środa, 30 października 2013

Wróciłam

Ponoć moment, gdy w naszym życiu pojawia się dziecko jest jednocześnie momentem, gdy kończy się nasza swoboda i spontaniczność. Bo wszystko trzeba zaplanować, oczywiście z minimum tygodniowym wyprzedzeniem.

Jest tak? U Was?

U mnie dnia 17 października o godzinie 15:30 zadzwonił telefon:

"Jak chcesz jechać do swojej mamy, to się pakuj, o 18 ruszamy."

I ruszyliśmy. Na wariata, ale jakoś tak pewnie, z torbą w której zabrakło jedynie rożka Agnieszki (bo się nie zmieścił) i musującej wersji energetyka Piotrka, bo jakoś mi nie przyszło do głowy, że mój uzależniony od napojów energetycznych mąż mógłby tej tubki potrzebować (przetrwał, nawet żywotnie wyglądał). Mimo braku planów i wyjść awaryjnych, wszystko poszło jak z płatka i bezstresowo.

Nawet pochłonęłam cheeseburgera w Macu. Jakże byłam rozczarowana, gdy okazało się, ze moje marzenie z ostatnich tygodni zwyczajnie mi nie smakuje ;)

Wróciliśmy dzisiaj. Ja z żalem, który nieco osłabł gdy weszłam do naszego mieszkania.

W duchu lizę, że to nie ostatni taki spontan :)

5 komentarzy:

  1. Już z 2 letnim dzieckiem można spontanicznie, szybko coś zdziałać :) Nawet 10 min przed samym wyjściem wrzucić majteczki i rajstopki na zmianę w razie co... Ale w lutym znów pojawi się noworodek w domu... Dopóki mogę, korzystam na maxa!!! A później plany nie raz szlag trafi, a bo to katar, kaszel, ząbki, kolki i jeszcze inne różne cudawianki :-p

    OdpowiedzUsuń
  2. Wczoraj tu do Ciebie zaglądałam czy już wróciłaś... Też tak mamy, ale niestety zwykle zapominam więcej rzeczy :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Aż takich spontanów to u nas niet... bo moją mamę mam pokój obok, a do teściów aż tak mi się nie śpieszy :P

    OdpowiedzUsuń
  4. ooo czyli to było spowodowane nieobecnością a ja już jakieś czarne scenariusze układałam:/ cieszę się ze miło spędziłaś czas....

    OdpowiedzUsuń