środa, 31 grudnia 2014

Shorty grudniowe

1 grudnia
S: Tymonku, mogę Cię przytulić?
T: Niee.
S: A mogę Ci dać buzi?
T: Nie.
S (pochylając się nad Tymonkiem): A mogę Cię połaskotać?
T: Nie. Idź trochę popracować, mamo.

2 grudniaGodzinę temu wróciliśmy ze spaceru. Tymon zjadł kanapkę,pobawił się trochę, po czym - 45 minut po powrocie - zdał sobie sprawę, ze WRÓCILIŚMY DO DOMU.
W związku z powyższym od kwadransa obserwuję histerię podłogową pt. "Nie musimy wracać do domu. musimy iść na spacer."
Myślicie, że trzylatkowi można podać nerwosol? Emotikon wink


5 grudnia

- Maaaamoooo! Agusia zabrała mi zawiarusy!
(łańcuszki do podwieszenia półek szczurom)


6 grudnia 2014


Komu herbaty z imbirem? Budzi i rozgrzewa, a do tego poprawia nastrój. Idealna dla ofiary własnych pomysłów Emotikon wink
Cierpliwość i powtarzanie przyniosły skutek. Tymon zamiast wrzeszczeć - prosi. Cały czas, wymagając szybkiej reakcji (utrwalenie informacji, że prośba, rzeczywiście działa)
"Mamo, chcę kanapkę, prooooszę."
"Mamo, chcę piciu, proszęęę"
"Mamo, no chodź, prooooszę"
Cóż przynajmniej nie wrzeszczy.


***

Tymon i Agnieszka walczą o zabawkę (dużą, grającą kierownicę). Agnieszka wygrała, ale jest ewidentnie zła na brata.
- Baa! - mówi do mnie.
- Jesteś zła, że Tymon chciał Ci zabrać zabawkę.
- Baa! - powtarza, po czym odwraca się na pięcie i... wali Tymona kierownicą w głowę.
#‎littlewarrior‬
‪#‎toniebyłauczciwawalka‬

***

Robię herbatę, strzyżęta bawią się w drugim pokoju. Nagle słychać straszliwy płacz, potem tupot stóp, a następnie w drzwiach kuchni staje ryczący Tymon. Uspokajam, na tyle, żeby był w stanie mówić i pytam krew z mojej krwi:
S: Co się stało? Gdzie Cię boli?
T (tonem "zaraz znowu będę płakał"): Boli mnie dupa od kaloryferaaaaa!
Tsaaa... Dopiszmy siedzenie na oparciu kanapy i wyglądanie przez okno do listy sportów ekstremalnych Emotikon wink

8 grudnia

Gadzina wstrętna udziabała mnie wczoraj do samej kości, a dziś się łasi.
Zrozum babo szczura w trakcie burzy hormonalnej Emotikon wink

***

Chciałam zapytać: "komu kawy?", ale po wyczerpującym weekendzie, bardziej sensowne wydaje się: "komu energetyka?".
Tymon od piątku dusi się kaszlem, P. ma katar-mordercę. Nawet Agnieszka się tym razem zaraziła i głośno wyraża swoje niezadowolenie.
O 12:10 lekarz. Wierzę, ze dotrwam.


10 grudniaNauczyła się nowego słowa.
Nie, nie jest to "mama". Ani nawet "tata".
Nauczyła się mówić "ble!", gdy zobaczy coś co na takie określenie zasługuje...


11 grudniaŚnieg. Phi. Tyle go napadało, co kot napłakał. Nawet nie mogłam Tymonkowi po drodze do lekarza pokazać.
Przykre, biorąc pod uwagę, że posiedzimy uwięzieni w domu do poniedziałku. Tymon z lekkim zapaleniem oskrzeli. Ja i Agnieszka przy okazji. Również przy okazji - wieczorem będzie post. Pozytywny, uśmiechnięty, nostalgiczny.
A tymczasem...
Kawy? Herbaty z imbirem?


