"JavaScriptSDK"
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szczęście. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szczęście. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 6 stycznia 2014

Prawie jak bipolar

"Gdyby mu się pogorszyło, proszę włączyć inhalacje"

***

Gdzie jest granica, za którą sterydy na płuca są uzasadnionym wyborem? 

Czy wystarczy cała noc duszenia się? Czy muszą być dwie?
Czy to wtedy, gdy charczy?
A może, gdy oddychając wydaje taki dziwny, ściskający mi strachem żołądek, jęk?

Gdzie jest granica pomiędzy rozsądkiem, a paniką?
Czy to był najwyższy czas, czy mogłam dać mu szansę wyjść z tego bez inhalatora?

***

Miotam się pomiędzy depresją, a euforią.

Mój Syn znów wdycha sterydy. Kaszle i jest marudny. Ma rozpalone policzki i mokre od potu włosy. Śpi. Długo, dłużej niż zazwyczaj. W nocy budzę się i przychodzę do jego łózka, by czuć się bezpieczna. By słyszeć jak oddycha.

Moja Córka dzisiaj pierwszy raz wstała przy szczebelkach łóżeczka. Teraz łapie się wszystkiego, byłe być te kilkadziesiąt centymetrów wyżej. Śmieje się w głos, gdy Tymon próbuje ściągnąć jej rajstopki, a one rozciągają się do granic możliwości.
Dajcie mi już wiosnę...

piątek, 27 grudnia 2013

Po

Ponoć święta, to czas odpoczynku i regeneracji.

Powiedzcie to kobietom, które najpierw tydzień przed sprzątają i gotują, potem, w trakcie skaczą wokół gości, a na koniec sprzątają.

Powiedzcie to mnie, która świąteczne noce spędziłam uspokajając przebodźcowanego Tymona. Radość dnia, blask światełek i kolory nowych zabawek, odreagowywał upiornym wrzaskiem trwającym od godziny dwudziestej pierwszej do wpół do pierwszej. Następnie wyciszał się smutnym kwileniem kolejne 20-40 minut, by wreszcie zasnąć na mnie.

Podejrzewam, że gdybym założyła bloga PO porodzie, to w nazwie nie byłoby (zadziornej) strzygi, tylko (przemęczona) panda...

Przed nocnym fochem

Ale warto. Poranna radość po odkryciu, ze zabawki nadal są, a choinka wciąż się zieleni i można kraść z niej bombki sugerują, że Tymon docenia Magię, którą świątecznie podarowała mu cała rodzina.

Ta łyżka nie jest do jedzenia, tylko do czesania...

Dałabyś mandarynkę, a nie się gapisz...

Agnieszka też docenia. Spokojniej, z godnością. Ktoś w tym domu musi zachować twarz. No, chyba, ze mama wyjdzie. Wtedy w ryk. Mamy zaczątki lęku separacyjnego chyba. I może nadchodzą zęby (pusty śmiech na wspomnienie ząbkowania Tymona - nadchodziły od czwartego miesiąca życia, do trzynastego).

Oczywiście wszelkie brewerie należy wyczyniać w gronie najbliższej rodziny. We własnym mieszkaniu. Prababci, Ciociom i Wujkom nie pokazuje się innej twarzy, niż ta szeroko uśmiechnięta.

Kurcze, mało mi. :)

wtorek, 17 grudnia 2013

Agnieszka

Niewiele zostało z tego maleństwa, które trzymałam na rękach 3 lipca. Tamto dziecko miało przeraźliwie chude rączki i nóżki, granatowe oczka oraz sinoczerwoną buzię. Niemowlę, na które patrzę dzisiaj ma nogi jak ludzik Michelin, pulchne, silne łapki i niesamowicie niebieskie oczy. Drobną twarzyczkę i wiecznie roześmianą buzię. Malutki, zadarty nosek i idealne brwi. A na główce ciemne włoski. Kiedyś będą tak ciemne jak moje.


Odkryła już, że kiedy uderzy w coś płaską dłonią, po pokoju roznosi się dźwięk, a w wannie rozchlapuje woda. Nie boi się kropel, które opryskują twarz. Uderza tym zacieklej, by efekt był mocniejszy. Woda jest śmieszna i bezpieczna. I ciepła. Musi być ciepła. Taka na granicy gorąca.

To też ma po mnie. P. zawsze narzeka, że kąpiel ze mną parzy.

Podłoga nie ma przed nią tajemnic. Jest jeszcze troszkę nieporadna, ale coraz lepiej idzie jej wstęp do raczkowania.


Dziś nawet próbowała sama usiąść.

Szybko przeturlała się na plecy, jednak ja wiem, to kwestia dwóch, może trzech dni i trzeba będzie obniżyć łóżeczko. Już teraz, półleżąc na mnie, chwyta się wszystkiego co znajdzie się przed nią, i próbuje wstawać. Gdy pewnie usiądzie, natychmiast chwyci szczebelki, by sprawdzić jak jest wyżej.

Pewnie, podobnie jak Tymon, zacznie chodzić przed rokiem.

Teraz śpi, zbiera siły do kolejnego natarcia, a ja staram się wryć jak najgłębiej w pamięć zapach i ciepło jej skóry. Tego nie przechowają dla mnie filmiki i zdjęcia.

czwartek, 5 grudnia 2013

Usypianka

Wczoraj po raz pierwszy opowiadałam Tymonowi o jego dniu. 

O tym, jak wstał rano i bawił się autkami. Jak poszliśmy do babci, a potem na zakupy. Jak zasnął w Biedronce, a ja klęłam pod nosem na długą kolejkę. O wnoszeniu go na rękach na czwarte piętro i o tym, jak pozwoliłam mu spać w kurtce i czapce, by nie zakłócać jego drzemki. O tym, co było dobrego w tym dniu, ale też o tym, co powodowało płacz i złość. Moją. Jego.

Zaczęłam opowiadać, bo płakał, a P.  rzucił, ze możnaby przeczytać mu bajkę na wyciszenie. Najpierw chciałam stworzyć historię, ale zbrakło mi pomysłu. Po  chwili przypomniałam sobie poradę psychologa, by dziecku streszczać dzień przed snem. 


Przy pierwszych zdaniach miałam pustkę w głowie. Jednak każde kolejne pozwalało mi na nowo przeżyć ten dzień, przypomnieć sobie, przerobić emocje. Leżeliśmy opatuleni kołdrą, ja z ustami tuż przy jego uchu, a słowa płynęły. 


Gdy skończyłam, złe uczucia jakoś przyblakły, a dobre wzmocniły się.

I wtedy Tymon zrobił mi prezent. Wyciągnął z dnia, to, co dla niego było najważniejsze i opowiedział mi własną bajkę. Zrozumiałam z niej tylko historię o autku, które zauważył na targu, a którego nie chciałam mu kupić, ale wiem, że z biegiem czasu coraz lepiej będziemy się rozumieć.


Bo czuję, że takie opowieści staną się naszym wieczornym rytuałem.

Już się stają, skoro dziś znowu usnął słuchając mojej opowieści.

poniedziałek, 2 grudnia 2013

Sentymentalnie

Pięć miesięcy temu zastanawiałam się czy to już i, na wypadek, gdyby jednak nie, odwlekałam moment wysłania do mamy sms-a, że rodzę.

Przeglądałam blogi, ale tak naprawdę cała moja uwaga skupiona była na odliczaniu. 15 sekund skurczu, 12 minut przerwy. 30 sekund skurczu, 10 minut przerwy. Wyczuwalne, ale do wytrzymania. Ciepła kąpiel, by sprawdzić, czy się wyciszą. Nie. Są dalej. Nawet bolą mocniej.

I ten śmiech w duchu, gdy wspominałam położną tłumaczącą, że jeśli poród zaczyna się w nocy najlepiej położyć się spać, pozwolić organizmowi złapać oddech przed godziną zero.

Chciałam, owszem.

Położyłam się do łóżka, wyciszyłam, zamknęłam oczy. Ale kiedy zaczęłam odpływać obudził mnie skurcz. Na trzydzieści sekund zamarłam wygięta w chińskie trzynaście, zastanawiając się, czy zęby nie popękają mi od zaciskania. (Nie.) I tak do piątej rano. Usypiałam, a potem budził mnie ból. Co jakiś czas wstawałam, a P. strofował mnie, że powinnam spać.

Słuchając tego, ułożyłam sobie w głowie plan, że jak on już się położy, to poczekam dziesięć minut, żeby przysnął, i sprzedam mu kopa w jądra. A co. Niech wie, jak łatwo spać, rodząc. Tyle, że podekscytowany perspektywą narodzin swojej córki P. nie poszedł spać.

Pewnie dlatego nadal jesteśmy małżeństwem ;)

Pięć miesięcy temu bałam się myśleć, co przyniesie kolejny dzień, że o tygodniu, czy miesiącu, nie wspomnę. Dziś wyczekuję. Kolejnej nocy, gdy na przemian ona i Tymon wtulają się we mnie przez sen (bo jako matka chcąca pospać choć odrobinę, zmieniam łóżko co najmniej dwa razy każdej nocy). Kolejnego dnia rozpoczętego jej uśmiechem. Kolejnych etapów w jej rozwoju.

Jestem szczęściarą.

Niczego więcej nie mogłabym chcieć.

piątek, 22 listopada 2013

Ogłoszenia Duszpasterskie

Ogłoszenia duszpasterskie na 47-my weekend bieżącego roku.

1. W związku z 39-stopniową Agnieszki wszelkie spacery zostają bezterminowo odwołane. Jednocześnie informujemy, iż z dniem dzisiejszym następuje przełączenie Matki Strzygi z trybu narzekania na rozbestwione świeżym powietrzem dzieci w tryb narzekania na siedzenie w domu.

2. Chór domowy, w składzie: Strzyga (wokal), Tymon (instrumenty (na)dęte) i Agnieszka (piszczałki), ćwiczy obecnie nową interpretację kołysanki "Bajeczki śpią". Próby chóru odbywają się codziennie w godzinach wieczornych.

3. Wychodząc naprzeciw potrzebie czynienia dobra, tak głęboko zakorzenionej w sercach naszych czytelników, informujemy iż wszelkie wyrazy wsparcia i miłości należy zamieszczać w komentarzach pod ogłoszeniami.

4. W dniu wczorajszym Tymon ukończył 22 miesiąc pastwien życia. Tymonowi oraz jego cierpliwym życzymy zdrowia, szczęścia i opieki dobrego psychoterapeuty.

5. W związku z nadchodzącymi mikołajkami uprasza się o podsuwanie pomysłów na prezenty dla niesfornego prawie-dwulatka i przeuroczej pięciomiesięcznej damy.

6. W ubiegłym tygodniu Tymon powołał do wieczności kubek matki oraz jej cierpliwość. Całej rodzinie składamy najszczersze wyrazy współczucia.

Na ten nadchodzący weekend przyjmijcie życzenia świętego spokoju i snu do południa

***

Agnieszce temperatura spadła do 38,5 i już cwaniakuje :) Będzie żyć. Nie jest źle :)

wtorek, 19 listopada 2013

Matka wyszła z szafy

Jestem wolna!

Mei Tai idealnie spełnia pokładane w nim oczekiwania.

Agnieszka, wtulona we mnie zasypia, ja mam dwie wolne ręce i mogę prowadzić wózek Tymona, lub Tymona za rękę. Wczoraj byliśmy u babci. Dzisiaj na spacerze ze Słodką Z. (którą Tymon, przez długie niewidzenie, zapomniał). Jutro pewnie znowu gdzieś się wybierzemy.:)

Wiosną pewnie całkiem zrezygnujemy z wózka, zostawiając go tylko na wyjazdy do Władysławowa.

Szaleństwo :)

P.S. Zdjęcia będą. Jak doproszę się P. żeby mi kilka pstryknął. :)

środa, 30 października 2013

Wróciłam

Ponoć moment, gdy w naszym życiu pojawia się dziecko jest jednocześnie momentem, gdy kończy się nasza swoboda i spontaniczność. Bo wszystko trzeba zaplanować, oczywiście z minimum tygodniowym wyprzedzeniem.

Jest tak? U Was?

U mnie dnia 17 października o godzinie 15:30 zadzwonił telefon:

"Jak chcesz jechać do swojej mamy, to się pakuj, o 18 ruszamy."

