piątek, 13 grudnia 2013

Bad News

Miała być dzisiaj ostatnia notka szpitalna.
Pożegnalna.

Witająca Tymona w domu.

I chuj.

Już mi się nie chcę szukać eufemizmów, ubierać brzydkich myśli w ładne słowa.

Mam dość bycia traktowaną jak nieodpowiedzialna siksa, która nie potrafi zadbać o swoje dziecko. Dość dopytywania o każdą pierdołę, tylko po to, żeby po skończonej przez lekarkę rozmowie zdać sobie sprawę, że znowu mnie zbyła. Jakby tego było mało, patrząc na mnie, jak na wyrodną matkę.

Nie mogę patrzeć na ręce i nogi Tymona, całe w śladach po igłach. Wczoraj sześć razy próbowały mu założyć wenflon. Za każdym razem żyła pękała.

"Państwu się wydaje, że dziecko się poprawiło i to już koniec. A on jest chory, nadal ma zmiany osłuchowe, po odstawieniu berodualu się pogorszyło i musieliśmy na gwałt zapisywać z powrotem."

Może, gdyby bardziej stopniowo odstawiały Berodual, skurcz oskrzeli by nie wrócił. D. mówiła, stopniowo. A one? Jednego dnia był trzy razy dziennie, drugiego w ogóle. Nie wiadomo w jakiej dawce, bo przecież ty, matko, jesteś głupią niewykształconą gówniarą. I tak nie zrozumiesz, więc po co strzępić język na informowanie cię o dawkach leków

Może za szybko zabrały mu Pulmicort? Dexaven?

Dziś byłam o krok od wypisania go na własną odpowiedzialność, ale się boję.

Chyba już nigdy nie przestanę się bać, po tym, co widziałam w zeszłą sobotę.

8 komentarzy:

  1. brak słów na to wszystko :/ przytulam będzie dobrze choć mogę sobie wyobrazić tylko jak Twoje serce krwawi:(

    OdpowiedzUsuń
  2. Lila mając 3miesiące dostawała inhalacje z berodualu (w domu) i mieliśmy rozpisane właśnie ze stopniowym wycofywaniem się. Też bałabym się Go pewnie wypisać, ale rozumiem doskonale ile zdrowia i nerwów kosztuje Cię Jego dalszy pobyt tam...
    Co do wenflonów... Wyobrażasz sobie ciało Elizy po miesiącu wkłuwaniu się,bo pod koniec miała już tak słabe żyły, że pękały natychmiast. I jak się już w końcu poryczałam przy którymś zakładaniu wenflonu, gdzie Mała na przemian była sina, blada, purpurowa, to któraś z tym głupich pizd popatrzała na mnie tak, jakbym ryczała bo dziecko komar ugryzł. Przysięgam, że mogłabym je wtedy wszystkie pozabijać bez mrugnięcia okiem.

    OdpowiedzUsuń
  3. były chamskie nie chciało im is ę przykładać do podawania leków wolały sobie kawkę popijać w dyżurce zamiast dopilnować ale jak im człowiek zwrócić się ośmielił to pindy używają jak najgorszych argumentów by wjechać na ambicję i zatuszować własne lenistwo.

    okropnie ci współczuję nie chcę nawet sobie wyobrażać co czujesz.

    ale walcz o sowje prawa nie mają prawa tobą pomiatać nalezy się włąściwe informowanie ciebie o stanie zdrowia dziecka i o zamiarach pod kaem leczenias a nie ocenianie icębie jako matkę

    h mnie ten numer by nie przeszedł spierdoliłabym je raz i drugi chodziłyby jak w zegarku. ja nigdy nie pozwalam sobie by lekarze mnie zbywali. skandal. służba zdrowia.

    OdpowiedzUsuń
  4. No i nie wiem jak to skomentować... albo inaczej, nie chcę tego komentować, kulturę wypada zachować.
    Trzymajcie się tam :*

    OdpowiedzUsuń
  5. yh.. współczuję i trzymam kciuki za szybkie zakończenie tych zmagań z chorobą

    OdpowiedzUsuń
  6. Czytając Twój wpis jak bumerang wracają do mnie wspomnienia z naszego pobytu w szpitalu z Filipem dwa lata temu... tylko ja w końcu znalazłam w sobie tyle odwagi, by go wypisać na własne żądanie. Zanim to zrobiłam telefonicznie skontaktowałam decyzję z lekarzem prywatnym i upewniłam się, że do niego do domu będzie przyjeżdżał. Okazało się, że ma zapalenie płuc, czego nikt w szpitalu nie wysłuchał. Pozdrawiam, trzymajcie się.

    OdpowiedzUsuń
  7. kurde, szkoda, że nie możesz go skonsultować z innym lekarzem, może coś by doradził lepszego niż ten szpital.

    OdpowiedzUsuń
  8. Kurczę, niedobrze :( Trzymajcie się a ja trzymam kciuki!

    OdpowiedzUsuń