piątek, 27 grudnia 2013

Po

Ponoć święta, to czas odpoczynku i regeneracji.

Powiedzcie to kobietom, które najpierw tydzień przed sprzątają i gotują, potem, w trakcie skaczą wokół gości, a na koniec sprzątają.

Powiedzcie to mnie, która świąteczne noce spędziłam uspokajając przebodźcowanego Tymona. Radość dnia, blask światełek i kolory nowych zabawek, odreagowywał upiornym wrzaskiem trwającym od godziny dwudziestej pierwszej do wpół do pierwszej. Następnie wyciszał się smutnym kwileniem kolejne 20-40 minut, by wreszcie zasnąć na mnie.

Podejrzewam, że gdybym założyła bloga PO porodzie, to w nazwie nie byłoby (zadziornej) strzygi, tylko (przemęczona) panda...

Przed nocnym fochem

Ale warto. Poranna radość po odkryciu, ze zabawki nadal są, a choinka wciąż się zieleni i można kraść z niej bombki sugerują, że Tymon docenia Magię, którą świątecznie podarowała mu cała rodzina.

Ta łyżka nie jest do jedzenia, tylko do czesania...

Dałabyś mandarynkę, a nie się gapisz...

Agnieszka też docenia. Spokojniej, z godnością. Ktoś w tym domu musi zachować twarz. No, chyba, ze mama wyjdzie. Wtedy w ryk. Mamy zaczątki lęku separacyjnego chyba. I może nadchodzą zęby (pusty śmiech na wspomnienie ząbkowania Tymona - nadchodziły od czwartego miesiąca życia, do trzynastego).

Oczywiście wszelkie brewerie należy wyczyniać w gronie najbliższej rodziny. We własnym mieszkaniu. Prababci, Ciociom i Wujkom nie pokazuje się innej twarzy, niż ta szeroko uśmiechnięta.

Kurcze, mało mi. :)

5 komentarzy:

  1. zazdroszczę Ci kochana tego pozytywnego podejścia do świąt ! :)
    buzi :*

    OdpowiedzUsuń
  2. zawsze można zrobić make up i zatuszować zmęczenie...mogłabym się pod tym podpisać. sprzątanie gotowania skakanie wokół gości i jeszcze raz sprzątanie....a potem jeszcze raz sprzątanie;)
    i lada chwila kolejny zmasowany atak bodźców Sylwester;)

    w takim układzie....najlepiej być gościem;)))))

    moja metoda na przetrwanie.....tigery na zmianę z kawą i mocny make-up.....co by goście nie pomyśleli że zombie zasiadło przy stole.......choć prawie półtora roku minęło od porodu....ja nadal jestem z fazie zombie-mambie;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Oj tak święta to męcząca sprawa... Ale przyznać musisz, że to jednak fajna sprawa, bo choć co roku się na nie narzeka to w kolejnym już się na nie czeka :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Fajnie, że czujesz niedosyt, to najlepszy dowód na to, że było ok :) U mnie wręcz na odwrót, dlatego w tym roku wyjątkowo należę do grona cieszących się z powrotu do normalności... Chociaż- normalność przy dwójce dzieci to chyba pojęcie względne.
    Zdjęcia śliczne, Aga to prawdziwa dama!

    OdpowiedzUsuń
  5. Ooo, to Strzyga ma dwójkę. To ja serdecznie współczuję- z jednym ledwo dycham;) Dodaję do ulubionych i czytam ku pamięci, że jedno to zdecydowany luksus:P

    OdpowiedzUsuń