I ruszyliśmy. Na wariata, ale jakoś tak pewnie, z torbą w której zabrakło jedynie rożka Agnieszki (bo się nie zmieścił) i musującej wersji energetyka Piotrka, bo jakoś mi nie przyszło do głowy, że mój uzależniony od napojów energetycznych mąż mógłby tej tubki potrzebować (przetrwał, nawet żywotnie wyglądał). Mimo braku planów i wyjść awaryjnych, wszystko poszło jak z płatka i bezstresowo.

Nawet pochłonęłam cheeseburgera w Macu. Jakże byłam rozczarowana, gdy okazało się, ze moje marzenie z ostatnich tygodni zwyczajnie mi nie smakuje ;)

Wróciliśmy dzisiaj. Ja z żalem, który nieco osłabł gdy weszłam do naszego mieszkania.

W duchu lizę, że to nie ostatni taki spontan :)

sobota, 7 września 2013

Summertime happiness

Wczoraj był dobry dzień.

Tymon wstał w dobrym humorze i pierwszą godzinę poranka spędził, bawiąc się autkami na podłodze obok łóżka. Później trochę pomarudził, ale wystarczyła kanapka i obietnica spaceru, by się uspokoił. Na placu zabaw biegał jak po własnym pokoju i nawet śmiał się do Z. gdy kręciła się koło niego (zresztą dziwię, się, że dopiero teraz, bo Z. jest przeuroczą młodą damą ;)).

Gdy wracaliśmy do domu uciekł, by bawić się kamieniami pod sąsiednim blokiem i nic go nie obchodziło, że "my już wracamy do domku, synku.". Nawet, gdy schowaliśmy się za drzewem, nie zrezygnował z zabawy, wiec musieliśmy stać tam, obserwować i czekać, aż zdecyduje się nas dogonić. Trochę to trwało, ale w zamian po powrocie padł jak kawka i spał bite dwie godziny.

Po południu wyrzucił z pudeł wszystkie zabawki i bawił się - chwilę sam, chwilę ze mną. Od czasu do czasu przybiegał i wołał "hop", więc podskakiwaliśmy, zastanawiając się, czy sąsiadom już się tynk z sufitu
sypie. I tak do wieczora, a wieczorem "Przygody kota Filemona" i sen.

Agnieszka nie była gorsza od brata. Co prawda w ciągu dnia niemal w ogóle nie spała, ale prawie nie terroryzowała o noszenie na rękach. Trochę pogruchałą do siebie, trochę poleżała w łóżeczku/wózku/na kanapie, trochę poprzytulała się podczas karmienia. I ślicznie się uśmiechała.

Wieczorem zaś zasnęła, gdy tylko zgasło światło i popłynęły pierwsze nuty ulubionej kołysanki.

Doprawdy, nie wiem jak to się stało, że padłam razem z dziećmi i obudził mnie dopiero Tymon płaczący o nocną porcję mleka...

piątek, 16 sierpnia 2013

Made by Strzyga ;)

 Zajęło mi to rok. Najpierw patrzyłam z podziwem i przestrachem, potem skracałam spodnie i zwężałam spódniczkę. Wreszcie spróbowałam uszyć body dla Tymona, ale nie nadawało się do noszenia. Obraziłam się więc śmiertelnie i przez kolejne miesiące maszyna porastała kurzem.

Kolejną próbę podjęłam pod koniec drugiej ciąży - wymarzyłam sobie sukieneczkę dla Aguszki. I drugi raz efekt moich działań nadawał się tylko do kosza na śmieci...  I znowu foch, na szczęście tym razem krótszy, bo kupiliśmy nową pościel, która wymagała lekkich poprawek. Nie no, co jak co, ale poszewkę na jaśka chyba będę umiała uszyć.

Usiadłam... I po dziesięciu minutach poszewki były gotowe, a ja czułam niedosyt. Przerobiłam więc starą, flanelową pościel na pieluszki dla Agnieszki i ściereczki do naczyń...

... nadal mało...

Westchnęłam, włączyłam wyszukiwarkę, wpisałam "jak uszyć spodnie dla dziecka", a dwie godziny później powstały one:


 

Mamo! Mamo! Żuczek


Musisz nas bardziej wyprzedzić, bo Tymon znowu wybiegnie z kadru...

Mamo, puść, tam jest plac zabaw!