12 grudniaPodjęłam śmiałą próbę wyrzucenia dzieci z małżeńskiego łóżka.
W związku z tym poszliśmy spać o 2:30. O 3:00 dołączła do nas płacząca, obrażona ‪#‎Agnieszka‬, a o 4:10 ‪#‎Tymon‬, który zdał sobie sprawę, że śpi sam. Wzięłam więc Agnieszkę pod pachę i poszłam do łóżka Tymona. Niestety, trollewna miała już porządnego focha i zamiast obudzić się na karmienie dwa razy, obudziła się pomiędzy 4:10 a 8:00 CZTERY razy.
To jest znęcanie się ze szczególnym okrucieństwem...

***

#‎Tymon‬ się przewrócił i rozpacza, że go boli buzia (upadł twarzą w klocki). Do pokoju wchodzi ‪#‎Agnieszka‬.
T (nadal płacząc): Agusiu, przytulisz Tymonka?
I przytuliła. Podeszła, objęła go i cmoknęła w ramię, bo akurat na tej wysokości miała głowę. Emotikon heart
Dla tej chwili warto było 18 miesięcy chodzić w ciąży i 30 godzin rodzić tę dwójkę.


13 grudnia

#‎Tymon‬ bawi się na podłodze i gada sam do siebie:
- I wsyskie pieluchy są czyste i zdlowe..


16 grudnia

‪#‎Agnieszka‬ przyniosła z łazienki nocnik, usiadła na nim, ściągnęła pieluchę... Wyjaśniłam jej, gdzie popełniła błąd, wyjęłyśmy pieluchę z nocnika i usiadła z powrotem.
Siedzi tak już z pół godziny, a w międzyczasie nocnik wymagał opróżnienia. I nie chce założyć pieluchy.
Ciekawe czy jej tak zostanie Emotikon wink



17 grudnia#‎Tymon‬ dusił się kaszlem od 4:30 do 5:30. Ostatecznie pomógł Zyrtec, otwarte okno i woda... Teraz on odsypia, a ja - standardowo - marnuję czas, zamiast zrobić coś pożytecznego.
Kawy? Herbaty?


***
#‎Agnieszka‬ załapała. Od godziny siedzi i podśpiewuje "mama!" na wszystkie znane sobie melodie. "Mama". Nie "tata".
Teraz to już z górki. Zaraz będzie wygłaszać referaty.


18 grudnia
#‎Strzyga‬ siedzi w szmatkach. Dwie pary spodni dla dzieci uszyte. Kolejne w fazie planów i wykrojów.
Wyłączenie komputera w środku dnia to jednak całkiem dobry pomysł...


19 grudnia
#‎Tymon‬ i ‪#‎Agnieszka‬ tłuką się o nocnik.
Armageddon.


piątek, 19 grudnia 2014

O Ropuszku Kłamczuszku


Paskudy męczą szczury. Tutaj wyjątkowo z G., a bez Tymona.

- Mamo! Mój soczek był bardzo, bardzo niegrzeczny! - wbiegł do kuchni zaaferowany Tymon.
-Taak? A co zrobił Twój soczek? - zapytałam, jednocześnie myśląc tylko o tym, że należy zachować spokój i poszukać ścierki do podłogi oraz modląc się, by klawiatura nie była zalana.
- On zrzucił myszkę z biulka.
- Jesteś pewien, że to soczek zrobił, a nie Tymonek? - odetchnęłam z ulgą.
- Nie Tymonek. To niedobly soczek.

***

Drodzy Państwo, rozpoczęła się era konfabulacji. Od wczoraj co złego, to nie Tymon. Agnieszka uderza się o rączkę, kubki zrzucają rzeczy z biurek i blatów, a zabawki same skaczą tak, by trafić matkę w plecy. Rozgościli mi się w domu Tonieja i Samosię. Może jeszcze nienazwane wprost, ale zapewne lada dzień po raz pierwszy wybrzmią z ust mego syna ich imiona.

