poniedziałek, 7 października 2013

Gadane pt.2

Nie minęły nawet dwa tygodnie od ostatniego posta, a mój syn poszerzył zasób słów o połowę.*

Dowody?

Scenka I

Będąc matka odpowiedzialną, acz podatną na pokusy, ukryłam się w kuchni z paczką prażynek (ja zjem, Tymon nawet nie będzie wiedział, że takie niezdrowe, śmieciowe jedzenie w domu było). Stoję więc, buzia wypchana do granic możliwości, ręce pełne zakazanego przysmaku i nagle za plecami słyszę stanowcze:

- Dańń!!!

Scenka II

Tymon demoluje mieszkanie. Znaczy, bawi się. Biega za piłką, skacze, próbuje się wspinać na meble. Pod nogi nie patrzy, bo i po co. Leci przed siebie z radosnym piskiem i, jak można było od początku przewidzieć, w ostateczności wpada prosto na mnie.

Troszkę go przyhamowało, upadł na pupę.

"Pewnie będzie płacz" - myślę zrezygnowana.

A gdzie tam. Wstał, otrzepał się i stwierdził tylko:

- Ojaku...

Scenka III

Tuż po wieczornej kąpieli. Jaśnie Panicz pozwolił sobie założyć pampersa i uciekł, nim zdążyłam choćby sięgnąć po pidżamkę. Żeby nie było zbyt łatwo go złapać, zabunkrował się pomiędzy stołem a kaloryferem.

- Tymon, wyłaź stamtąd. Trzeba się ubrać.
- A sio!

Tu komentarz mojej mamy, gdy zadzwoniłam się pochwalić, jakie mam mądre dziecko: "Jeszcze dobrze nie mówi, a już Ci pyskuje." ;)

Scenka IV

Wieczór, Tymonowi powoli wyczerpują się baterie, ale jeszcze się plącze po mieszkaniu. Ja, nauczona doświadczeniem, staram się nie zawracać mu głowy, bo jeszcze czymś go zaciekawię i zamiast usnąć, rozbudzi się kompletnie.

O, zauważył mnie.

Przyleciał, wspiął się na mnie, objął łapkami i zadowolony oznajmił:

- Tali.



* Moje dzieci uczę mówić, korzystając z porad Doktora Żuka ("Naukę pierwszych słów można właściwie zaliczyć do nauk ścisłych, a ułatwia ją jedynie staranna i prawidłowa artykulacja") i Pani Biedronki ("Trzeba jej pośpiewać"). Żeby się nie frustrować, pamiętam też o stanowisku Mamy ("Nie można jej zmusić, żeby mówiła. Wszyscy robimy różne rzeczy w różnym czasie").

8 komentarzy:

  1. Jednak najlepsze jest to "a sio" - wiadomo, trzeba być twardym i znaczyć swoje terytorium ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie :) Przynajmniej wiadomo, że jak go do przedszkola wyślę, to nie da sobie w kaszę dmuchać :)

      Usuń
    2. Hmm mądre te dzieci hehe, mój jakiś czas temu usłyszał wyrażenie męża "w du*e", które wypowiedział leżąc pod samochodem. Młody teraz jak na papugę przystało, kładzie się pod swój jeździk z takim samym tekstem. Szkoda, że tych dobrych tak szybko nie łapie

      Usuń
  2. Hehe, ale się uśmiałam :) No rozgadał Ci się Synu, że hej. Lilce ostatnio udało się powiedzieć parę razy coś co na pewno oznaczało "daj" i raz jak stałam z kubkiem kawy w ręce, więc pomyślałam: "NO jasne, na pewno dam" :) A co do pyskowania... Pamiętam jak Eliza jeszcze nie mówiła, ale coś tam po swojemu już gadała i kiedyś stanęła na środku pokoju, my z mężem na kanapie, a ta zaczęła rękami machać i krzyczeć, intonować inaczej każdy wyraz-wyglądało to tak, jakby robiła nam pierwszą w życiu awanturę!

    OdpowiedzUsuń
  3. dańń - to "daj" czy epitecik mówiący żeś drań? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurcze, o tym nie pomyslałam :D Chyba "daj", bo woła tak, wyciągając ręce po smakołyki :)

      Usuń