środa, 14 maja 2014

Przemoc w szkole



Cudza pogarda ma swoje zalety - dzięki niej jestem niezauważalna. Mnie nie obejmuje "nie wolno Ci mówić o...", które tworzy mur pomiędzy ojcem, a synem. Kiedy jeszcze mieszkaliśmy bliżej G., widząc, że coś jest nie tak, wykorzystywaliśmy prostą metodę:

G: Nie mogę z tatą o tym rozmawiać.
S: To powiedz mi na ucho.

Wczoraj odkryłam, że ten sposób nadal działa. Nie wiem tylko co z tym dalej zrobić.

G: Ja tutaj nie mam w ogóle czasu dla siebie. Mama cały czas mi coś każe robić, i wszyscy na mnie krzyczą. A ja bym chciał mieć po prostu spokój.
S: To pewnie wolisz być w szkole, z kolegami, co?
G: Nie. W szkole jest banda. I jest jedynka, i dwójka, i oni mi cały czas dokuczają. I mnie popychają, zaczepiają. Nawet jak im mówię, żeby mnie zostawili (...)
S: Mówiłeś o tym mamie albo pani nauczycielce?
G: Tak, ale ty nie rozumiesz. Mama tam była i rozmawiała z panią piętnaście godzin, a ja czekałem na korytarzu. I teraz jest jeszcze gorzej. Bo oni się nie boją mamy; i Ciebie też by się nie bali, nawet gdybyś przyszła z mamą. Bo to są dzieci, ale nikogo się nie boją.

To nie jest sytuacja, która trwa od wczoraj. Pierwsze sygnały dotarły do nas ponad rok temu, gdy G. przyjechał do nas na ferie. Były rozmowy z Eks, zapewnienia, że się tym zajmie (jak wynika z opowieści G. rzeczywiście zareagowała). Później temat ucichł. G opowiadał ojcu o grach komputerowych i pytał kiedy przyjedziemy. Ani słowa o problemach w szkole. Jedynie od czasu do czasu Eks skarżyła się P., że nauczycielka wzywa ją do szkoły, bo mały jest agresywny.

Dziś najsilniejszym odczuciem, jakie mam, jest bezradność.

Wiem, że żadne z nas nie może nic zrobić. Ani ja, jako formalnie obca osoba; ani P. ze swoimi ograniczonymi prawami rodzicielskimi. Wierzę jednak, że jeśli wskażemy drogę, Eks pójdzie nią dla dobra G. - w końcu poszła do tej szkoły, starała się.

Może ktoś z Was był w podobnej sytuacji i wie, jak sobie radzić oraz w jaki sposób pomóc dziecku.

Co może zrobić, poza rozmową z nauczycielką?
Do kogo się zgłosić?



13 komentarzy:

  1. Może do dyrektora szkoły? Do psychologa szkolnego? Umówić spotkanie z rodzicami tych chłopców?
    Moze sie nauczycielki nie boja i mamy G. sie nie boja, ale chyba jakieś autorytety maja i gdyby ich rodzice wiedzieli to oni są pierwszymi, którzy coś z tym mogą zrobić.
    Bardzo to przykre :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie spotkanie z rodzicami wydaje mi się najsensowniejsze. Z psychologiem i pedagogiem szkolnym wygląda to tak, ze w szkole dzieciaki mu przytakują, a po wyjściu poza bramy przychodzi czas zemsty.

      Usuń
  2. Ostatnio byłam na debacie na której poruszony został przez psychologa dziecięcego temat: po co są szkolne toalety? Okazuje sie ze szkolne toalety to nie miejsce, w którym dzieci zaspokajają potrzeby fizjologiczne, a miejsce w którym dzieje sie przemoc. Uczniowie są odwodnieni bo aby nie korzystać ze szkolnych toalet nic nie piją i coraz więcej z nich moczy sie w nocy, bo płyny uzupełniają na wieczór.
    Tragedia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie od dziś. Tak samo było, kiedy ja chodziłam do szkoły. A im większa szkoła, tym gorsza sytuacja.

      Usuń
  3. ja uważam, że konieczna jest interwencja na szerszą skalę, rozmowa z dyrektorem, psychologiem, jak to nie zadziała to do kuratorium - mówię to z perspektywy nauczyciela, czasami takie zachowania są niewidoczne, a nie można ich ignorować

    OdpowiedzUsuń
  4. A jak na moje to ani rozmowy z nauczycielem/pedagodiem/innymi rodzicami czy samymi dzieciakami nic nie dadzą. Albo G. się postawi i pokaże, że nie daje sobie w kaszę dmuchać (może jakieś lekcje karate?), albo zmiana szkoły. Bo takie patololo (no nazywajmy to otwarcie), tak jak mówił G. nikogo się nie boi - bo kogo niby? Nauczyciela, który nie może nic zrobić, bo jak przyłoży jednemu czy drugiemu to go zawieszą? Pedagoga, który często gęsto odwala tylko robotę? Rodzicom, którzy do tej pory sobie z nim rady nie dali, bądź rozpieścili do granic możliwości? To jest straszna sytuacja :(