Jakby tego było mało, Jaśnie Panicz rozpracował system unikania odpowiedzialności. Tym samym jak ciepnie Agnieszkę a ja na niego warknę, że nie wolno i zaraz wyląduje w kącie, żeby sobie przemyśleć temat, to słyszę natychmiastowe: "Ja chcę jej dać buzi."

Szkoda, że ta skrucha nie trwa dłużej niż kwadrans.

Mimo wszystko - nie jest tragicznie. Agnieszka jest już na tyle duża, że potrafi sobie z nim radzić, więc coraz częściej pozwalam im samodzielnie rozwiązywać konflikty.

Skoro nie leje się krew...

***

Przeprowadzka umożliwiła nam na nowo kontakt z G. Jest go co prawda mało (a od miesiąca wcale, bo zima sprzyja infekcjom, a infekcje są świetną wymówką), ale powoli odtwarza się więź. I tworzy - zwłaszcza na lini G. - Agnieszka.

Szkoda, ze Tymon jest traktowany raczej jak przeszkadzajka niż brat, ale wierzę, że z biegiem czasu się to zmieni...

środa, 17 grudnia 2014

Żeby już był zdrowy...



Ciągłe infekcje (a co za tym idzie - niewychodzenie z domu) zepsuły mi dziecko. Nauczyły je, że chodzi się grzecznie za rękę, nie wybiega do przodu (bo ulica, samochody), a jedyna dozwolona trasa to Dom-Przychodnia-Dom.

Wyszliśmy dziś na pierwszy od dawna prawdziwy spacer - poszaleć na placu zabaw oraz nad rzeczkę obserwować kaczki. Spodziewałam się dzikiej radości, tymczasem Tymon najpierw skierował kroki w stronę Przychodni, a gdy już doszliśmy na plac zabaw przez pierwszą godzinę wszędzie wchodził za rękę, powolutku, jakby zapomniał, ze można się bawić. I kiedy już miałam zrezygnować z prób zachęcenia go, na plac zabaw wleciało tornado w różowej kurteczce, śpiewające piosenkę z teletubisiów.

Tymon najpierw stanął jak wryty, ale po trzech minutach już biegał.

Godzinę później moim problemem było: "jak wrócić do domu bez afery", bo gdy już się rozochocił, wcale nie było mu w głowie dać się znowu zamknąć w mieszkaniu.
Ale, ale... Dwa lata na stanowisku negocjatora  zrobiły swoje i ostatecznie - z nieszczęśliwą miną, lecz bez histerii - pozwolił się zaprowadzić z powrotem.

***

Dziękuję Ci, Małe Różowe Tornado.

Nie ma nic smutniejszego, niż dziecko stojące smętnie na placu zabaw. Zwłaszcza jeśli to moje dziecko.

wtorek, 16 grudnia 2014

O uciekających prezentach


Dawno, dawno temu, kiedy mieszkanie zaczęło nam tonąć w powodzi zabawek podjęłam Jedynie Słuszną Decyzję: Zabawki Tymon dostaje od reszty świata. Od nas dostaje coś do potrzebnego. Chyba, że zauważę coś co MUSI mieć - bo jest cudowne, wspaniałe, rozwijające. Tak zwany prezent dla rodzica.

W tym roku pierwszym planem była jednoczęściowa, polarowa piżamka w pieski, kości i inne cuda. Wypatrzyłam, nastawiłam się, ale Tymon się rozchorował, więc cztery dni czekałam na możliwość wyjścia do sklepu (P. od miesiąca robi nadgodziny i wraca do domu  o 21-22). Gdy w końcu dotarłam, okazało się, że nie ma rozmiaru.

Wściekła wróciłam do domu, przejrzałam po raz kolejny ofertę sklepów,do których mogę dotrzeć po godzinie osiemnastej (gdy P. wraca normalnie) bez samochodu.

Jako że Tymon zaczyna łapać o co chodzi w puzzlach (o ile nie są mocno skomplikowane i mają niedużo elementów), postawiłam na książeczkę z puzzlami - grube kartki, ładna grafika, pod układanką obrazek, więc łatwiej dziecku ułożyć. Rozwijające, fajne. Decyzja podjęta. Tymczasem syn mój kaszlał, mąż robił nadgodziny. Dwa dni później udało mi się wyrwać do sklepu. Książeczek niet. Zdusiłam w gardle narastające "rrrrrrrwa mać" i zaczęłam gorączkowo myśleć.


Dobra, niech będzie kolejny samochód. Ile by ich nie dostał i tak będzie szczęśliwy. Do tego w tym konkretnym modelu (betoniarka - w sam raz dla fana Boba Budowniczego), jak się naciśnie na ludzika, to autko samo jedzie. Tymon będzie zachwycony.

A raczej byłby, gdyby udało mi się tą cholerną betoniarkę kupić.

***

Poszukiwania prezentu idealnego trwają. W razie niepowodzenia, pozostaje prezent rezerwowy, czyli puzzle "Jake i Piraci z Nibylandii". P. mówi, że jak dorzucimy do tego chipsy i colę, to będzie prezent marzeń Tymona. Nawet bez tych puzzli. ;)

piątek, 12 grudnia 2014

O dobrych myślach


Nominacja dobrych myśli ma na celu przypomnienie sobie chwil, które malują uśmiech na naszych twarzach i powodują, że nawet pochmurny dzień staje się piękny. Mnie zaprosiła Marta.

Myśl pierwsza.
Dawno temu, w piwnicy szkoły podstawowej nr 3 mieściła się stolarnia. Pracował w niej mój dziadek. Na przerwach biegałam tam, by chwilę z nim porozmawiać. Dziś już nie pamiętam o czym, ale wiem, że dla mojej dziesięcio- może jedenastoletniej wersji, to były ważne spotkania. Pamiętam zapach trocin i papierosów, oraz ciepły głos dziadka. I swoją dumę, że to MÓJ dziadek.

Myśl druga.

Wakacje 2001 i moje pierwsze zauroczenie. Tak niewinne, jak to tylko możliwe w przypadku nieuświadomionego dziecka, rozpoczynającego transformację w podlotka. Tym szczęśliwsze, że odwzajemnione. Tym piękniejsze, że - mimo sporej różnicy wieku i doświadczeń (obiekt mojej fascynacji był ode mnie o pięć lat starszy) - niewykorzystane.

Myśl trzecia.

Mieszkanie "studenckie" w Gdyni. Imprezy od czwartku do wtorku, leżenie krzyżem pod krzyżem na Kamiennej Górze. Zepsuty zamrażalnik w lodówce i współlokator, który o piątej nad ranem, ogromnym tasakiem próbował wyrąbać z niego lód. Inteligentna inaczej Strzyga, której "zepsuła się" pralka (nie pobierała wody - zapewne by zaczęła, gdybym odkręciła kurek) Zaręczyny D. Czas kompletnej beztroski i radosnej nieodpowiedzialności. Moment, w którym narodziła się moja przyjaźń z D.

Myśl czwarta.

P. z początków naszego związku. W hełmie czołgisty. W koszulce "RPG pacy umys", z której później zdrapał nadruk, na bosaka w deszczu. Ba, w ogóle wychodzący w deszczu i twierdzący, że to idealna pogoda na spacer. Z zawadiacką grzywką i arsenałem zabawnych, "groźnych" i "uwodzicielskich" min. Cały czas uśmiechnięty. Pełen entuzjazmu i pomysłów. 

 


Myśl piąta.

Każdy dzień spędzony z Rudą lub Cień. Nieważne - w stajni, w podróży stopem, kuchni, czy na facebookowym czacie. Zdrowy dystans i dużo uśmiechu. Wstawanie z oczami niczym miś panda, bo poprzedniej nocy prowadziło się kompletnie abstrakcyjną dyskusję, która wcale nie zamierzała się kończyć, mimo ciągłych zapewnień "idę do łóżka. dobranoc". Przy nich czuję się bardziej Strzygą niż Matką.

