wtorek, 4 lutego 2014

Kiedy zaczyna się przemoc?

Najbardziej pamiętamy rzeczy skrajne.

Kawał kabla, nazywany "Rzemieniem", klęczenie na grochu za nieodpowiednie zachowanie w kościele i przewrócony stół. Przy czym "Rzemieniem" chyba tylko raz któreś z nas dostało.

Taka normalna przemoc, której sprawcy wcale się przemocowcami nie czuli.

Przecież nie było tak, żebyśmy chodzili z podbitymi oczami i plecami w pręgach, albo żeby każdy dzień kończył się bliskim spotkaniem z pasem. Nikt nas nie katował. Było tylko dużo krzyku i gróźb, rzadko wprowadzanych w życie.

Niby nic, a jednak z dzieciństwa najlepiej pamiętamy strach, bunt i obietnice: "Ja będę lepszym ojcem.", "Nie będę krzyczała na swoje dzieci za każdą pierdołę.", "Nie będę bić.", "Nie będę straszyć.".

Kiedy pojawia się dziecko, początkowo, wszystko wydaje się łatwe. Jest maleńkie, kochane, bezbronne. Nieświadome, że jego płacz czasami budzi frustracje i męczy. Nawet nie przychodzi do głowy, że możnaby na nie za to krzyknąć. Wszystkie noworodki i niemowlęta płaczą, więc byłoby to jak złościć się na kogoś za to, że oddycha.

Tyle, że dzieci rosną, a rosnąc robią się coraz mądrzejsze. Już nie działa zasada "ono nie wie, że tak nie wolno/to boli/to niebezpieczne". Próbujesz tłumaczyć, ale szybko okazuje się, że w momencie, gdy ty produkujesz się, podając powody, dla których dziecko ma czegoś nie robić, ono jest już w drugim końcu mieszkania i... tak... znowu łamie panujące w domu zasady. I w nosie ma Twój stanowczy, ale spokojny ton oraz to, ze jesteś konsekwentna w swych wymaganiach względem niego.

Próbujesz przez jakiś czas, ale jesteś coraz bardziej zniechęcona i dość szybko zamieniasz spokojne tłumaczenie na krótkie: "NIE!". Najpierw mówione normalnym tonem, później coraz głośniejsze, aż w końcu dochodzisz do poziomu krzyku.

"Nie ruszaj."
"Nie bij!"
"NIE WOLNO!"

Jednocześnie czujesz się winna, bo masz wrażenie, że przez cały dzień nie robisz nic oprócz warczenia na własne dziecko. Jesteś sfrustrowana, zmęczona i czujesz się złą matką, bo przecież nie tak miało być. Miałaś być inna, a wrzeszczysz tak samo, jak Twoi rodzice. Mimo, iż pamiętasz, jak nie lubiłaś tego krzyku i, że nie dawał on wcale wymiernego efektu. Tylko strach i bunt. Poczucie krzywdy.

Niektórzy posuwają się krok ("Zrób tak jeszcze raz, a Ci przyleję!") lub dwa (pierwszy, a później zazwyczaj kolejne, klaps) dalej.

Tak, to jest straszne.

Przemoc siedzi w nas głęboko. Nie chcemy jej, wiemy, że to zaklęty krąg, ale jak się wyrwać?
Ile z nas odważyło się poprosić o pomoc psychologa? Zapytać jak radzić sobie z frustracją? