"JavaScriptSDK"

wtorek, 28 sierpnia 2018

Tańcowała igła z nitką :)

Maszynę do szycia kupiłam sześć lat temu, kiedy urodził się Tymon. Miałam wielkie plany, miałam szyć dużo, często, coraz lepiej. Być jak mały cudotwórca dla swoich dzieci ("Maaaaamo! Jakie to ładne, nikt takiego nie ma."). Wreszcie może zacząć na szyciu zarabiać...

No, ale zapał był słomiany, efekty nie sięgały moich wygórowanych oczekiwań, więc przez ostatnie sześć lat uszyłam może z dziesięć rzeczy, zrobiłam kilkanaście drobnych przeróbek dla znajomych, rodziny, dla siebie. A oprócz tego maszyna stała na szafie i się kurzyła.

Czasem patrzyłam na moją Mamę, która szyje prawie całe życie. Babcię, już na emeryturze, ale nadal często siadającej do maszyny i było mi smutno, bo też bym chciała, a nie umiem.

Długo to trwało, ale w końcu dotarło do mnie, że przecież żeby umieć, rozwijać się, muszę ćwiczyć.

No i trwa kolejne podejście.

Cztery metry kupionego materiału, siata resztek od Mamy - i szyję.


Sukienka dla Agusi:

"- Agusiu, uśmiechniesz się do zdjęcia?
 - Sama się uśmiechnij."



Bluzka dla Tymonka: