środa, 30 maja 2012

Mały, agresywny terrorysta ;)

Moje dziecko na mnie KRZYCZY.

Dokładnie tak. Nie piszczy, nie płacze. Krzyczy i w tym krzyku słyszę złość i zniecierpliwienie (jakim prawem mi zakładasz ubranie, kobieto!). 

Jestem cholerykiem, nadwrażliwcem i strasznie nie lubię jak się ktoś na mnie wydziera. Ostatnio jak zdarzyło się mojej siostrze to mało brakowało, a zarobiłaby w dziób. Ale ten mały, uparty, czteromiesięczny potworek wzbudził tylko moją czułość i dumę. 

Zobaczcie. Mój syn nauczył się krzyczeć. 
Zobaczcie. Mój syn nauczył się pacać mnie łapką jak jest zły.
Zobaczcie. Mój syn nauczył się szarpać mnie za włosy. 
Zobaczcie. Mój syn nauczył się piszczeć, jak mu się coś (nie)podoba. 
Zobaczcie. Mój syn nauczył się "pierdzieć" wargami - i to z wytkniętym językiem (dzięki czemu jest cały w spienionej ślinie).

Matka to dziwaczne stworzenie, nie sądzicie :)

***


A oto pierwszy piknik Tymona - Terrorysty :)

czwartek, 24 maja 2012

Paskudziaki


A więc...

Po pierwsze walczymy z pleśniawkami. Póki co Tymon wygrywa (zniknęły,  pojawiły się, i znów znikają), ja przegrywam, bo mnie zaraził i cierpię... Powoli wyczerpują mi się pomysły - karmienie naturalne jest koszmarem, karmienie butelką odpada, bo Tymon się zawziął i  "nie będzie tego jadł". Dziś udało mi się go namówić na karmienie piersią z nakładką  - fajnie, tylko silikon jest idealny do gryzienia, więc nie mogę powiedzieć, bym czuła ulgę..

Po drugie skończyło się nam cztery miesiące, co uczciliśmy kilkoma nowymi sztuczkami - Tymon potrafi już złapać się za stópki i kołysać na pleckach, gama wydawanych dźwięków zwiększyła się o radosny i obrażony wrzask, a dodatkowo z coraz większym uporem podciąga się do siadu.

Tyle jeśli chodzi o Smyka.



 Zaś jeśli chodzi o Mamę...

Ścięłam włosy :)

Nadrabiam zaległości książkowe - jak zwykle w tempie Speedy Gonzalesa - dwa tomu Pieśni Lodu i Ognia przeczytane w przeciągu pięciu dni (Tatuś czyta średnio jedną książkę miesięcznie :P); serialowe - zakończone Dead like Me, my name is Earl, Supernatural i Fringe.

No i leży sutasz... Może kiedyś, kiedy czasu będzie więcej, a zmęczenia mniej.


wtorek, 8 maja 2012

Kompromisy

Jest coś pięknego w tym, jak dziecko zmienia nasze życie, pozbawia przyzwyczajeń, które mieliśmy, dając w zamian nowe, zmusza do zweryfikowania poglądów.

Na spacery i zakupy w miarę możliwości chodzę przez pola - Tymon boi się ciężarówek, przejeżdżających przelotówką przez Rawę.
Skończyło się spanie po 10 godzin - Ktoś domaga się jedzenia w środku nocy i zabawiania bladym świtem.
Ulubione seriale oglądam chodząc po pokoju z Tymonem zawiniętym w chustę, albo kiedy śpi, a nie w nocy, jak było zanim się pojawił.
Nie słucham Myslovitz, Hey, czy Happysadu, tylko piosenki dla dzieci lub dorosłe, ale radosne, proste i rytmiczne.
Byłam zagorzałym przeciwnikiem smoczka? Tymon zasypia ze smoczkiem, bo zwyczajnie go potrzebuje.
Obiecałam sobie, ze ominę etap picia z butelki? Dziś kupiłam drugą, bo mój Skarb pije więcej niż jestem w stanie wyprodukować, a na niekapek za wcześnie.

I cudowne jest to ustępowanie dziecku :) Wbija w dumę, bo robię to dla Tymka. bo przełamuję egoizm, żeby jemu było lepiej...

A oto najpiękniejsza nagroda za matczyną uległość:


video

niedziela, 6 maja 2012

Laugh&Learn

Śmieje się.
Na całe gardło.
Z niewyobrażalną, namacalną radością i energią 3,5 miesięcznego niemowlęcia.

A ja śmieję się razem z nim, choć jakaś część mnie ma ochotę rozpłakać się ze wzruszenia. Mój duży, silny, radosny, roześmiany chłopiec. Mój Ancymonek.

piątek, 4 maja 2012

Żółte kalendarze

Mam silne poczucie, że robię za mało.
Jakoś brak mi kreatywności, pomysłu na siebie i silnej woli potrzebnej do samorealizacji.

Kiedyś jeszcze pisałam wiersze, nawet załapałam się na publikację w Esensji
Potem była przygoda z lekko pornograficzną, a lekko autobiograficzną prozą (ta, autobiograficzną... raczej życzeniową - jaka chciałabym być, ale brak mi odwagi i polotu) i blogiem literackim, na którym zamieściłam to, co udało mi się wypocić. 
A potem już równia pochyła... Trzy nieskończone wiersze na dnie szuflady, wordowy plik z napoczętym opowiadaniem, które miało być książką, a nie jest nawet wprawką. Kiepski "obraz" w formacie A4 ukryty w segregatorze.

Wypalona frustratka rocznik 88.
Marzenie każdego szydercy.

I jednak czasami żal niedopełnionych marzeń, głupstw, których nie zrobiłam, choć tak bardzo korciły. Żal nieprzespanych nocy na twórczym haju, lekkomyślnych decyzji, błędów, które popełniłam, a których jakoś nie żałuję.

Żal mi tej dziewczyny, która miała pstro w głowie. Którą już nigdy nie będę mogła być...