sobota, 10 maja 2014

Dziecka się nie wyprę



Nikomu już nie wmówię, że go w szpitalu podmienili. Buzia mu się nie zamyka, zupełnie jak matce. Dodatkowo w jego tekstach przebija obraz charakterku i poczucia humoru zbieżnego z moim.

Dobrze, że chociaż wygląda jak mały P., bo  by się zaczął czepiać, ze dziecko wcale do niego niepodobne ;)


Scenka I

Tymon odkrywa swoją (i cudzą) tożsamość.
Oczywiście, jako istota myśląca nieszablonowo, natychmiast po dokonaniu odkrycia zaczyna eksperymentować.

T: Jeśtem Tymonkiem. Śłodki/dobly/mały Tymonek.
S: Tak, jesteś Tymonkiem.
T: Ty jeśteś mamą.
S: Mhm...
T: Jeśtem ciaśtkiem! Jeśtem łódka dziadka!


Scenka II


Idziemy całą rodziną przez miasto. Ja i P. prowadzimy ożywioną dyskusję na tematy okołopracowe, Agnieszka wygląda z nosidełka i guga po swojemu. Tymon gada do siebie w wózku.

S: Słyszysz?
P: Ale co?
T: Na pomoć! Na pomoć! Latunku! Na pomoć!

Scenkę powtórzył w sklepie...


Scenka III


Ostatnie przygotowania do obiadu.
Do domu wchodzi P.; w dłoniach dzierży paczkę chrupek. Kto ma dzieci, wie, jak to dalej wygląda...

P: Tymon! A kto będzie jadł obiad?
T: Nie będę wciale obiadu jadł.


Scenka IV


Spryskuje dziecko sprayem na komary. Wykręca się, próbuje uciekać, w koncu zniesmaczony woła:

T: Cio to zia zialty, mamo!


Scenka V

Tymon i P. bawią się samochodzikami. Autko jedzie do tyłu.

T: Cio alto lobiło, tato?
P: Autko cofało.
T: Cio fało alto, tato?

No tak, przecież "co" to odrębne słówko. Zupełnie jak "nie" w "niedźwiedziu" ;)

7 komentarzy:

  1. :) no no słońce Kochane teksty ma obłędne;)

    OdpowiedzUsuń
  2. no nie, te ziałty są dobre:)
    zapraszam na rozdanie u mnie na blogu.

    OdpowiedzUsuń
  3. zupełnie jak Tomek;)))) poczucie humoru i fantazji to samo. jedynie wiek i wymowa ich różni;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Rozwaliła mnie scenka numer II... No i jak mu tu nie pomóc?

    OdpowiedzUsuń
  5. Przyznaj, była już pewnie kolejka ratowników! :D
    Fantastycznie wygadamy Wam się zrobił :D

    OdpowiedzUsuń