środa, 30 stycznia 2013

Podsumowanie ;)

Tak się zbieram i zbieram, minął już ponad tydzień odkąd paskud skończył rok, a podsumowania ni ma... Wstyd.

Bilans Roczniaka:

Wzrost: 80 cm
Waga: 11,5 kg
Wiek: 1 rok i 9 dni

Co potrafi?

Chodzić i biegać.
Wspinać się i schodzić (albo spadać) z kanapy.
"Podskakiwać" bez odrywania nóg od podłoża.
Czołgać się, żeby wyciągnąć coś spod szafy.
Klaskać (bić brawo).
Pokazać oczko i nosek Misia.
Zrobić "pa-pa".
Przyłożyć telefon do ucha i powiedzieć "Haaa..." (a jak mu się chce, to nawet "haaaalo" - ale zwykle się nie chce).
Jeździć samochodzikiem po podłodze i wołać "brrrm, brrrrm".
Zrzucić coś na podłogę i wołać "Bu" lub "Baa".
Wołać "O, o, o, o" kiedy włączam Cezikową wersję "Ona tańczy dla mnie", albo domagać się włączenia jej tym wołaniem (szczerze nienawidzę tej piosenki odkąd ja tak polubił).
Mówić "nie" - nie tylko wtedy gdy czegoś nie chce, ale też żeby nas rozśmieszyć kiedy coś zbroi.
Mówić "Be" kiedy coś zbroi i widzi, że jestem zła.
Grozić mi palcem, kiedy mu czegoś zabraniam.
Włączać i wyłączać światło.
Wspiąć się na krzesło, żeby ukraść coś ze stołu (i się przy tym nie zabić).
Rozpłakać się na zawołanie, jeśli tylko da się w ten sposób coś ugrać.

I wiele, wiele innych, których wyrodna matka teraz nie pamięta ;)

I jak?

Mądrego mam chłopczyka? ;)

wtorek, 29 stycznia 2013

Styczniowe shorty

29 stycznia 2013 roku


Dostanę szału z tym moim Dzieckiem...

Zaczęłam mu dawać chlebek bezglutenowy. Buzia ładna, kupki ładne, co prawda na nóżkach wyszła lekka wysypka ale miał trzydniówkę, więc ma prawo mieć wysypkę. Ucieszyłam się. Czwartego dnia wysypka z całego ciała zniknęła, ale za to na nogach porobiły się suche plamy i ranki, a kupka zrobiła się zielona.

Odstawiłam chlebek. Po dwóch dniach kupka wróciła do normy, nogi też.

Ale...

Trzeciego dnia znowu zielona kupka.
Czwartego normalna.
Piątego (dzisiaj) jedna normalna, jedna zielona.

Dodam, ze nie dawałam nic nowego.

Ma ktoś jakiś pomysł o co mu chodzi?

30 stycznia 2013 roku

Młody pokazuje pazury...

Polubił moja klawiaturę - bo jak klika to coś się dzieje na ekranie. No i oczywiście stale mi przy komputerze wisi i klika. Dziś mówię "basta". Moją przesunęłam do tyłu. na przód dałam taką samą ale bez kabla. Podziałało. Na moment. Potem zrzucił tą oszukaną i dorwał z powrotem moją... Ale że ja jestem uparta, to zabrałam moją i znowu dałam "podróbkę. I w tym momencie RYK. Ale jaki, Dziewczyny... Jakby go ze skóry obdzierali, naprawdę. 

W każdym razie postanowiłam, ze w tym momencie zaczyna się WYCHOWYWANIE. nie oddam klawiatury, nie dam się zastraszyć. Ja jestem dorosła baba, a on jest mały chłopczyk. I JA postawię na swoim. O.


31 stycznia 2013 roku

Być dobrą (przemarzniętą i przewianą) Matka?
Czy też oszukać dziecko i zamiast spaceru dać mu zabawki?

niedziela, 27 stycznia 2013

Huśtawka ;)

Jestem szczęśliwa :)

Kto by pomyślał, że to będzie takie proste :)

Oczywiście jak przystało na ciężarną matkę już-nie-niemowlaka, w ciągu godziny mogę złapać ciężką depresje i stracić wiarę, a na koniec dostać szału z wściekłości... Ale kto by się tym przejmował ;)

sobota, 26 stycznia 2013

Inka

Rok temu zarzekałam się, ze choćby nie wiem co, choćby od tego losy świata zależały, choćby huragan, śnieżyca i morze ognia... Że ja nie rodzę. Nigdy więcej.

