piątek, 31 maja 2013

Obcy Ptak

Zastanawiam się nad nią.

Z Tymonem nie miałam problemów, od początku czułam więź i rozpoznawałam cechy charakteru po kopniakach. Wszyscy pukali się w głowę, a on jest dokładnie taki, jak go sobie "wywróżyłam z brzucha". Jest pieszczochem. Indywidualistą. Jest uparty, ale wrażliwy. Potrzebuje morza miłości. Łatwo go skrzywdzić.

I łatwo go kochać.

A jej się boję. Czuję, że jest inna. Ma niesamowitą wolę życia. Jest silna. Bierze to, czego potrzebuje, nie patrząc na koszty. Nie umiem znaleźć z nią wspólnego języka. Niby jest we mnie, niby jest częścią mnie, ale jest obca. Od początku staje mi okoniem. Jak ja mojej mamie. A kiedyś... Kiedyś pewnie będzie silniejsza niż ja.

Czy będzie taka, jak ja?
Czy będzie ranić tak, jak ja?

***

Dziękuję Wam za komentarze pod poprzednim postem.
Pewnie, i Wy, i P. macie rację.

środa, 29 maja 2013

Good girl don't cry

Nie dotykaj mnie. Nie patrz na mnie.
Nie mogę na Ciebie patrzeć. Nic nie mów. Nie słucham.
Nie chcę. Nie wstanę. Nie jestem głodna.
Nie muszę mieć siły. Nic nie muszę. Po co? Nie pójdę. Zostaw.

***

Tyle się mówi o depresji poporodowej. A co z tą przed porodem? Jest w ogóle?

Jak nazwać stan, gdy nie masz siły otworzyć oczu, wstać, ubrać się, umyć, wyjść z domu, do ludzi? I przede wszystkim - nie chcesz. Nie czujesz potrzeby. Gdy na przemian nie jesz wcale lub jesz jak wilk, ale nie z głodu, tylko żeby zapełnić czymś tą pustkę, którą masz wewnątrz. Gdy wypełnia Cię powietrze i ono tak cholernie boli, rozpycha się w Twojej głowie, w Twoim gardle i drażni, a potem nagle ściska Ci skronie migreną. Gdy obijasz się pomiędzy apatią, a agresją. Gdy najlepszy stan, jaki pamiętasz w związku z upływającą ciążą to względny spokój. Kilka tygodni temu. Gdy ruchów dziecka nie odczuwasz jako próby kontaktu i czegoś pięknego, tylko jako atak na siebie. Gdy siłą wciskasz sobie uśmiech na twarz, gdy ktoś Cię pyta o imię, o termin porodu, o cokolwiek. Gdy nie jesteś w stanie wybrać imienia. Gdy zostaje Ci pięć tygodni do porodu, a Ty nie potrafisz się zebrać w sobie, żeby zacząć cokolwiek przygotowywać.

Przy Tymonie było inaczej.

Pierwsze ciuszki kupiłam jeszcze zanim zaszłam w ciążę. A gdy już w ciąży byłam, każde wolne pieniądze schodziły na coś dla niego. Ruchy czułam już w 16 tygodniu ciąży i całymi dniami na nie czekałam. Śmiałam się, gdy miał czkawkę. Co chwile mimowolnie głaskałam brzuch, nawet gdy jeszcze nie było go widać. Od 30 tygodnia ciąży szalałam z torba do szpitala. Chodziłam na szkołę rodzenia. Czekałam, wyczekiwałam.

Teraz opieram się na powtarzanym mi cały czas przez P. zdaniu:
"Zobaczysz, jak urodzisz, jak na nie spojrzysz, to wszystko minie i będzie jak za pierwszym razem."

A jeśli jednak nie będzie?
Czy w ogóle może być, skoro całą ciążę jest tak jak teraz?

Majowe shorty

2 maja 2013 roku


"Muszę Ci przyznać, że pizza za każdym razem wychodzi Ci coraz lepsza. To chyba ma coś wspólnego z tym, że jesteś ŻONĄ."

Czyli komplementy P.

A poza komplementami? Plan wykonany - mieszkanie ogarnięte, dziecko i matka przeżyli, choć oboje ledwo-ledwo. Teraz dziecko śpi, a i matka powoli zbiera się do kąpieli i w objęcia Morfeusza.

I stwierdzam, ze jak się nie pracuje zawodowo, to się nie czuje dni wolnych. W końcu matka nigdy nie ma wolnego...


5 maja 2013 roku


Po spacerze. Bo słońce, błękitne niebo i ani krzty wiatru...

Niech mi ktoś wyjaśni... Dlaczego moje dziecko nie chce spać? Tzn. nie chce spać do 19, potem pada, wstaje o 22 i walczy do 1... Po czym wstaje o 6. Zaczynam wyglądać jak miś panda...

A poza tym notka się tworzy. 


10 maja 2013 roku

Melduję, że dojechaliśmy cali, zdrowi i zadowoleni. Na Tymona-Podróżnika niech wystarczy tekst mojego Szanownego Małżonka:
"Przecież z nim jest wstyd gdziekolwiek jechać... To jest diabeł wcielony..." 
Kurcze, zauważył 
Najbliższy tydzień będę rzadziej, z góry przepraszam. Trzymajcie się ciepło. 


11 maja 2013 roku

Tymon ma granice wytrzymałości!!! Jest dla mnie nadzieja 
Zmęczył się chodzeniem tak bardzo, że sam wrócił do wózka. Bez buntu, bez histerii. Szok...


14 maja 2013 roku


Tymo ma w nosie nasze plany. Usnął pół godziny przed planowanym spacerem i wizytą... Teraz czekamy, aż łaskawie się obudzi.

18 maja 2013 roku

Och, jaka mądra Strzyga... Nic tylko poklepać po pleckach. Pranie na noc wstawiła. Teraz siedzi. Czeka. Ziewa. 
Pogratulować babie geniuszu...

***
W domu to jednak fajnie jest... Tymon sam układa się spać (od godziny, ale wierzę w niego), my nadrobiliśmy troszkę serialowe zaległości. Pralka szumi z łazienki, naczynia czekają na moją dobra wolę, plany na realizację... 
Jest cicho.
Sielsko.
Mojo.
Naszo.


20 maja 2013 roku


Zgaduj - zgadula.

Nowe ulubione słówko Tymona.

TATET.

Macie pomysły? (P., nie waż się psuć zabawy podpowiedziami!)

/zegarek/


21 maja 2013 roku


No to jedziemy z koksem. 

Kolejne dwa słówka Tymona.

WEF i WUF.

Nie oznaczają tego samego, ale są w jednej, hm... rodzinie nazw (jak np. pomarańcza i jabłko - oba słowa oznaczają owoce).

Jakieś pomysły? 

***

Kurcze. Matematyka nie chce być po mojej stronie.

Zostało mi 50 dni do planowanego porodu.

23 maja 2013 roku


Wczoraj pół dnia poza domem, a drugie pół w kuchni. Dziś wielki plan - sprzątanie.

Swoją drogą, wiem, że chochlik, który co noc zszywa mi ciaśniej ubrania, nazywa się Kaloria.

A jak się nazywa chochlik, który robi mi burdel w mieszkaniu?
(nie, nie Tymon. Tymon nie sięga we wszystkie miejsca, więc to musi być inny chochlik...)

24 maja 2013 roku


Wieczór. P. kąpie Tymona. Słychać standardowe chlapanie i tatusiowe opowiadanie że teraz myjemy rączkę, teraz nóżkę itp. Wtem...

Śmiech (w wykonaniu Tymona)...
...i krzyk (w wykonaniu P.).

Strzyga strzyże uszami, czekając na rozwój sytuacji.

P.: Ostatni raz go kąpię!!! 
S.: Niby czemu?
P.: Bo myłem mu siusiaka, a on się zaczął cieszyć!


25 maja 2013


Ciasto "nawinie". 

Jednak ciąża to straszny stan. Wszędzie widzę słoiki z nutellą (a nie ma ani łyżeczki, ani ociupinki) i ślina mi w związku z tym po brodzie ścieka z łakomstwa.

I jeszcze zaraźliwe są te dziwne apetyty: Tymo zbojkotował maminy obiadek i dobitnie dał do zrozumienia, że on może zjeść co najwyżej jabłka z kompotu.

***

Przeziębiona Strzyga = wyrodna matka.

Tymon wstał o 6, godzinę po mnie skakał, ale nie byłam w stanie się podnieść, więc o 7-mej posadziłam go na fotelu i odpaliłam "Auta" z myślą "tylko 15 minut i wstanę, zrobię śniadanie, i się z nim pobawię, i już będę na chodzie".

Obudziłam się dwie godziny później, na napisach końcowych. 

