piątek, 23 września 2011

Kołysanka dla Misiaków


Zabawne...

Kiedy zaczęliśmy planować dziecko, nie wyobrażałam sobie, żeby mieć syna. Marzyła mi się mała, słodka księżniczka. Oczko w głowie Mamusi i Pana Ojca (Pan Ojciec oczywiście od początku krzyczał, że on chce chłopczyka, bo dwóch złośliwych bab w domu nie wytrzyma).

A potem zobaczyłam na teście dwie kreski i pojawiła się uparta myśl "Dominik!", ewentualnie: Kajetan, Tymoteusz, Kamil, Remigiusz, Adrian i tak dalej. Nagle wyparowały wszystkie pomysły na imiona dla córeczki, a kiedy ktoś pytał mnie o ciążę, za każdym razem mówiłam o moim/naszym synku.

I USG potwierdza, póki co, to moje przeczucie.

Tylko co, jeśli jednak urodzę córcię?

Bo przecież USG nie daje 100% gwarancji :)

wtorek, 6 września 2011

Idzie niebo ciemną nocą


Remik waży już 430 gram.
Na USG grzecznie odwraca się tak, żeby można było się upewnić, że na pewno jest chłopcem.
I kopie, kopie, kopie :)

Kocham ten mój Skarb :)

***

Słucham kołysanek.
Śpiewam kołysanki.
Myślę kołysankami.

Jeszcze cztery miesiące i zacznę je śpiewać tuląc swojego synka w ramionach :)

czwartek, 1 września 2011

Urojenia, paranoje...


Długotrwałe "unieruchomienie" działa mi na nerwy.
Chwilami CZUJĘ, że coś jest nie tak.
Potem przychodzi myśl, że to wszystko reakcja psychosomatyczna, bo ja przecież nie cierpię bezczynności...
I już sama nie wiem.
Mimo wszystko uparcie odsuwam decyzję o wybraniu się do szpitala.
Nie chcę leżeć tam, bo wiem, że będzie jeszcze gorzej.

Sześć dni piekła we wrześniu ubiegłego roku, kiedy to z uwagi na operację musiałam zostać w szpitalu.
Pamiętam. Aż za dobrze.
Nic, że opieka była cudowna.
Ja nie mogę siedzieć w jednym miejscu.

***

A Remik kopie.
Wierci się, przekręca.
Oczywiście zawsze wtedy, gdy ja akurat zacznę usypiać :)

Tęsknię za nim.
Niech już będzie...