środa, 10 lipca 2013

Migawki z placu boju

Scenka I


Wchodzimy do domu. Słyszę Tymoszka w pokoju u Szwagra. Niemal w biegu odkładam Aguszkę do łóżeczka i z drżącym sercem pędzę do niego.

- Synku, syneczku...

Obojętny. Brak reakcji. Pozwala się przytulić ale już zaraz gdzieś ucieka, zupełnie niezainteresowany mną.

Serce w drzazgach.


Scenka II


Aguszka leży w łóżeczku. Tymon stoi pomiędzy moim biurkiem a łóżeczkiem i coś opowiada, rozglądając się wokół. Jego wzrok prześlizguje się po Małej, jakby jej nie rejestrując. Stop. Powrót...

...i w płacz.

Co to, do diaska jest, Mamo. Po co to tutaj?


Scenka III


Dwa małe głodomory. Tymon dostaje butelkę i kocyk. Aguszkę biorę na ręce, żeby nakarmić.
Rozpacz najczarniejsza. Nie zazdrość, czy złość. Strach, smutek, niezrozumienie.

Ze łzami w oczach karmię jedno dziecko, a drugie głaszczę po policzku, tłumacząc, że nic się nie zmieniło, że dalej je kocham, jest najważniejsze, najmądrzejsze, najdzielniejsze i na pewno damy sobie radę.

Najdłuższe dziesięć minut mojego życia mija zanim płacz Tymona wycisza się powoli, a on w miarę uspokojony zasypia.


Scenka IV



Rano, dzień po powrocie ze szpitala, poję Aguszkę glukozą. Ze strzykawki. Tymon, z drugą strzykawką w ręku, stoi oparty o łózko i bacznie się przygląda.
Kilka minut później podbiega do Małej, wołając "Am!" i przykłada jej delikatnie strzykawkę do buzi.


***


Jest nas czworo.

Strzyga - matka-fanatyczka bez grama planu na swoje macierzyństwo.
P. - Tata przez duże "T". Taki, co na bycie nazywanym "tatą" zasłużył.
Tymoszek - ponoć duży chłopiec. W rzeczywistości wciąż maleństwo. Mądre maleństwo.
Aguszka - okruszek-terrorystka.

Jest nas czworo i jest nam dobrze. Nawet Tymoszkowi. Po prostu każdą wolną chwile poświęcam na utwierdzanie go w przekonaniu, że jest ważny i kochany. Głaszczę, rozmawiam, przytulam, bawię się. Gryzę się w język, kiedy wyprowadza z równowagi.

On odwdzięcza się spokojem i zrozumieniem. Już nie ładuje sie na siłę na kolana, gdy karmię Młodą, nie płacze, gdy tylko do niej podejdę. Powoli uczymy się tej nowej rzeczywistości.

I tylko czasami mi ciężko, bo chciałabym, jak tydzień temu, położyć wieczorem Tymona do łóżka i leżeć przy nim aż uśnie, wsłuchując się w spokojny, miarowy oddech i wdychając jego zapach...

poniedziałek, 1 lipca 2013

Mały książe

Kiedy on tak wyrósł? Kiedy zaczął tyle rzeczy rozumieć? Sam wyciągać wnioski i stosować w praktyce wyniki swoich obserwacji?

Ile razy bym na niego nie spojrzała - gdzieś pędzi, czegoś się uczy. Zaskakuje, bo przecież jest jeszcze taki malutki, a już...

... sam wyrzuca brudne rzeczy do prania.
... pokazuje i nazywa niektóre literki.
... odstawia butelkę z mlekiem, tak, żeby się nie rozlewało (jeszcze niedawno rzucał w kąt i miał w nosie).
... pomaga mi chować rano pościel i składać kanapę.
... kiedy dorwie coś zakazanego, to automatycznie włączają mu się najwyższe obroty i ucieka do drugiego pokoju.
... reaguje na polecenie: "do łóżka" (choć zwykle biegnie do naszego, a nie do własnego ;)).
... kiedy się przewróci, to wstając zawsze otrzepuje rączki - nikt go tego nie uczył.
... wie, że przy ulicy chodzi się za rączkę (ale jest niecierpliwy, więc lepiej wybierać osiedlowe alejki, żeby mógł spokojnie pobiegać).

