poniedziałek, 12 maja 2014

Miniaturowy mol książkowy


Od dwóch dni najlepszym sposobem na uspokojenie Agnieszki jest pokazanie jej obrazka. Palcem wskazującym, z jednoczesnym omówieniem treści owego.

- Tu jest żaba - mówię.
- Ba! - zgadza się córka moja, po czym wskazuje na owieczki i mówi - Ma!
- Nie, nie. To owce - tłumaczę.
- Me! - poprawia się i zaraz celuje paluchem w krowę - Be!
- Krowa. - prostuję.
- Baaa. Ba!

Rozbraja mnie w ten sposób podwójnie.

Raz, że Tymon nie wykazywał takiej chęci współpracy (że o inicjatywie nie wspomnę) do ukończenia czternastego miesiąca życia, więc w pewnym sensie przechodzę taki etap po raz pierwszy.
Dwa, że w niej jest tyle entuzjazmu, taka szczera, niczym niezmącona radość, że mogłabym pół dnia siedzieć i nazywać dla niej świat w książeczkach.

Czuję się owinięta wokół palca...

1 komentarz:

  1. Bo, że taka nieskromna będę, Agnieszki są super :P

    OdpowiedzUsuń