poniedziałek, 20 stycznia 2014

(Prawie)dwa lata

Kilka godzin w kuchni. Trochę syczenia i warczenia. Dwukrotnie załamane ręce (Tymon cały od dżemu oraz Agnieszka z guzem wielkości śliwki węgierki). Pół godziny niecierpliwego wiercenia się na fotelu w oczekiwaniu na pukanie do drzwi.

I...

Prezenty!

Na pierwszy ogień dwa samochody - jeden większy od drugiego. Przy czym ten mniejszy z pilotem (już bez antenki ;)). Za to wieczorem, gdy goście już poszli odkrył rzucone na biurko puzzle. Godzina układania, rozwalania i znów układania. A na koniec dwa puzzle zabrane do łóżka zamiast przytulanki. Miłość przeogromna.

Ale zanim pokochał puzzle, musiał rozprawić się z tortem.

Były więc dwie świeczki, zdmuchiwane nieskończoną ilość razy. Najpierw dmuchaliśmy my. Tymon patrzył na nas ze stoickim spokojem, ignorując prośby i zachęty odnośnie pomyślenia życzenia. A kiedy już poddaliśmy się, zdmuchnęliśmy dwa płomyczki, a ja sięgnęłam po nóż, Tymo zmienił zdanie i zafundował nam pięciominutowy pokaz.

Tylko Agnieszka większość popołudnia była bez humoru i nie bardzo chciała się bawić z gośćmi.
Czyżby pierwsza zazdrość? ;)

 Tymonku, zaraz przyjdą goście i wyciągniemy tort...

 Pezienty!!!

Jeszcze jej nikt nie powiedział, że zaraz będzie impreza ;)

6 komentarzy:

  1. Oj jak ja Tymona rozumiem, też lubię dostawać prezenty :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja bym powiedziała, że to pierwszy niemy foch :)
    Sto lat Tymon! Zdrowia, uśmiechu i górę prezentów!

    OdpowiedzUsuń
  3. no no impreza widzę udana prezenty trafione czego chcieć więcej:)

    OdpowiedzUsuń
  4. ha ,bo królowa jest tylko jedna ! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. 100 lat dwa dwulatka :D A Agnieszka jak dorośle wygląda, szok normalnie!

    OdpowiedzUsuń