    Nie powinnam tego popierać, ale taką przemoc tylko przemocą zwalczyć można :(

    OdpowiedzUsuń
  5. Niestety po części zgodzę się z Agnieszką. Nie wiem, czy czytałaś u mnie o sytuacji u Elizy w szkole. Wiedziała mama tamtej dziewczynki, że cały czas dokucza Elizie, wiedziała nauczycielka... Ba! Mój Marcin kiedyś z tą dziewczynką też rozmawiał, i co? I g... Dopiero jak Eliza się o to Jej postawiła, to tamta chyba szok przeżyła i od tamtej pory (ODPUKAĆ, bo ja tamtej małej jakoś nie wierzę) jest spokój. Tyle, że tu chodziło o jedną dziewczynkę, jeśli tam jest banda, a G. jest sam, nie oszukujmy się- łatwo nie będzie się postawić.

    Przeraża mnie to, co dzieje się w tych szkołach. Kurczę, pewnie, że jak ja chodziłam do szkoły, to też ktoś kogoś przezwał, ktoś kogo popchnął, ale bandy? Znęcanie się? Nie, tego wtedy jeszcze nie było.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, zapomniałam, że tam jest banda :(

      Usuń
  6. Z przykrością stwierdzam, że lepiej działa "oddanie z nawiązką". Zwolennikiem przemocy nie jestem. Wiem jednak, co po latach udręki pomogło w moim przypadku...
    Albo może sugestia zmiany szkoły? Czasem to jedyne wyjście... Niestety skoro jest banda to większośc klasy leci za nią...
    O ile się w szkołach nie pozmieniało, to niestety spotkania z rodzicami, psychologami itd tylko pogarszają sytuację... Bo "nie dośc, że oferma [blablabla, wstaw dowolne wyzwisko] to jeszcze skarżypyta co zaraz do mamusi leci]. Jak nie zniszczą go w szkole, to dopadną po niej, czy na podwórku...
    Szkoda dzieciaka - takie doświadczenia paprają psychikę na długo :-(

    OdpowiedzUsuń
  7. A ja Ci opowiem o moim Synu. Mieszka ze mną, ale z tatą widzi się popołudniami trzy razy w tygodniu + co drugi cały weekend (od piątku do poniedziałku). Syn źle przechodzi nasz rozwód. Bardzo emocjonalnie. I wykazuje bardzo charakterystyczną dla dzieci z rozbitych rodzin cechę. Zmyśla. Na początku mi opowiadał jak u taty jest źle, tacie opowiadał jak źle jest u mnie. Potrafi wymyślać tak przekonujące historie, że włosy dęba stają. Ja szybko domyśliłam się, że coś jest nie tak i zaczęłam sprawdzać te informacje. Mój były odwrotnie - zaczął nagrywać opowieści Syna. O tym, ze mój tata ciągle pije (bzdura), że zamykamy go w pokoju za kare i nie dajemy jeść. Potrafił nawet płakać. Po co? Bo widział satysfakcję ojca, bo widział troskę, bo tata poświęcał mu uwagę. Ciągle muszę stawiać czoła tej sytuacji. Tłumaczyć się. Jeżeli dziecko mówi na ucho, to może nie chce, żeby ktoś usłyszał, bo kłamstwo wyszłoby na jaw. Jeżeli matka interweniowała w szkole - to znaczy że się tym zajmuje. Porozmawiałabym przede wszystkim z matką, zanim uderzyłabym sama do szkoły. I tyle.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PS. nie namawiam jednak do bierności. Coś zrobić trzeba, ale mądrze, delikatnie i z wyczuciem.

      Usuń
  8. Z Eks jest ten problem, ze ona każdą reakcje traktuje jako podważanie jej kompetencji oraz próbę przeciągnięcia G. na naszą stronę, a w dalszej perspektywie, odebrania jej go. Nie sądzę, żeby mały zmyślał - gdyby chodziło o uwagę i troskę rozmawiałby o tym z P., nie ze mną. W końcu z nim rozmawia dwa-trzy razy w tygodniu, a ze mną raz na dwa-trzy miesiące.

    Na chwilę obecną intensywnie myślę jak porozmawiać z nią, żeby nie poczuła się zaatakowana i, żeby nie odbiło się to na kontaktach syna z ojcem (bo tak się dzieje, gdy coś pójdzie nie po jej myśli).

    Ktoś podsunął mi też pomysł anonimowego telefonu do szkoły - bo takie "bandy" zazwyczaj mają więcej niż jeden "cel". Anonimowy byłby o tyle bezpieczny, że nie doprowadziłby do konfliktu na linii z Eks, a dodatkowo zmobilizowałby szkołę do zajęcia się tą sytuacją.

    Mam też wrażenie, ze G. boi się dalej szukać pomocy u matki, bo po jej ostatniej interwencji ataki się nasiliły. Wierzę jednak, że ona jako matka sama widzi, że z dzieckiem dzieje się coś złego...

    OdpowiedzUsuń
  9. ciężka sytuacja. widac że u G. źle się dzieje. mimo że rodzice sie rozstali w jegio matki opiece nad nim są nieprawidłowości. przykre bo serce się kraje i nic nie mozna zrobić

    OdpowiedzUsuń