poniedziałek, 19 maja 2014

Gonimy wiosnę

Przeziębienie i deszcz opuściły nas niemal jednocześnie, więc poniedziałek spędziłam, spełniając obietnicę daną sobie, w któreś rozbrzmiewające jęczeniem dzieci, dżdżyste popołudnie. Zawiązałam Agnieszkę w mei tai, Tymona chwyciłam za rękę i wyszłam z domu z mocnym postanowieniem, że...

...JA GO PRZECZOŁGAM!

Plan był taki, że będziemy chodzić po osiedlu, polach i pobliskim zamku, dopóki nie zacznie błagać, żebyśmy wrócili do domu.

Próbowaliście tego kiedyś?

W efekcie o litość zaczęły błagać kolejno: moje nogi, mój kręgosłup, moje gardło (od nawoływania - zatrzymywał się przecież przy każdej trawce). Na szczęście w spacerze dzielnie towarzyszyła nam, dwa lata starsza od Tymona, Ola oraz jej babcia. Zagłuszałam, więc zmęczenie materiału konwersacją, a Tymon, zamiast gadać non stop do mnie - gadał non stop do (prawie)rówieśniczki.

No, prawie.

Oprócz gadania obsypywali się trawą, kwiatami, dmuchawcami i... piaskiem. 
I tak humanitarnie - po drodze było sporo kamieni.






3 komentarze:

  1. I kto tu kogo przeczołgał matko? XD

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak, próbowałam... Trzeba było spytać przed eksperymentem :) Bo... dzieci są nie do zdarcia :) A nawet jeśli podczas zakupów (tych niezbędnych jak buty/kurtka) jęczą, że już siły nie mają, to przy najbliższym placu zabaw przechodzą turbo regenerację :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Tradycyjne wybieganie dzieci przed snem to nasz punkt obowiązkowy dnia :P

    OdpowiedzUsuń