niedziela, 8 grudnia 2013

Strach

Miałyście kiedyś taki koszmar: jedno dziecko zdrowe, drugie ciężko chore, a Ty, matko, musisz zdecydować, którym się zaopiekujesz, bo nie ma szans byś była jednocześnie w domu i w szpitalu?

Mnie sytuacja postawiła mnie pod ścianą. Za rok, za dwa, mogłabym się zastanawiać, gdzie być. Dziś mam tylko jeden wybór. Karmię piersią, Agnieszka nie je nic poza mną, więc muszę zostać z nią.

Tymczasem Tymon leży na oddziale dziecięcym. Z Tatą.

Wczoraj było źle. Prawie 40 stopni gorączki, bardzo utrudnione oddychanie, w badaniu osłuchowym masywny skurcz oskrzeli. Jak zawsze silniejszy z prawej strony. Tymon lecący przez ręce, usypiający na stojąco, niedotleniony, z podwyższonym ciśnieniem. Nigdy wcześniej nie widziałam mojego dziecka w tak złym stanie. Nawet przy trzydniówce, gdzie miał ponad 40 stopni wyglądał zdrowiej, bezpieczniej.

W taksówce, jadąc z opieki nocnej po P., by ten zabrał małego do szpitala, co chwilę go wybudzałam, żeby całkiem nie odpłynął.

Najgorszy był jednak moment, gdy weszłam do domu i okazało się, ze Agnieszka śpi. Straciłam kotwicę. Nie miałam czym się zająć, czego się chwycić, by zachować zimną krew.

Dopóki byłam z Tymonem, musiałam być wsparciem. Nie mogłam sobie pozwolić na okazanie strachu. Potrzebował mnie silnej i spokojnej, by samemu się nie bać. A przynajmniej tego się trzymałam.

W cichym, uśpionym domu ta tama opanowania puściła.

Siedziałam przed komputerem, z telefonem w ręku, co kilkanaście sekund sprawdzając godzinę i ryczałam ze strachu, czekając na wieści, a w głowie kłębiły mi się koszmarki typu: "A jeśli dowieźli go za późno? Jeśli stracił już przytomność i musieli go podłączyć pod respirator? A jeśli on się tam dusi? Czy oni w ogóle mają szansę zbić mu tę temperaturę?"

Kiedy wreszcie zadzwonił i w tle usłyszałam śmiech i "opowieści" Tymona, kamień spadł mi z serca.

Dostał inhalacje z pulmicortu i berodualu, zastrzyki dexavenu, wzięli mu krew oraz do badania, założyli wenflon (nie obyło się bez trudności - żyły pękały z niedotlenienia) i dwie godziny po przyjęciu na oddział miał już 36,6 oraz wyglądał na gotowego na powrót do domu.

Tymon usypiający, po dawce tlenu i inhalacjach.

Dziś jest już lepiej. Nawet rozmawiał ze mną przez telefon i dokazywał. Niestety musi jeszcze zostać, nadal ma nieunormowany oddech. Z badań krwi i moczu wynika, że nie ma silnej infekcji, leukocyty i CRP nie wybiegają znacząco ponad normę. Przeraża mnie to, bo skoro tak wygląda odpowiedź organizmu Tymona na lekka infekcję, to co by było przy takiej naprawdę ostrej?


Śpioch w trakcie leczenia

I boli. Bez Tymona i P. dom jest pusty, zbyt cichy. Noże leżą blisko krawędzi a ja poprawiam je po to, by zdać sobie sprawę, ze nie muszę, bo żaden mały urwis ich nie ściągnie.

Czekam.

Oddajcie mi moje dziecko.

15 komentarzy:

  1. o matko... współczuje stresów najważniejsze że z Tymonem już lepiej nawet nie mogę sobie wyobrazić co musiałaś przechodzić... jak sie musiałaś bać... ściskam

    OdpowiedzUsuń
  2. Współczuję!!! U nas też tak zawsze jest, że jedno choruje bardziej. I miałam jeden moment, że musiałam wybrać między bliźniakami. Logika mówi jedno, serce drugie!
    Życzę zdrówka.
    Ps. Jeśli takie miewa objawy to pogadaj z lekarzem i zawsze miej w domu pulmicort i berodual (albo atrovent- ma to samo działanie). My mamy inhalator w domu (w granicach 100 zł kosztuje) i jak tylko coś się zaczyna niepokojącego dziać z Arkiem (zwykle tylko on ma takie cuda), to pierwsze co odpalam inhalator, żeby zaczął normalnie oddychać. A dopiero później myślę gdzie szukać lekarza!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My mamy inhalator. Taką śliczną żółta biedronkę :) Tylko nigdy nie używałam go inaczej jak z sola fizjologiczną. Nigdy nie musiałam... Pierwszy raz widziałam go w takim stanie...

