poniedziałek, 27 stycznia 2014

Taś-taś, tasielku

"Tasielek" to jednak fajna sprawa.

Na zewnątrz -8 i śnieg. Wczoraj wieczorem, przy temperaturze -9, łzy mi w oczach zamarzały.

Tymon woła: "Na pacier! Da dór!".

Normalnie moim obowiązkiem byłoby spełnić te niedorzeczne żądania. Bo odporność, bo świeże powietrze, bo dziecko potrzebuje ruchu (matka w sumie też), ale jest "tasielek", który mimo zapewnień pani Doktor, że "pięć dni i będzie zdrowy" ma się całkiem dobrze.

Mój ratunek.

"Nie możemy iść na spacerek, Tymonku. Jesteś jeszcze chory. Jak będziesz ładnie pił syropki, to niedługo wyzdrowiejesz i wtedy pójdziemy na dwór"

Za to widok z okna mamy piękny ;)



7 komentarzy:

  1. Widok z okna cudo... ale i tak nie zachęca. Myślisz, że Tymek da się nabrać długo na kaszlową wymówkę?

    OdpowiedzUsuń
  2. podziwiam ze Tymon tak spokojnie przyjmuje odmowę ! Przemek pewnie by próbował sforsować drzwi wyjściowe. Widok z okna cudny

    OdpowiedzUsuń
  3. wczoraj byłam z nimi przy -10 na sankach......choć tylko pół godziny. Michałek w tych warunkach.....usnął przytulony do brata.

    ostre hartowanie trwa. zabierany jest też kiedy idę po starszaka do przedszkola. wczesne popołudnie pełne słońce to i te -10 znośne.

    OdpowiedzUsuń
  4. Kurcze, a katarek nie ma takiej mocy jakoś... ;) No, przy zakatarzonym nosku i -20 nie wyszłyśmy, ale już w sobotę wybraliśmy się z Zochą na pobliską Syberię (do Supraśla), i przy, bagatelka, -16 przeszliśmy się pooddychać uzdrowiskowym powietrzem. I to bynajmniej nie nadgorliwość, czy jakaś samowolka - z przykazania lekarza, by normalnie wychodzić, spacerować ile się da, skoro nie marudzi i nie ma gorączki. Noooo jak tak, to my "normalnie" wychodzimy.

    Choć te "normalnie" nieco mi przypomina kawał z brodą, jak to dzwonił kolega z Moskwy, do kolegi gdzieś hen, na dalekiej Syberii:
    - Te, Wania, jak wy sobie radę dajecie? podobno piekielnie zimno tam u was?
    - A jakoś dajemy, ot, no parę stopni poniżej zera tu jest, ale znośnie.
    - Trochę? Toć mówili, że u was -40!
    - Aaaa, tak, ale to na podwórku...

    To niech tasielek się tasie, byle się nie panoszył za bardzo :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Na szczęście mojemu dziecku odechciewa się "tasielku" jak mu przypomnę że przecież MUSIMY sie baaaardzo grubo ubrać :D czego namiętnie nienawidzi;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Moje latają po parku mimo tasielku, ale ja wyrodna matka jestem i ciągam dzieci po mrozie :) Niestety argument o grubym ubieraniu u mnie nie działa bo młoda wprost uwielbia się ubierać i przebierać. Zupełnie nie wiem po kim to ma.
    Widok macie przepiękny!!

    OdpowiedzUsuń