***

Nie wywołuję imiennie. Jeśli masz ochotę - czuj się zaproszony/a ;)

środa, 10 grudnia 2014

Pan Mądrala



Tymonowi coraz lepiej wychodzi analiza otaczającego go świata. Zwraca też większą uwagę na szczegóły. Tego, że wszystko, co zauważy - komentuje - nie muszę chyba dodawać...


Scenka I

Tymon zaangażował P. do wspólnego "napisowania" literek. w praktyce wygląda to tak, że P. pisze, a Tymon komentuje. Lecą od początku alfabetu. Przeszli już przez wszystkie litery od A do M.

P: To jest N.
T (zadowolony): Tak, to jest niebieskie N.
P (rysując bardzo koślawe kółko): A to jest O.
T (tonem mocno zrzędliwego nauczyciela): Nooo... Może być.


Scenka II

Tymon przyszedł z łazienki ze spodniami w garści.

T: Mamo, muszę założyć spodenki.
S: To zakładaj.

Przytrzymuję mu spodnie. Wkłada jedną nogę, potem drugą - w tę samą nogawkę.

T (wyraźnie zniesmaczony): Coś tu jest nie tak.


Scenka III

Strzyżęta ćwiczą ostatnio skoki z krzesła na kanapę. Co jakiś czas, któreś źle wymierzy i spadnie, po czym urządza koncert. Nie żeby to robiło na nich jakieś wrażenie.

T (patrząc na ryczącą na podłodze Agnieszkę): Mamo, Agusia uderzyła się w kanapę.

Popatrz. A mi się wydawało, że w czoło ;)


Scenka IV

Pięć minut po Scence III.

Tymon stoi na komodzie.

T: Mamo! Mamo! Mogę latać tak nisko?
S (przed oczami mając dziecko z połamanymi nogami): Chyba nie.
T: Chyba tak.

I skoczył.

wtorek, 9 grudnia 2014

Dlaczego lubię kolejki w przychodni?


Siedzimy w przychodnianej poczekalni. Tymon standardowo nazywa wszystkie cyferki i litery, jakie uda mu się zauważyć. Liczy "bdzi", nazywa numery na nich, opowiada o kolorach oraz obrazkach na ulotkach, które mu podałam. W tej chwili idealnie wpasowuje się w etykietkę "grzecznego dziecka".

Obok nas siedzi starszy pan. Obserwuje Tymona z uśmiechem, wyraźnie zaciekawiony. Gdy Tymon poprawnie wskazuje jedenastkę, nie wytrzymuje i pyta mnie z uśmiechem:

- To przypadek, czy on rzeczywiście potrafi liczyć?
- Potrafi. Radzi sobie z liczbami od jeden do dwadzieścia dziewięć - odpowiadam dumna. - Co prawda miesza mu się dziewięć z dziesięć, ale idzie mu coraz lepiej
- Ojej, to bardzo ładnie - pan z uśmiechem kiwa głową, a ja puchnę z dumy. - A ile on ma lat?
- Niecałe trzy.
- Pięknie...

To ten moment, gdy matka lata pod sufitem napompowana dumą i radością - "zobaczcie jakie mam genialne dziecko. Liczy, zna alfabet i kolory, a wszystko to w dwóch językach". Nagle mi nie przeszkadza, że na chodnikach kałuże, wiatr wieje w oczy. Nawet kolejka do lekarza nie jest problemem.

Zresztą... Tym razem nie ma kolejki - Starszy Pan wpuścił nas przed sobą.

***

Tymon osłuchowo czysty, Agnieszka w fazie zdrowienia, P. też jakby lepiej.

Teraz dla równowagi powinnam się rozchorować ja ;)

piątek, 5 grudnia 2014

O panience, co z niemowlęctwa wyrosła

- Baa! - poinformowała mnie z zaciętym wyrazem twarzy Agnieszka, gdy odmówiłam zabrania Tymonkowi JEGO kolorowanki. Następnie, nie odrywając ode mnie wzroku, "rzuciła" się do tyłu.  Prosto na kanapę, do której wcześniej podeszła. Taka cwana
- Mam tu drugą książeczkę. - spróbowałam.
- Baa!

Umówmy się, iskry z oczu u półtoraroczniaka są urocze i zabawne. Tupanie nóżką też. Ale to nie znaczy, że mam prawo się śmiać. Przynajmniej według mojej córki.

***

Zastanawiam się, w którym momencie działania dziecka zaczynają być celowe i przemyślane. Przegapiłam ten moment przy Tymonie i obiecałam sobie, że nie zrobię tego przy Agnieszce. Tymczasem okazuje się, że znowu mi umknął. Wiem, że to nie stało się dziś, ani wczoraj, ani nawet w zeszłym miesiącu.

Cofam się krok po kroku i dostrzegam, że to co obserwowałam wcześniej było początkami samodzielności oraz wstępem do wyrażania siebie.

Kiedy Agnieszka była mniejsza zachwycały mnie jej spokój i cierpliwość. Zgodność,z jaką podchodziła do wszystkiego wokół. Zupełnie inna niż Tymonowa walka o każdy drobiazg. W tym zapatrzeniu przegapiłam moment, gdy moja córka zaczęła się zmieniać. Tamta Aguszka nadal czai się w jej uśmiechu, ale - bądźmy szczerzy - moja córka to skóra zdjęta z matki, a matka do pokornych nie należy.

Rośnie mi mała buntowniczka. Okres ochronny dobiegł końca - teraz pora na pokazywanie różków i walkę o władzę. Już opanowała sztukę manipulacji i szantażu. Powoli zaczyna też eksperymentować z przemocą fizyczną. Najlepiej wychodzi jej wyrywanie włosów i pacanie płaską rączką. Pierwsze jest bolesne (sądząc po wrzaskach Tymona), drugie natomiast urocze, acz całkowicie nieskuteczne, zarówno przy walce jak i podczas prób komunikacji.

Właśnie. Komunikacja.

Gadanie jest dla frajerów. "Mama" zdarzyło się raz jeden i zapewne ma mi to wystarczyć. Jedyne "słowa", na jakie możemy liczyć to:"baa", oznaczające upadek, krzywdę, focha i rzut, oraz "oppa", czyli skok. Niewielki zasób słownictwa Agnieszka rekompensuje sobie bogatą mimiką i zamiłowaniem (oraz talentem) do śpiewu. Niestety, córa moja nie uważa rodziny za godną jej talentu i śpiewa tylko wtedy, gdy myśli, że nie zwracamy na nią uwagi. Nie byłoby to problemem - słucham w niemym zachwycie - gdyby nie Tymon, który za każdym razem zaczyna GADAĆ i powoduje zakończenie koncertu.

Jednak niezależnie od tego, czy akurat tłucze się z Tymonem o zabawki, śpiewa za szafą czy "gada" z lalką, całą soba udowadnia mi, że maleństwo - nieporadny bobas - zniknęło. Teraz bliżej jej do małego przedszkolaka.

Mi pozostaje pękać z dumy.

czwartek, 4 grudnia 2014

Jak Cię widzą...




Przeprowadziłam niedawno dyskusję, zahaczającą momentami o pyskówkę, na temat bicia dzieci, bezstresowego wychowania oraz rozwoju (głównie społecznego) Tymona.

Zostało mi zarzucone, że ciągle się skarżę, jak mi się dzieci drą i, w związku z tym, można odebrać je jako niewychowane ("zachowanie w odniesieniu do innych nie ma znaczenia, jak dziecko jest dobrze wychowane to nic sie nie zmienia") i będące w jakimś stopniu opóźnione społecznie ("są etapy, które w określonych stadiach życia powinny zostać >ukończone<").

Najpierw się wściekłam, potem zaprzeczyłam, bo przecież mnóstwo jest zarówno na blogu, jak i na FB dowodów na to, że Tymon i Agnieszka są kochani, cudowni, sprytni itp. Następnie przyszła pora na w miarę obiektywne spojrzenie na przekaz bloga i FB.