Trzy miesiące temu patrzyłam na dwie kreski i jedyne co czułam to strach i bunt. Bolał mnie brzuch z nerwów. A dzwoniąc do P. i prosząc żeby kupił drugi test modliłam się do wszystkich bogów świata, żeby ten, który zrobiłam kilka minut wcześniej, był wadliwy. Potem były wizyty u lekarzy, uśmiechnięte  dumne kobiety w zaawansowanych ciążach, na które patrzyłam z niedowierzaniem.

I powolne oswajanie się z myślą, ze jednak będzie drugie... Tak szybko.

A wczoraj kolejne usg.

- Na ustalenie płci jeszcze za wcześnie? (17 tydzień)
- Zobaczyyymy...

I tak patrzył, patrzył i wypatrzył. Moją córkę.

Nie uwierzylibyście, jaka dumna i szczęśliwa wychodziłam z gabinetu. Wszystkie babki w poczekalni się podśmiewały... ;)

wtorek, 22 stycznia 2013

Antyreklama

 Wiecie, że w całym wielkim rejestrze chorób są tylko dwie, po których lekarz bezwzględnie musi odroczyć szczepienie (inne są rzekomo przeciwwskazaniem względnym i to czy lekarz je uwzględni to tylko jego dobra wola, ale w przypadku tych dwóch MUSI odroczyć)?

Ja nie wiedziałam. Do dzisiaj. Pierwszą z tych chorób jest ospa wietrzna, po której należy odczekać minimum trzy miesiące z podaniem jakiejkolwiek szczepionki. Drugą jest tak zwana "trzydniówka" - choroba wirusowa która charakteryzuje się najpierw bardzo wysoką, trudną do zbicia temperaturą, a po trzech dniach zupełnym ustąpieniem gorączki i wysypką. Po  trzydniówce nie można szczepić przez minimum dwa miesiące.

W tym miejscu chciałabym bardzo podziękować doktor Beacie Bobowskiej - Kozłowskiej, która zignorowała moją sugestię, że Tymon prawdopodobnie przechodzi trzydniówkę, bo poza wysoką (do 40,5 stopnia) gorączką nie ma żadnych objawów i zapisała mu antybiotyk. NIE INFORMUJĄC, ZE GDYBY JEDNAK TEMPERATURA SPADŁA I WYSTĄPIŁA WYSYPKA, NALEŻY BEZWZGLĘDNIE ODROCZYĆ SZCZEPIENIE, KTÓRE MAŁY MA WYZNACZONE ZA TYDZIEŃ.

Tej pani już podziękujemy. I będziemy odradzać każdemu, kto nas zapyta, jako osobę co najmniej nieodpowiedzialną.

Wolę nie myśleć, co mogłoby się stać gdybym  nie posłuchała intuicji i nie skonsultowała się z drugim lekarzem...

poniedziałek, 21 stycznia 2013

Roczek

Chciałam napisać piękną notkę o tym jak rok macierzyństwa zmienił mnie, moje życie  jak urosło moje dziecko i czego się nauczyło...

Zamiast tego napiszę, że nie ma nic straszniejszego niż mierzenie dziecku temperatury co pół godziny i obserwowanie jak rośnie: 39.7, 40, 40.5, podczas gdy  następna dawkę leków można podać dopiero za dwie godziny. Niż zastanawianie się, czy ibuprofen lub paracetamol zbiją temperaturę, czy trzeba będzie wezwać karetkę. A jeśli trzeba będzie  to czy zdąży przyjechać zanim mózg mojego dziecka się ugotuje... niż czekanie na lekarza  który uparcie nie przychodzi.

I nie pociesza mnie biała kreseczka na dziąśle. Weźcie w diabły te zęby, jeśli wiąże się z nimi taki strach, taki ból i tyle cierpienia.

niedziela, 20 stycznia 2013

Szybko

Rok temu o tej porze dostałam drugą dawkę uczulenia hormonalnego i nie wiedziałam jeszcze, że trzeciej nie zdążą mi podać. Byłam uosobieniem wyczekiwania. Ale przede wszystkim byłam wyspana, wypoczęta i świeża.

