wkurza to jak łatwo człowieka zrobić w balona. Irytuje mnie promowanie żywności EKO. Wiem, zaraz sypną się na mnie gromy, albo powita mnie urażone milczenie, ale...
Przede wszystkim GMO już jest. Nie da się zatrzymać. No chyba, że wydacie owadom zakaz zapylania upraw EKO, ale nie sądzę, żeby się takim zakazem przejęły. Wystarczy, że gdzieś w Polsce pojawiło się jedno pole, na którym zasiano zmodyfikowane nasionka. Resztę robi natura. Pszczółka usiadła najpierw na roślince zmodyfikowanej, potem poleciała na pole po drugiej stronie ulicy i usiadła na tej EKO i zapyliła ją. Voila. Oczywiście zakaz upraw genetycznie zmodyfikowanych troszkę spowolni proces, ale nie cofnie tego co już się stało i dzieje cały czas.
Poza tym nie tylko uprawy GMO zanieczyszczają żywność. Jeździmy samochodami? Palimy papierosy? Jakiś bardzo inteligentny ktoś na biwaku myje głowę w rzece (oczywiście z użyciem szamponu)? To nie pozostaje obojętne. Nie da się wydzielić powietrza i ziemi specjalnie dla upraw EKO. A skoro się nie da, to nie są naprawdę EKO...
Pomijam już fakt, że wielu "certyfikowanych" producentów żywności EKO, stosuje się do wytycznych tylko podczas kontroli. Sama znam kilku takich sprytnych rolników, którzy nawozy sztuczne i opryski chowają w piwniczce...
Co w takim razie robić?
Są płyny, które wypłukują pestycydy z warzyw i owoców, ale są dość drogie i mało wydajne. Ja zamiast nich wykorzystuję metodę Akademii Witalności:
1. Wkładam warzywa i owoce najpierw do wody o odczynie kwaśnym (na litr wody pół szklanki octu winnego lub jabłkowego albo 2-3 łyżki kwasku cytrynowego) na 2-3minuty - to usuwa bakterie.
2. Wkładam warzywa i owoce do wody o odczynie zasadowym (na litr wody 1 czubata łyżka sody oczyszczonej) na 2-3minuty - to usuwa pestycydy.
3. Opłukuję warzywa i owoce pod bieżącą wodą.
piątek, 4 stycznia 2013
Prawie rok
Bogowie, on zaraz skończy rok...
Trzeba upiec ciasto, zrobić tort i jeszcze uwzględnić, że on też będzie chciał, więc wymyślić coś co będzie jego tortem, a nie będzie zawierać: jajek, mąki, mleka, owoców cytrusowych, kakao... Mogę tak bez konca wymieniać ;)
I powiesić baloniki, wymyślić jak wszystkich usadzić...
Mam jeszcze 15 dni, ale co to jest, skoro ostatnio wstanie z łóżka zajmuje mi co najmniej miesiąc...
***
A On biega. Od kilku dni. Półtora miesiąca temu pierwszy raz podszedł do mnie, sam, bez pomocy mebli czy cudzych rąk. I jak już wystartował, nic nie było w stanie go zatrzymać. Schody? Co to dla niego? I wejść potrafi i zejść... Drugi koniec mieszkania? Nie ma sprawy. Śliskie panele? Kto jak nie On :)
I jestem dumna i szczęśliwa. dumna, ze jest taki sprawny, taki odważny. Szczęśliwa, bo trochę rzadziej domaga się noszenia na rękach ;)
Trzeba upiec ciasto, zrobić tort i jeszcze uwzględnić, że on też będzie chciał, więc wymyślić coś co będzie jego tortem, a nie będzie zawierać: jajek, mąki, mleka, owoców cytrusowych, kakao... Mogę tak bez konca wymieniać ;)
I powiesić baloniki, wymyślić jak wszystkich usadzić...
Mam jeszcze 15 dni, ale co to jest, skoro ostatnio wstanie z łóżka zajmuje mi co najmniej miesiąc...
***
A On biega. Od kilku dni. Półtora miesiąca temu pierwszy raz podszedł do mnie, sam, bez pomocy mebli czy cudzych rąk. I jak już wystartował, nic nie było w stanie go zatrzymać. Schody? Co to dla niego? I wejść potrafi i zejść... Drugi koniec mieszkania? Nie ma sprawy. Śliskie panele? Kto jak nie On :)
I jestem dumna i szczęśliwa. dumna, ze jest taki sprawny, taki odważny. Szczęśliwa, bo trochę rzadziej domaga się noszenia na rękach ;)
sobota, 1 września 2012
Strzygopłaczki pt. 4
Żal mi Terrorysty.
Bo ma odparzoną do krwi pupę.
Bo boli go brzuszek.
Bo ma biegunkę.
Bo nie trawi niczego co zje - poza nutramigenem.
Bo jest marudny i nieszczęśliwy.
Wszystko przez kaszkę z bobovity - ryżową z brzoskwiniami. Bo matce się wydawało, że skoro ryż i brzoskwinie są okay, to kaszka też będzie. I co? I g***o. Bo W kaszce jest coś jeszcze, o czym "zapomnieli" wspomnieć na opakowaniu. Nie wiem co to, ale moje dziecko przez to cierpi.
A ja razem z nim.
I mnie też mi żal.
Bo dieta eliminacyjna.
Bo mam wyrzuty sumienia za każdym razem, kiedy coś mu zaszkodzi.
Bo może coś zjadłam nie tak.
Bo nie najada się moim mlekiem i po 15 minutach intensywnego ssania piersi potrafi wypić 240 ml nutramigenu.
Bo jest jeszcze poczucie winy, że już nie chcę karmić.
***
A z dobrych rzeczy - Terrorysta nauczył się sam wstawać w łóżeczku :) Nie wiem jak my go teraz będziemy kładli spać, skoro natychmiast po wsadzeniu do łóżeczka podnosi się do pionu i smieje się radośnie, ze nam taki psikus zrobił :):):)
czwartek, 28 czerwca 2012
Kokoszka Smakoszka
Terrorysta pięknie poradził sobie z zapaleniem oskrzeli. Flukonazol pięknie poradził sobie z grzybicą. I dostaliśmy wreszcie zielone światło dla rozszerzania diety. Dumna matka pobiegła więc do sklepu po słoiczek z marchewką. A potem na targ po świeżą marchew, bo cena słoiczka wywołała u niej pusty śmiech.
I tak sama, z własnej woli wlazłam w buty matki-kwoki, która obiera marcheweczki i gotuje je na parze, żeby nie traciły witamin. I dobrze mi z tym, bo mój mały chłopczyk docenia starania mamusi. :)
A w przyszłym tygodniu serwujemy ziemniaki ;)
I tak sama, z własnej woli wlazłam w buty matki-kwoki, która obiera marcheweczki i gotuje je na parze, żeby nie traciły witamin. I dobrze mi z tym, bo mój mały chłopczyk docenia starania mamusi. :)
A w przyszłym tygodniu serwujemy ziemniaki ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)