      Usuń
  3. Wiem, że mój szloch po przeczytaniu tych słów nic Ci nie pomoże, ale cholera, nie wiem jak mam Ci pomóc a bardzo bym chciała, bo jestem matką i jeśli nie do końca wiem co przeżywasz to wyobraźnię mam ogromną. Przytulam Was mocno w myślach i całymi myślami jestem tylko przy tym byście jak najszybciej wrócili do swojej codzienności, gdzie każdy jest na swoim miejscu. Trzymaj się =*

    OdpowiedzUsuń
  4. Martas dobrze gada! Inhalacje warto miec w domu!
    A Tobie strasznie współczuję tego strachu i chorego dziecka...

    OdpowiedzUsuń
  5. Jeju. Współczuję tych przeżyć
    Cieszę się, że już lepiej i dużo zdrówka życzę

    OdpowiedzUsuń
  6. Trzymam kciuki za Tymona, niech zdrowieje i zbadają go na wszystkie strony . I rzeczywiście chyba musicie sprawdzić skąd taka nagła i ostra reakcja. Mam jednak nadzieję, że obejdzie się strachem. A Ty odpoczywaj i zbieraj siły! Niedługo chłopaki wrócą do domu, zobaczysz :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Też miałam taki dylemat :(
    Młodsza córcia odwodniła mi się podczas upałów... wylądowaliśmy w szpitalu. Niby po jednej kroplówce było ok, ale szpital 3dni trzymać musi... wzrok mojej Zuni, kiedy wróciłam do domu... koszmar mu po dziś dzień... najsmutniejsze oczy świata... (czego nie było, kiedy jechałam rodzić pozostała dwójke... jakby rozumiała, że wtedy nie miałam wyboru...)

    OdpowiedzUsuń
  8. ciężka sytuacja - a ja przez ostatnie dni ciągle czytam o maluchach z taką gorączką.
    mój sam przechodził podobną kilkanaście dni temu.

    mam nadzieję, że Tymon szybko wyjdzie do domu.

    OdpowiedzUsuń
  9. :(
    współczuje Ci strasznie ,chyba by mi serce pękało .
    mam nadzieję ,że wszyscy szybko znów będziecie razem ....

    OdpowiedzUsuń
  10. Współczuję :( Wiem, że moje słowa to nic takiego, ale wierzę, że będzie dobrze, że Tymon niedługo wróci do domu i odsuwanie noży od krawędzi znowu nabierze sensu.
    Dużo zdrówka dla malucha i siły dla Ciebie ;*

    OdpowiedzUsuń
  11. To pewnie jeden z najtrudniejszych wyborów przed którym staje mama. I niby wiesz, że innej decyzji podjąć nie mogłaś, a jednak czujesz się okropnie. Bardzo bałam się takiej sytuacji u nas, choć Eliza jest dużo starsza od Tymona. Odpukać na razie wybierać nie musiałam.
    Pogadaj może z lekarzem, dlaczego Tymon tak zareagował. Z tego co mi wiadomo, wcale nie musi być jeszcze gorzej przy poważniejszej infekcji-organizm lubi płatać różne figle niestety.
    Przykład z chorób Elizy. Zawsze zapalenie oskrzeli przechodziła z b.wysoką gorączką. Aż któregoś razu niby kaszlała, ale tak bez paniki, ale jakaś taka strasznie słaba była. Zmierzyłam Jej temperaturę a tam 35,3... Wezwałam lekarza i okazało się, że ma zapalenie oskrzeli, gdzie w życiu bym nie powiedziała.
    Trzymaj się na tyle dzielnie, na ile dasz teraz radę. I zdrówka dla Tymona.
    Ps. Widać, że wymęczony, ale przystojniak z Niego i tak :)

    OdpowiedzUsuń
  12. nominowałam Cię : http://www.mama-kubusia.pl/2013/12/liebster-blog-avard-vol-4.html :)

    OdpowiedzUsuń
  13. bidocek maleńki...żal dupę ściska jak dziecko cierpi i jeszcze ten szpital....chyba tak samo ryczałabym.

    u mnie non stop choróbska przywykłam...ale to zupełnie co innego niż szpital. straszne rzeczy przeszłaś oby Tymonem szybko wrócił do zdrowia i do domu

    OdpowiedzUsuń