środa, 28 maja 2014

Co dalej z tą szkołą?



Zrobiłam wszystko, co mogłam, a wciąż czuję, że to za mało.

Anonimowo zadzwoniłam do szkoły, porozmawiałam z vice-dyrektorką, pedagogiem szkolnym. Dostałam obietnice i namiastkę spokoju. Odrobinę nadziei, że szkoła pomoże.

Zrobili tyle, ile mogli. Obserwacja ze strony pani pedagog, poinformowanie wychowawców, żeby baczniejszą uwagę zwrócili na uczniów, zwiększenie ilości nauczycieli dyżurujących na przerwach oraz pogadanki o przemocy słownej i fizycznej na lekcjach.



Kolejnym krokiem powinno być wsparcie psychologa dla G., ale ono wymaga zgody Eks, a Eks uważa, ze normalne dzieci nie muszą chodzić do psychologów - jej dzieci są normalne, więc mamy nie robić z nich wariatów... Przerabialiśmy to już przy próbie zdiagnozowania autyzmu u M.

Pani Pedagog usilnie namawia do podania danych dziecka, a najlepiej spotkania, by móc mu skuteczniej pomóc.

"Mówimy o maluchach, to nie jest klasa druga gimnazjum, gdzie dzieci byłyby zdolne do zorganizowanego prześladowania kolegi. To druga klasa podstawówki. Problem pani dziecka może być jego subiektywnym odczuciem, może to być zupełnie przypadkowa sytuacja - tak małe dzieci wiele rzeczy robią niespecjalnie - którą ono w swojej wrażliwości mogło mylnie zinterpretować i w strachu rozbudować ją ponad miarę. Dlatego ważne jest, żeby otoczyć je wsparciem psychologa, niekoniecznie w szkole, poznać szczegóły."

A we mnie jest bunt, złość i poczucie bezsilności, bo wiem, że po części szkoła ma rację - potrzebne jest wsparcie. Tylko, że ja nie mam władzy, by go udzielić.

3 komentarze:

  1. Zatrważające jest to, że młodzi ludzie nadal uważają, że tylko CHORE dzieci muszą korzystać z pomocy psychologa. Mamy ten sam problem w rodzinie. Tyle, że tam szkoła wysłała Małego sama do poradni pedagogiczno-psychologicznej, tyle, że nic to nie dało, bo rodzice chłopca stawali okoniem wobec wszystkich uwag i zaleceń, bo przecież ich dziecko jest normalne!

    Nie dziwią mnie Twoje odczucia, tyle, że to jak walka z wiatrakami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest taki stopień zaniedbania dziecka, z którym nie sposób walczyć. Gdyby go biła, głodziła, gdyby chodził w brudnych ciuchach - zareagowałaby szkoła, możnaby to zgłosić do opieki społecznej. Ale gdy odmawia wsparcia psychologa rany są na duszy. Nie widać ich gołym okiem.

      A my nic nie możemy zrobić...

      Usuń
  2. Straszne jest to, że widzisz wszystko, a jednak wiesz, że nie możesz nic zrobić :(

    OdpowiedzUsuń