czwartek, 30 stycznia 2014

O bolesnych rozstaniach raz jeszcze

Dawno, dawno temu, gdy dzieci nie miałam jeszcze nawet w planach i mieszkałam z rodzicami zdarzało mi się czytać reportaże o zrozpaczonych matkach, którym mąż - zazwyczaj cudzoziemiec - wykradł dziecko. Załamywałam wtedy ręce, współczułam nieszczęsnej kobiecie, a jedyną krytyczną myślą (szybko zresztą tłumioną) było pytanie: "Po co się wiązała z Turkiem/Arabem/Murzynem".

Do głowy by mi wtedy nie przyszło, żeby zagłębiać się w sytuację i spróbować się postawić na miejscu "porywacza". "Dziecko powinno być z matką!" warczałam w duchu. W końcu je urodziła, własną piersią wykarmiła, nikt go tak jak ona nie kocha. Co w ogóle facet może wiedzieć o dzieciach?

Później jednak wyprowadziłam się z domu, zmieniłam środowisko i zaczęłam odkrywać, że choć "mama to nie jest to samo, co tato", ojcowie wcale nie są rodzicami drugiej kategorii.

Okazało się, że dziećmi potrafią się zajmować na równi ze swoimi partnerkami. Że mają z nimi niesamowitą więź. I najważniejsze: że serca im pękają, gdy po rozstaniu zostają sprowadzeni do roli bankomatu, a kontakt z dziećmi mają dwa razy w miesiącu. Jeśli w ogóle, bo w przypadku, który obserwowałam "na żywo", matka obrała za punkt honoru uniemożliwienie ojcu choćby zobaczenia maluchów.

Dzieci wiecznie były chore (czego nie potwierdzał znany przecież ojcu pediatra), albo "nie chciały się spotkać". Telefon tonął w akwarium, bo "mały się nim bawił i upuścił". Na maile odpowiedź przychodziła po tygodniu, miesiącu, a jeśli temat był niewygodny - wcale.

Kiedy wreszcie, po miesiącach uników, pozwoliła przekazać (w drzwiach, przez próg) prezenty gwiazdkowe mały wrzasnął: "Widzisz! Tata wcale mnie nie zostawił!", co dało jej pretekst do ponownego odseparowania go, bo "buntujesz dzieci przeciw mnie!".

Jednocześnie do sądu trafiały pisma szkalujące walczącego o prawo do wychowywania dzieci ojca. Żądania odebrania mu praw rodzicielskich jako alkoholikowi i damskiemu bokserowi, wnioski o przeprowadzenie badań psychiatrycznych... Wszystkie kończące się werdyktem na korzyść ojca, co jednak nie przeszkadzało z urzędu ograniczyć mu praw rodzicielskich, a maluchy zostawić przy matce, bo to z nią mieszkały przez trzy lata, które upłynęły od rozstania do orzeczenia rozwodu.

Łatwo mi stanąć po stronie ojca, który przez dwa lata próbował odzyskać córkę, najpierw legalnie - angażując kuratora sądowego i policję - a gdy to zawiodło, w akcie desperacji zaczął działać na własną rękę. Zwłaszcza, kiedy widzę roześmianą buzię dziewczynki na najnowszych zdjęciach.

Jednocześnie mam świadomość, że dwoje znanych mi dzieci mimo autentycznej radości ze spotkania z ojcem, po trzech dniach zaczynało tęsknić za matką i popłakiwać po kątach. Do tego nikt tak naprawdę nie ma pewności, czy w tej rodzinie rzeczywiście panowała przemoc. Problem z kłamstwem jest taki, że gdy raz Cię na nim przyłapią, później nie wierzą Ci nawet, gdy mówisz prawdę. Mama Crystal wykopała pod sobą głęboki dołek...

I ostatecznie: sama jestem matką. Nie wyobrażam sobie nawet, co by się ze mną działo, gdyby ktoś próbował odseparować mnie od moich dzieci. Nie sądzę, by wyrok jakiegokolwiek sądu miał dla mnie w takiej sytuacji znaczenie i by istniała granica, której bym nie przekroczyła, by być przy nich.

A Wy?

12 komentarzy:

  1. a gdyby ojciec Kuby spróbował kiedykolwiek zabrać mi Kubę ,zamieniłabym jego życie piekło ,a sama z Kubusiem zniknęła daleko . :) o :)

    OdpowiedzUsuń
  2. ja również uważam, że nagłe, całkowite odseparowanie ojca od dziecka ( bo przecież się już nie kochamy z tatusiem !...) to istna głupota i brak jakiejkolwiek empatii. Ojciec ma takie samo prawo jak matka, ojciec wiele wnosi w wychowaniu dziecka , nawet jeżeli robi 1/4 tego co matka robi koło swojej pociechy, Nieraz było mi naprawdę żal tych protestujących ojców w wiadomościach, który jedynie chcą uczestniczyć w życiu swoich dzieci...Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie rozumiem tego... Nie rozumiem jak nagle można dziecko pozbawić taty, tylko dlatego, że rodzicom coś się nie ułożyło. W rodzinie miałam taką sytuację, o tyle przykrą, że ojciec na weselu własnego syna nie był uwzględniony w podziękowaniach i siedział na krańcu stołu, a miejsce taty zajmował ojczym.

