sobota, 7 września 2013

Summertime happiness

Wczoraj był dobry dzień.

Tymon wstał w dobrym humorze i pierwszą godzinę poranka spędził, bawiąc się autkami na podłodze obok łóżka. Później trochę pomarudził, ale wystarczyła kanapka i obietnica spaceru, by się uspokoił. Na placu zabaw biegał jak po własnym pokoju i nawet śmiał się do Z. gdy kręciła się koło niego (zresztą dziwię, się, że dopiero teraz, bo Z. jest przeuroczą młodą damą ;)).

Gdy wracaliśmy do domu uciekł, by bawić się kamieniami pod sąsiednim blokiem i nic go nie obchodziło, że "my już wracamy do domku, synku.". Nawet, gdy schowaliśmy się za drzewem, nie zrezygnował z zabawy, wiec musieliśmy stać tam, obserwować i czekać, aż zdecyduje się nas dogonić. Trochę to trwało, ale w zamian po powrocie padł jak kawka i spał bite dwie godziny.

Po południu wyrzucił z pudeł wszystkie zabawki i bawił się - chwilę sam, chwilę ze mną. Od czasu do czasu przybiegał i wołał "hop", więc podskakiwaliśmy, zastanawiając się, czy sąsiadom już się tynk z sufitu
sypie. I tak do wieczora, a wieczorem "Przygody kota Filemona" i sen.

Agnieszka nie była gorsza od brata. Co prawda w ciągu dnia niemal w ogóle nie spała, ale prawie nie terroryzowała o noszenie na rękach. Trochę pogruchałą do siebie, trochę poleżała w łóżeczku/wózku/na kanapie, trochę poprzytulała się podczas karmienia. I ślicznie się uśmiechała.

Wieczorem zaś zasnęła, gdy tylko zgasło światło i popłynęły pierwsze nuty ulubionej kołysanki.

Doprawdy, nie wiem jak to się stało, że padłam razem z dziećmi i obudził mnie dopiero Tymon płaczący o nocną porcję mleka...

1 komentarz:

  1. i takie dni są piękne:)
    wiesz ja też teraz łapie się na tym że dawniej myślałam tylko ile jeszcze godzin do spania Młodego a teraz naprawdę fajnie mi się z nim spędza czas:)

    OdpowiedzUsuń