Wnioski?

Tak, narzekam (choć częściej to raczej czarny humor, niż rzeczywiste narzekanie) i, uwaga, mam do tego prawo. Blog jest dla mnie nie tylko "pamiętnikiem" i miejscem, w którym mogę się "wypisać". Jest formą terapii, metodą na spojrzenie z dystansu.

Niemniej, cała ta dyskusja dała mi jedną rzecz.

Kazała zadać sobie pytanie:

Czy naprawdę chcę zapamiętać głównie awantury Tymona oraz to, że tłukł się z siostrą?

poniedziałek, 1 grudnia 2014

Shorty listopadowe

4 listopada  

W myśl zasady: "miałeś swoje".
T: Mamo! Daj mi colę!
S: Tymonku, to jest cola Taty.
T: Nie. to jest cola dla Tymonka. Tata miał dla dorosłych*.
*P. z racji 16-godzinnego dnia pracy ma nawyk picia energetyków. Tymon oczywiście też by chciał, ale za każdym razem słyszy, że "to dla dorosłych"...


6 listopada

S: Dasz mi buzi?
T: Tak. 
<cmok>
T: Fuuuuuj...

8 listopada

Agnieszka podeszła do Tymona i uderzyła go w głowę...
T: Ej! Ni bij. Bij mamę.
Na własnej piersi wychowane...


***


Jak wiadomo, najlepiej sprawdza sie metoda kija i marchewki. Kij był w poprzednim poście. Teraz marchewka.
T: Mamo! Zlobiłaś mi kanapkę z dziemikiem. Jeśteś moim bohaterem!
Ha!


13 listopada

"Tłinku, tłinku...
Baskoł...
Skąd na niebie
Wzięła się
Wysoko nad światek kwisz
Wyskoko na niebie kwisz"
Czyli polsko-angielsko-tymonowe kołysanki dla Dipsy'ego Emotikon wink


18 listopada

...a ja opowiem Tobie.
"Dawno temu była Mama. Żeby była wróżka. Żeby była... niegrzeczna. Żeby była szczęśliwa."


21 listopada

"Mamo? A czy Agusia zasnęła na dobre?"
Tymon: Echa hałołinów Emotikon wink


22 listopada


T: (radośnie) Dawno, dawno temu była sobie mama. (ciszej, smutnym głosikiem) Mama, była bardzo, bardzo smutna.
Taaa...
Opowiadanie dziecku bajek o tym, ze jest się smutnym, jak bije, kopie i gryzie - nowa szkoła manipulacji. I zostaje w głowie.
Mogłoby się jeszcze przełożyć na zachowanie Emotikon wink


24 listopada

Tymon rzuca się po podłodze, krzycząc wniebogłosy, bo nie chce iść na spacer.
Chociaż raz to nie będzie wina mojego lenistwa...


27 listopada

Szantaż emocjonalny trzylatka.
T: Agusiu! Nie zabieraj mi jabłka, bo będę płakać!

***


T: Mamooooo? Lubisz Jaxy i Floki?
S: Tak, lubię.
T: Jaxy, co Wy tam robicie. Floki! Bo odgryzicie. Zobacz, mamo, zrobiłem Jaxom dajmynd.
Dzieci moje bawią się nie tylko między sobą, ale też ze szczurami. A że przyjaźń wielką jest, to obdarowują je drogocennymi kamieniami ułożonymi z małych paluszków Emotikon wink

28 listopada

To jest straszne...
Tymon po trzech dniach spania we w miarę normalnych porach postanowił urządzić rewoltę i do wpół do pierwszej krzyczał w kącie za kanapą. Pozom zmęczenia miał taki, że zamiast mówić bełkotał niemal niezrozumiale. Próby przeniesienia do łóżka kończyły się nasileniem histerii.
Ostatecznie pozwoliłam mu zasnąć za kanapą, po czym przeniosłam na śpiocha.
Kawy!