wtorek, 9 kwietnia 2013

Czkawka poślubna ;)

No dobra.
Bałam się.

Nie tego, ze któreś z nas się rozmyśli. Tego, że z jakichś względów ślub i/lub wesele okażą się porażką. Że będziemy siedzieć i patrzeć na siebie. W milczeniu. Że Tymo wystraszy się obcego miejsca i dwudziestu osób naraz. Niby znanych, ale jednak do tej pory widywanych pojedynczo. Że nie będę w stanie się bawić - czy to ze względu na Tymona, czy ze względu na bycie "jedyną trzeźwą".

Tego bałam się PRZED 5 kwietnia.

5 kwietnia bałam się również.

Że się nie wyrobimy czasowo.
Że fryzura będzie nie taka.
Że rozmaże mi się robiony przez 40 minut makijaż (więc mrugałam, mrugałam jak szalona, by nie pozwolić łzom wzruszenia płynąć).
Że pierwszy taniec - naprawdę pierwszy. Nigdy wcześniej nie tańczyłam z P.
Że kolejne osoby podejdą by zatańczyć z Panną Młodą.
Że P. zgubi za dużą obrączkę.
Że Tymonowi jednak zepsuje się humor.
Że połamię nogi tańcząc coraz szybciej na śliskich kafelkach.
Że Tymon wybije zęby, biegając radośnie pomiędzy tańczącymi.
Że urodzę ze śmiechu.
Że noc się skończy.
Że Tymona obudzi muzyka.
Że pęknę z przejedzenia.
Że noc się nie skończy.

***

I mogę jedynie śmiało i z czystym sumieniem powiedzieć - ślub i wesele miałam jedyne w swoim rodzaju. Nie zamieniłabym ich na żadne inne.

5 komentarzy:

  1. :)gratulacje:) niech całe życie będzie dla was jak ślub i wesele:):):)

    OdpowiedzUsuń
  2. Gratulacje raz jeszcze,kochajcie się i rozmnażajcie bez umiaru :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Najważniejsze, że się udało i nie zamieniłabyś tych uroczystości na żadne inne - to sukces :)

    OdpowiedzUsuń