Taki duży, a jednocześnie wciąż taki malutki, żądający mojej obecności, bliskości...




wtorek, 14 maja 2013

Lubiaczki

Tymon lubi.

Lubi pudło pełne resoraków.
Lubi zabawy z moim ośmioletnim bratem.
Lubi spacery, po których jest tak padnięty, że sam wraca do wózka.
Lubi inną niż w domu (zdecydowanie mięsną) dietę.
Lubi hałas domu pełnego ludzi.

Strzyga lubi.

Lubi mieć czas na pomalowanie paznokci.
Lubi brak obowiązku gotowania.
Lubi towarzystwo innych, dorosłych ludzi, z którymi można pogadać o pierdołach i rzeczach ważnych, a nie tylko o tym, czy Tymon dobrze spał i ładnie jadł.
Lubi podrzucać Tymona każdemu kto się nawinie (a w tym tłumie zawsze ktoś się znajdzie).
Lubi nie mieć czasu na siedzenie przed komputerem.

P. lubi.

Lubi kuchnie mojej Mamy.
Lubi szerokie łóżko (ale i tak się nie wysypia, bo tu jest głośnooo).
Lubi, gdy mam z kim spędzać czas i nie zawracam mu gitary przez cały dzień, bo mi się nudzi.


Służy nam ten urlop.

środa, 17 kwietnia 2013

Fotorelacje i skargi matczyne


Pierwszy samodzielny rajd osiedlowy 


Przejdę bokiem, na pewno mnie nie złapie ;)


Ha! Czyli bawimy się w ganianego?
Berek, berek, Mamo! :)


A teraz ja uciekam.


O, tam jest coś ciekawego (samochody stojące na parkingu).


Tylko ciężej się wchodzi pod górkę, muszę zwolnić.


***

Nie nadążam za moim dzieckiem :) 

W ciągu dnia trzeba się za nim nieźle nabiegać (dba o matczyną kondycję) i wcale nie jest łatwo dotrzymać mu tempa. Poza tym sto pomysłów na minutę - książeczki, taniec, rozlewanie mleka po wykładzinie, ukrywanie ojcu pendrive'a...

Natomiast nocami nie nadążam za jego upodobaniami sennymi - jednej nocy zasypia, jeśli miś jest w łóżku, ale obok niego. Drugiej pluszak musi zostać koniecznie usunięty i osadzony na podłodze, a Tymo przykryty kołderką. Trzeciej z kolei młode się misiem owija, przykrywa i gotowe jest spać nawet na podłodze, byle z pluszakiem.

I bądź tu mądra, matko...

wtorek, 9 kwietnia 2013

Czkawka poślubna ;)

No dobra.
Bałam się.

Nie tego, ze któreś z nas się rozmyśli. Tego, że z jakichś względów ślub i/lub wesele okażą się porażką. Że będziemy siedzieć i patrzeć na siebie. W milczeniu. Że Tymo wystraszy się obcego miejsca i dwudziestu osób naraz. Niby znanych, ale jednak do tej pory widywanych pojedynczo. Że nie będę w stanie się bawić - czy to ze względu na Tymona, czy ze względu na bycie "jedyną trzeźwą".

Tego bałam się PRZED 5 kwietnia.

5 kwietnia bałam się również.

Że się nie wyrobimy czasowo.
Że fryzura będzie nie taka.
Że rozmaże mi się robiony przez 40 minut makijaż (więc mrugałam, mrugałam jak szalona, by nie pozwolić łzom wzruszenia płynąć).
Że pierwszy taniec - naprawdę pierwszy. Nigdy wcześniej nie tańczyłam z P.
Że kolejne osoby podejdą by zatańczyć z Panną Młodą.
Że P. zgubi za dużą obrączkę.
Że Tymonowi jednak zepsuje się humor.
Że połamię nogi tańcząc coraz szybciej na śliskich kafelkach.
Że Tymon wybije zęby, biegając radośnie pomiędzy tańczącymi.
Że urodzę ze śmiechu.
Że noc się skończy.
Że Tymona obudzi muzyka.
Że pęknę z przejedzenia.
Że noc się nie skończy.