Strzelać bez rozkazu.


26 maja 2013 roku


Stworzyłam potwora.

Tymon wrzeszczy, żeby go wsadzić na fotel, a jak już zostanie posadzony, to wrzeszczy "ato! ato!" i pokazuje na monitor...

27 maja 2013 roku


Wyspałam się.

Tylko nie mówcie Tymonowi 

28 maja 2013 roku


Powoli zaczynają mnie straszyć cesarką - Młoda nadal pupą do dołu. Za dwa tygodnie kolejna kontrola.

29 maja 2013 roku

Za pół godziny powinniśmy wyjść z domu. A Strzyga w polu ze wszystkim. 

No, prawie wszystkim. Tymon jakby nie patrzeć został nakarmiony.

30 maja 2013 roku


Rozczulona do granic możliwości.

Bawimy się z Tymonem, wygłupiamy. Ja, jak zwykle z pytaniem: "A dasz mamie buzi?"

I dał. Taki już duży, tak już ładnie rozumie i wchodzi w interakcje 


31 maja 2013 roku

40 dni.

Chyba pora zacząć myśleć nad jakąś wyprawką...


***

Zostałam pozbawiona fotela. Tymon zrobił sobie na nim tor wyścigowy.

Jak dobrze, że mamy tą małą szafkę, która chwilowo udaje taboret...






piątek, 24 maja 2013

O tym, jak Strzydze na głowę padło

Przypomniała mi się dziś scena z "Nic śmiesznego", kiedy to Pazura wysiada na Kaliskim i pada sławetne "Łódź, k*rwa".

U nas powinno być "Nocnik, k*rwa!".

Otóż nagabywana co jakiś czas pytaniami, co z oduczaniem Tymona pieluszki oraz świadoma, że pojawienie się siostry wcale sprawy nie ułatwi, bo stres, chwilowy regres itp. dałam się zwariować. Wybór padł na dzień dzisiejszy, czas po drzemce, bo większość ludzi po spaniu ma potrzebę opróżnić pęcherz.

Dziecię wstało w dobrym humorze, więc szanse powodzenia większe. No... To dawaj, Matka. Pozbyliśmy się pieluchy i sadzamy na nocnik...

... a Tymon momentalnie wstaje. No to sadzamy jeszcze raz. Wstaje. I siusiu robi, owszem. Na stojąco, tuż przed nocnikiem. Po czym, zadowolony, w długą. Trochę się goniliśmy po mieszkaniu, ja później miałam trochę sprzątania, bo stwierdził, ze jak już może oznaczyć teren to oznaczy w kilku miejscach...

Ogólnie. Nocnik jest ZŁY. Na nocniku nie usiądzie. Próba posadzenia i przytrzymania (pomysł i wykonanie - P.), zakończyła się śmiertelnym fochem i płaczem.

A ja po tej radosnej próbie stwierdzam, ze wrócę sobie spokojnie do filozofii kiedyś opisywanej przez Kurę, Matkę Jajka. Nie znam nastolatków chodzących w pieluchach. Ba, nawet sześciolatków takich nie znam. Mamy czas. Jak będzie gotowy, to sam z tej pieluchy wyjdzie. Kuńc.





wtorek, 14 maja 2013

Lubiaczki

Tymon lubi.

Lubi pudło pełne resoraków.
Lubi zabawy z moim ośmioletnim bratem.
Lubi spacery, po których jest tak padnięty, że sam wraca do wózka.
Lubi inną niż w domu (zdecydowanie mięsną) dietę.
Lubi hałas domu pełnego ludzi.

Strzyga lubi.

Lubi mieć czas na pomalowanie paznokci.
Lubi brak obowiązku gotowania.
Lubi towarzystwo innych, dorosłych ludzi, z którymi można pogadać o pierdołach i rzeczach ważnych, a nie tylko o tym, czy Tymon dobrze spał i ładnie jadł.
Lubi podrzucać Tymona każdemu kto się nawinie (a w tym tłumie zawsze ktoś się znajdzie).
Lubi nie mieć czasu na siedzenie przed komputerem.

P. lubi.

Lubi kuchnie mojej Mamy.
Lubi szerokie łóżko (ale i tak się nie wysypia, bo tu jest głośnooo).
Lubi, gdy mam z kim spędzać czas i nie zawracam mu gitary przez cały dzień, bo mi się nudzi.


Służy nam ten urlop.