wtorek, 20 maja 2014

Mały Odkrywca



Niepostrzeżenie z obojętnego na kierunek niemowlęcia wyrósł mi miniaturowy przewodnik wycieczek.

Jeszcze nie tak dawno brałam go za rękę, a on podążał pół kroku za mną - zadowolony i spokojny - bez prób kwestionowania, czy eksploracji mijanych terenów. Wystarczyło trzymać się z daleka od placów zabaw - jedynych miejsc, w których Tymon zyskiwał na odwadze i uporze.

Do wczoraj.

Wczoraj mała dziewczynka z blond warkoczem do połowy pleców pokazała mojemu synowi przestrzeń. Nauczyła go podskakiwać tak, by upadać na pupę, rzucać dmuchawcami i ślizgać się na błocie. Uzmysłowiła mu, że może odbiec ode mnie na odległość większą niż kilka metrów i nic złego się nie stanie. Więcej - że jeśli odbiegnie, to ja pójdę za nim. Że może wybierać. Odkrywać!

Tymon zapamiętuje takie rzeczy.

Trasę dzisiejszego spaceru (czy można tak nazwać wędrówkę w tempie marszobiegowym?) całkowicie wyznaczał mój syn. Ja podążałam, ciekawa, dokąd zaprowadzi nas jego ciekawość.

Dziś obeszliśmy każdą dróżkę naszego osiedla. Nawet te prowadzące przez trawę.
Ciekawe gdzie zaprowadzi mnie jutro.

A Wasze dzieci? Wyznaczają szlaki, czy zdają się na Was?

6 komentarzy:

  1. Moj wyznacza szklak.... zawsze w przeciwnym kierunku niz ja :p

    OdpowiedzUsuń
  2. Zdecydowanie wyznacza szlaki od samego początku, zawsze wszędzie tam gdzie nie wolno ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak mamy czas to pozwalam jej decydować i podążam za nią. Ale dzięki temu rzadko mam problem, by ewidentnie ode mnie zwiewała. Choć zazwyczaj zawsze staram się mieć górę argumentów za sobą w postaci koleżanki, bułki tudzież dmuchawca którego tam widziałam ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Też nieraz dawała i nadal daję sie prowadzić. Interweniowałam jedynie w pobliżu jezdni. Uwielbiałam obserwować jak, mały kiedyś Kacper, prowadził mnie do domu;]

    OdpowiedzUsuń