***

I mogę jedynie śmiało i z czystym sumieniem powiedzieć - ślub i wesele miałam jedyne w swoim rodzaju. Nie zamieniłabym ich na żadne inne.

piątek, 4 stycznia 2013

Prawie rok

Bogowie, on zaraz skończy rok...

Trzeba upiec ciasto, zrobić tort i jeszcze uwzględnić, że on też będzie chciał, więc wymyślić coś co będzie jego tortem, a nie będzie zawierać: jajek, mąki, mleka, owoców cytrusowych, kakao... Mogę tak bez konca wymieniać ;)

I powiesić baloniki, wymyślić jak wszystkich usadzić...

Mam jeszcze 15 dni, ale co to jest, skoro ostatnio wstanie z łóżka zajmuje mi co najmniej miesiąc...

***

A On biega. Od kilku dni. Półtora miesiąca temu pierwszy raz podszedł do mnie, sam, bez pomocy mebli czy cudzych rąk. I jak już wystartował, nic nie było w stanie go zatrzymać. Schody? Co to dla niego? I wejść potrafi i zejść... Drugi koniec mieszkania? Nie ma sprawy. Śliskie panele? Kto jak nie On :)

I jestem dumna i szczęśliwa. dumna, ze jest taki sprawny, taki odważny. Szczęśliwa, bo trochę rzadziej domaga się noszenia na rękach ;)

środa, 22 sierpnia 2012

Alergik totalny

Zrobiliśmy dziś testy alergologiczne. Wychodzi na to, że Terrorysta jest uczulony na wszystko. Na białko mleka krowiego (a nie mówiłam?), na gluten (a nie mówiłam?), na cytrusy i banany (a nie mówiłam?). I z jednej strony wiem, że testy u dzieci poniżej trzeciego roku życia są niemiarodajne, że układ immunologiczny niewykształcony i blablabla... A z drugiej całą sobą mam ochotę wykrzyczeć: Widzicie?!, Widzicie, do diabła?!

Już nikt mi nie powie, że jestem histeryczką. Że sobie wymyślam, że mam nie przesadzać. Nikt nie wsadzi mojemu dziecku w rękę pajdy chleba z masłem. Nikt nie ośmieli się zaproponować pomarańczki.

Teraz moja walka z wiatrakami to już nie "gdybanie". Mam broń - mały druczek - i nie zawaham się jej użyć. Bo to mój syn i będę o niego dbać.


***


Śmieszki na placu zabaw



Ja też chce brać udział w remoncie ;)



Pierwsza bryka - tylko jak zatrąbić? ;)



wtorek, 24 lipca 2012

Fotoreportaż z wakacji ;)

Zaręczona


Ostrzyżona



W gronie rodziny :



 (Terrorysta z Babcią i Dziadkiem)


(Terrorysta z chrzestnym)


(Wdzięczymir)

czwartek, 19 lipca 2012

Wakacje! Wakaaaacjeeeee!

Dobrze wiedzieć, że po miesiącach, a nawet latach bez spotkania można rozmawiać ze sobą jakby ostatnio widziało się wczoraj. Dobrze wyjść na plotki z taką jedną Rudą Jędzą, złazić Władysławowo z Przyjacielem jeszcze z podstawówki i obgadać wszystkie filmy, które ostatnio się obejrzało i te, które niedawno wyszły. Dobrze wiedzieć, że ktoś tu jeszcze robi imprezy historyczne. I że najbardziej stresujący dla Pana Taty znajomy ułożył sobie życie i wydoroślał.

Starzejemy się. :)))

Może nie będziemy już pili wina na plaży, nie trzeba nas będzie zanosić do domów, nie będziemy drzeć ryja w knajpach razem z kapelą, ale cholera. Nadal jesteśmy. Przeszłość jest ważna. Dzięki niej jesteśmy tym, kim się staliśmy. I cieszę się, że nie zabił nas brak kontaktu, ostre słowa, czy niespełnione oczekiwania.

***

Dzisiaj Lalla, Daruszka i Baź. W przyszłym tygodniu dojeżdża Pan Tata i nawet załatwiłam nam wolny wieczór, bo Babcia przejmie opieke nad Terrorystą :):):)

I czego więcej mogłabym chcieć :):):)

Uciekamy cieszyć się życiem.
Pozdrawiamy z deszczowego Władysławowa. :)