poniedziałek, 9 grudnia 2013

Szpitala ciąg dalszy

Dzień drugi Tymonowego pobytu w szpitalu, a ja czuję się, jakby nie było go miesiąc. P. pociesza mnie, że Młody ma (przez większość dnia) dobry humor, bawi się, szaleje i wszyscy na oddziale się nim zachwycają.

Fajnie, ale ja potrzebuję konkretów, więc wybrałam się dziś z Agnieszką do NASZEJ Pani Doktor, żeby skonsultować sposób leczenia Młodego, dowiedzieć się o możliwość dokończenia go w domu (mamy inhalator, leki doustne Tymon przyjmuje chętnie), zapytać o dalszą diagnostykę po powrocie do domu (alergolog, badania w kierunku astmy) i pożalić się na szpitalne zwyczaje.

Okazało się, że Fortum (antybiotyk Tymona) jest przeznaczony do leczenia zamkniętego, czyli nie można go podawać bez całodobowej kontroli lekarskiej. Czyli do domu nie puszczą go wcześniej niż w piątek... Albo i później, jeśli rentgen wykaże zapalenie płuc.

No właśnie, rentgen. Chciałam uniknąć, ale zostałam automatycznie sprowadzona na ziemię. Jest konieczny po takim ataku. Trzeba sprawdzić co się dzieję w płucach, bo możliwe, że zaczęło się wirusowym zapaleniem płuc i infekcja uderzy jeszcze mocniej, gdy przejdzie w fazę bakteryjną.

Tyle co do kwestii szpitalnych

Jak już go wypuszczą, mamy się zgłosić po skierowanie do poradni alergologicznej - testy skórne, testy z krwi - żeby sprawdzić w którą stronę idzie alergia i wdrożyć leczenie. Najchętniej wysłałaby nas na Sporną, alb do CZD, ale jako, że nie mamy co zrobić z Agnieszką musi wystarczyć tutejszy alergolog. Podobno sensowny. Poza tym Berodual i Pulmicort powinnam mieć od teraz ZAWSZE w apteczce. Póki co, bo najlepsze leki dobierzemy dopiero o pełnej diagnostyce.

Z gabinetu, mimo nienajlepszych wieści wyszłam o niebo spokojniejsza.

***

Oczywiście dla równowagi personel szpitala postanowił mnie wkurzyć. Najpierw informacja, ze leki, o których nas poinformowali nie są wszystkimi, które Tymon dostaje (o Fortum dowiedzieliśmy się dopiero dzisiaj), a później przeniesienie do mniejszej sali. Nie ma to jak dwoje chorych dzieci i dwoje zmartwionych dorosłych w klitce z dużym, nieszczelnym oknem.

Najważniejsze, że jest okno...

Tymon nie dał się zbić z tropu i nadal skacze, śmieje się i czaruje pielęgniarki.

Coś bym zbroił...

Oddycha lepiej, ładnie odkrztusza ale nie ma apetytu i spadł z wagi. Podejrzewam, że boli go gardło i ciężko mu przełykać... Pielęgniarki mówią, ze nie ma powodu do histerii, ale jednak uspokoiła mnie wiadomość, że mój, domowy obiad zjadł ze smakiem. Raz, ze docenił moje starania, dwa, że przestałam się zamartwiać jego rychłą śmiercią głodową ;)

Dali mi chrupkę, żebym nie skakał.

I na koniec bonus. Krasnal usnął. Na Tacie. 


Jutro wreszcie się z nim zobaczę, bo P. chce się wykąpać, więc muszę go na godzinkę zmienić w szpitalu. :)

9 komentarzy:

  1. Siły Strzygo!!!
    I wór zdrowia dla Tymonka...

    OdpowiedzUsuń
  2. Też tak masz z tą śmiercią głodową? Uff, nie jestem sama :)
    Fajnie, że macie taką zaufaną panią doktor, która potrafi Cię uspokoić... No tak-alergicy chorują inaczej...
    Kochana Tobie spokoju i siły, a Małemu, żeby szybko do piątku zleciało. O Jezusie, ale On ma oczy....

    OdpowiedzUsuń
  3. Kurcze ,strasznie Ci współczuje ... :(
    Musicie być silni ... :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak dobrze mieć taką fajną Panią doktor, co to pogada i doradzi.

    Zaraz, zaraz... Sporna? Gdzie Ty mieszkasz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Rawie Mazowieckiej. Między Łodzią a Warszawą ;)

      Usuń
    2. Aaaaa bo w Poznaniu na spornej też alergolog :)

      Usuń
  5. Fotka z Tymonkiem w oknie...jestem rozłożona na łopatki...biedny maluszek :(
    Szybkiego powrotu do domu!!!

    OdpowiedzUsuń
  6. biedny.... oby już niedługo mógł wrócić do domku.... siły Kochana:*

    OdpowiedzUsuń
  7. ucałuj go ode mnie :*
    jutro już środa i zaraz w sumie piątek :)

    OdpowiedzUsuń