poniedziałek, 26 maja 2014

Bez



Mogłam mieć dziesięć lat, gdy pierwszy raz ukradłam dla Niej kwiaty.

Właścicielka, starsza pani, przyuważyła mnie i najpierw strasznie krzyczała, a po chwili nożykiem wycinała dla mnie najpiękniejsze gałęzie ciemnofioletowego bzu, pokonana moim płaczliwym: "Ale to dla Mamy!".



W kolejnych latach szukałam już "bezpańskich" krzewów.
Ten jeden dzień w roku dom musiał topić się w słodkim, duszącym zapachu bzu.

Teraz, gdy od pięciu lat jestem to tu, to tam - ale zawsze za daleko - Dzień Matki nie ma zapachu.Rozbrzmiewa mi w uchu sygnałem oczekującego połączenia. Dławi słowami, które, niezależnie od ilości, nie są w stanie oddać uczuć i przywołać na Jej twarz tego pierwszego uśmiechu.

***

Mój drugi (albo trzeci, jeśli liczyć ciążę) Dzień Matki zaczął się o szóstej. W niczym nie przypominał tego z marzeń o laurce i śnie do południa. Dopiero teraz, gdy niebo przecinają błyskawice, a powietrzem niesie się grzmot moje dzieci na dłużej przerwały walkę między sobą.

Agnieszka śpi spokojna, a Tymon wtula twarz w moje kolana.

Ja zaś wreszcie czuję się właściwą osobą, na właściwym miejscu.

3 komentarze:

  1. Jeśli tak czujesz, to znaczy, że to właściwe dla Ciebie miejsce, z właściwą rolą :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj mój dzień matki również w niczym nie przypominał wymarzonego... ale może za kilka lat ;)

    OdpowiedzUsuń