Dziś biegam z włosami w nieładzie i bólem głowy.  Miotam się pomiędzy kuchnią a pokojem i kończę przygotowania do pierwszej imprezy urodzinowej Tymonka, jednocześnie sprawdzając, czy gorączka się nie podnosi (w nocy dochodziła do 40 stopni).

Ale jest dobrze :)

sobota, 5 stycznia 2013

Jak wszyscy

Nie będę udawać, że coś mnie różni od reszty świata ;) Ja również myślałam, analizowałam, postanawiałam (postanowienia wrzucę w osobną zakładkę, żeby łatwiej było mi je znaleźć i o nich pamiętać)... Tylko wooolniej, więc wyniki dopiero dziś.

2012 był taki jak wszystkie lata wcześniej  trochę pogłaskał po głowie, częściej kopnął w tyłek lub wbił szpilę. Jak każdy wcześniejszy rok, czegoś mnie nauczył, jak każdy zawiódł zaraz po daniu nadziei. Wyróżniło go to, że dał mi Cud.

Zawsze mi się chciało śmiać, kiedy ktoś mówił "dziecko zmieniło całe moje życie". To takie banalne, oczywiste. Po co mówić o oczywistościach? Ale kiedy 21 stycznia, po długich godzinach bólu, urodził się On i zakwilił (nie, nie krzyknął, noworodki nie potrafią krzyczeć, czego by Wam nie wmawiali w ckliwych filmach i na obiadkach u babci), zmieniła się perspektywa. Bywało różnie. Były dni, kiedy wszystko szło idealnie, otwierały się nowe perspektywy, a potem przychodził kopniak od losu i trzeba było liczyć drobniaki na chleb. Ale to było tło, Działo się obok, bo przede wszystkim, na pierwszym planie utrzymywał się Tymo. I to jego pierwszy uśmiech, pierwsze potrząśnięcie grzechotka, pierwsza marchewka, siadanie, raczkowanie, kroki i teraz bieganie, nadawały rytm mijającym miesiącom.

Owszem, po drodze były pomysły na siebie. Macierzyństwo daje odwagę - kolejny banał i kolejna prawda -  nie ma rzeczy za trudnych. Owszem, coś może się nie udać, ale porażka już nie jest końcem świata i znakiem od niebios, że jestem do niczego. Podstawową różnicą jest to, że nie boję się próbować. Ja jestem ważna, moje pomysły są dobre, moje plany mają szansę powodzenia. To się zdarzyło (i dzieje się nadal) pierwszy raz.

I tak na moim biurku pojawiły się igły, sznurki, koraliki, filc... Pojawiły się i długo leżały, czekały. A kiedy dojrzałam, ruszyłam z kopyta i zarobiłam pierwsze od ponad dwóch lat pieniądze.

Tak samo pojawiła się maszyna do szycia, którą jeszcze oswajam, choć chrzest bojowy i pierwsze zlecenie też mamy dawno za sobą.

A ostatnim, niespodziewanym i przerażającym na początku prezentem od roku 2012 była Inka. Dwie kreseczki, które najpierw wywołały morze łez i kompletną wściekłość, a potem wrosły w moje życie. Córka, na którą czekam, z każdym dniem bardziej kochając, i którą w lipcu podaruje mi ten nowy, 2013, rok.

piątek, 4 stycznia 2013

Prawie rok

Bogowie, on zaraz skończy rok...

Trzeba upiec ciasto, zrobić tort i jeszcze uwzględnić, że on też będzie chciał, więc wymyślić coś co będzie jego tortem, a nie będzie zawierać: jajek, mąki, mleka, owoców cytrusowych, kakao... Mogę tak bez konca wymieniać ;)

I powiesić baloniki, wymyślić jak wszystkich usadzić...

Mam jeszcze 15 dni, ale co to jest, skoro ostatnio wstanie z łóżka zajmuje mi co najmniej miesiąc...

***

A On biega. Od kilku dni. Półtora miesiąca temu pierwszy raz podszedł do mnie, sam, bez pomocy mebli czy cudzych rąk. I jak już wystartował, nic nie było w stanie go zatrzymać. Schody? Co to dla niego? I wejść potrafi i zejść... Drugi koniec mieszkania? Nie ma sprawy. Śliskie panele? Kto jak nie On :)

I jestem dumna i szczęśliwa. dumna, ze jest taki sprawny, taki odważny. Szczęśliwa, bo trochę rzadziej domaga się noszenia na rękach ;)