    OdpowiedzUsuń
  4. powiem ci coś kiedyśzaliczyłam poważny kryzys z mężem, był już pozew napisany prawnik nagrany, mieszkaliśmy osobno ( mieszkanie które wynajmowaliśmy zwolniliśmy) ja byłam samotną matką zaś on tatusiem dochodzącym.

    zawsze kiedy z nim rozmawiałam przez tel najpierw uparcie gadała o dziecku mimo że nie chciał tego słuchać, potem zaś wydzwaniał sam i ogrqażałsię że porwie dziecko i zabierze mi Tomusia ( wtedy był tylko Tomuś)

    potem z biegiem dni dostrzegłam że Tomuś.....szuka taty pyta gdzie tata, * tatuś był jużdochodzący) i pierwsze kroki robił w stronę taty.....

    później po czasie zeszliśmy isęz powrotem. to był najcięższy kryzys u kubełzimnje wody dla niego bo kiedy zobaczyłco może stracić to zrozumiał swó błąd.

    w razie rozsrtania nidy nie utrudniałabym kontsktów z dzieckiem. żadnych i byłyby telefony z info o dziecku i mogłby widywać.


    później po czasie po tym wszystkim jakoś takie przemyślenie mnie naszło - te jego telefony....kiedy wygrażał że go porwie że mi go zabierze.....to była jakaś swojego rodzaju walna zainteresowanie dzieckiem......gdyby nie dzwonił wcale i nie interesował się nim....gorzej by było.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podziwiam, ze byliście w stanie do siebie wrócić... I fakt, milczenie byłoby gorszym znakiem...

      Usuń
  5. ciężka sprawa bo kij ma zawsze dwa końce....ale uważam ze tata też ma prawa i nie powinien byc odrzucany jak ten zły i wszystkiemu winny

    OdpowiedzUsuń
  6. często trudno o prawdziwie sprawiedliwy osąd sytuacji

    OdpowiedzUsuń
  7. Też sobie nie wyobrażam, że ktoś mi zabiera dziecko i nie pozwala się z nim zobaczyć. I wcale nie jestem zdania, że w takiej sytuacji matka ma zawsze rację - bywa różnie, czasami ciężko właściwie ocenić sytuację, zwłaszcza z zewnątrz.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja pierniczę, taki długi komentarza napisałam i go wcięło :(((((( Fuuuuuuuck!
    Wejdę wieczorem i napiszę, bo się wku... :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Napiszę tak- jak każdy rodzic do szaleństwa kochający swoje dzieci, nie wyobrażam sobie rozstania z Nimi, i myślę, że płeć nie ma tu żadnego znaczenia. Mam i tata mogą kochać dziecko tak samo mocno, choć ta miłość będzie zawsze się różniła, ale to nie znaczy przecież, że ojcowie kochają mniej, gorzej... Gorzej to Oni mają przy rozstaniach/rozwodach, bo nadal, o ile w ogóle kiedykolwiek, to nie będzie takie oczywiste- dzieci zostają z mamą. I już. I czasami to są wielkie dramaty, bo nawet wśród naszych znajomych mam kilka przykładów tego, że te niby bardzo kochające mamy, bardzo dziwnie rozumieją "dobro dziecka". I dla "dobra dziecka" funkcję taty, który do tej pory był ważną osobą w życiu ich wspólnych dzieci, ograniczają do comiesięcznego przelewania odpowiedniej kwoty na konto, która zawsze jest za mała. Bo przecież taki tata po rozstaniu jeść nie musi, ubrać się nie musi, opłat to w ogóle nie ma, On musi dawać tylko kasę na dzieci. Najlepiej całą.
    I ostatnio okazałam się parę razy nielojalna wobec własnej płci, bo krew mnie po prostu zalewała, kiedy słyszałam z ust moich koleżanek, ogólnie fajnych babek, głupoty takie, że dłużej już słuchać tego nie mogłam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest w ogóle trudne. Znam przypadki, gdzie matka po rozstaniu odcinała dziecko. Znam też takie, gdzie ojciec zawijał się i znikał. W nosie miał nie tylko alimenty, ale też syna. Dla mnie to jest nie do pojęcia, jak można odwrócić się od własnego dziecka. Ale najbardziej dobijającym mnie przypadkiem był ten, gdzie matka rozwodząc się zostawiła córkę - roczną wtedy - ojcu, razem z papierkiem że ona się jej zrzeka i ma ja w nosie. Znikęła na trzy lata, nie płaciła alimentów, nie odzywała się, tylko na portalach społecznościowych pojawiały się od czasu do czasu jej zdjęcia z craz to nowymi facetami. A jak juz ogarnęła się życiowo i znalazła faceta na dłużej niż kilka nocy, założyła ojcu sprawę o odebranie praw rodzicielskich. Po trzech latach. Gdzie córka w ogole jej nie pamiętała, bała się jej, skarżyła się po wizytach u niej, że "mama" i jej facet na nią wrzeszczą, potrafią uderzyć.

      Usuń
    2. Znam podobną sytuację, tyle, że tam chodziło o chłopca, i miał trochę więcej niż rok... Mało tego-znałam tą kobietę i w życiu nie podejrzewałabym Jej o coś takiego. Tamten chłopiec był z tatą też chyba koło 3-4lat, dziś znowu jest z mamą, ale nie wiem w jakich okolicznościach to się stało, nie chcę nawet wiedzieć, bo nie rozumiem... Może jestem konserwatywna, zacofana... ale o ile potrafię sobie wyobrazić, że facet zostawia dziecko i ma w dupie, o tyle, że robi to matka- no kurwa, tego nigdy nie ogarnę.
      Ciężki, złożony, wielopłaszczyznowy problem...
      Sporo naszych znajomych się rozwiodło, ale tylko jedna para zrobiła to z klasą- ta, która nie miała dzieci... Prawdziwe? Na pewno bardzo przykre. Przecież większość tych dzieci to nie przypadkowe wpadki, ale dzieci chciane, poczęte z wielkiej miłości...

      Usuń