wtorek, 10 grudnia 2013

Frustracja

S: Chciałabym się dowiedzieć, o której zabieracie Tymona na rentgen. Muszę wyjść, nakarmić córkę, a wolałabym go nie zostawiać na czas badania.
P: Rentgen to instytucja dla całego szpitala. Jak będzie wolny to go weźmiemy. Zresztą, nie musi pani być obecna. Zajmiemy się nim. Niech go pani wsadzi do łóżeczka i będziemy do niego zaglądać.
S: On potrafi WYJŚĆ z tego łóżeczka! (przy czym spadłby jakiś metr w dół)
P: Nie mogę pani zagwarantować, ze będę z nim siedzieć cały czas. On się musi przyzwyczajać, że jest trochę sam.

Nienawidzę szpitali.

Ciekawe czy przemiła pielęgniarka, z która rozmawiałam własne dziecko zostawiłaby samo w łóżeczku. Albo czy ta druga odpuściłaby diagnostykę swoich wnuków, licząc, ze atak taki jak ten Tymona nigdy się nie powtórzy, a w ramach profilaktyki, ustawiając na szybkim wybieraniu numer na pogotowie ratunkowe. Chyba tak, skoro spojrzała na mnie jak na wariatkę, gdy powiedziałam, ze po wyjściu ze szpitala Tymon trafi pod opiekę poradni alergologicznej, by znaleźli przyczynę takiej reakcji.

Wkurza mnie to. Tym bardziej, że złe rzeczy mocniej zapadają mi w pamięć.

Wolałabym pamiętać tylko tę pielęgniarkę, która miała dyżur, gdy Tymon trafił do szpitala i teraz, za każdym razem gdy się u niego pojawi, daje mu naklejkę "Dzielny Pacjent". Zebrało się ich już całkiem sporo i jeśli mój Łobuz jej nie zniszczy, to schowam na pamiątkę kartkę, którą nimi wykleił.

Albo tamtą, która zabrała go do dyżurki, żeby nie siedział sam w oczekiwaniu na P. i oglądała z nim bajki. Gdy go oddawałam, płakał, ale wystarczyło bym zniknęła za drzwiami, by stwierdził, ze z nią będzie bezpiecznie i dobrze.

Trudno przełamać frustrację i wyjść z myślenia "szpital=krzywda". Skupić się na pozytywach, na uśmiechniętej twarzy Tymona, który nie boi się białego fartucha, a jedynie strzykawki w ręku pielęgniarki. Słyszeć tylko kojący głos, którym mówią do mojego dziecka, a nie jego płacz, gdy w rączkę wkłuwa się kolejna igła. To niczyja wina, że pękła żyła, ale płacz własnego dziecka omija uszy, wbijając się prosto w mózg. I boli.

A przecież w tym "wielkim, złym szpitalu", który widzę oczami zmęczonej i złej na cały świat Matki Polki, moje dziecko wygląda tak:

Świiiinka Peppa!

Co tam maaasz?

Jest impreza

Kręć i ucz się ;)


Czyli chyba nie jest mu tam tak strasznie źle, jak mi się cały czas wydaje?

***

Dziękuję. Za zdrowy rozsądek. Za przywołanie mnie do porządku, gdy jestem niesprawiedliwa i skupiam się tylko na własnych, subiektywnych odczuciach, nie dostrzegając, że w swoim zacietrzewieniu mogę sprawić komuś przykrość.

Jesteś moim wzorem, Ciociu. Mam nadzieję, że przebywając z Tobą przejmę trochę tej mądrości. Barany chyba też się uczą, prawda? ;)

4 komentarze:

  1. chyba bym tą pielęgniareczkę zabiła .

    OdpowiedzUsuń
  2. :( o zwyczajach i podejściu pielęgniarek w polskich szpitalach mogłabym napisać powieść... 3 tomy :( do tej pory jedyny szpital w którym pielęgniarki są zupełnie inne (życiowe!) na który trafiliśmy to czd... wszędzie indziej męczarnia dzieci... może kiedyś przyjdzie czas, abym napisała i o tych naszych przeżyciach...
    Póki co duuuużo siły dla Was i zdrowia dla Tymona!

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam takie podejście pielęgniarek do pacj... numeru statystycznego zalegającego w łóżku i zajmującego ich cenny czas.
    Wybacz, ale też nienawidzę szpitali. Leżenie w tym "przybytku rozkoszy" po porodzie było dla mnie męczarnią, bo byłam traktowana jak powietrze... Czemu? Bo nie dałam pani w białym kitlu kopertki z wkładem.
    Oby Tymka jak najszybciej wypuścili ze szpitala. Bieduś mały :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Znam i rozumiem doskonale.
    Po miesiącu pobytu z Elizą na gastroenterologicznym, widziałam i słyszałam takie rzeczy, że człowiekowi się nie śni... Może kiedyś o tym u siebie napisze, ale zwyczajnie-nie chcę się znowu wkurwiać, bo mimo, że zaraz minie 7lat to mam dalej te wszystkie baby przed oczami i ciśnienie automatycznie mi się podnosi :(

    OdpowiedzUsuń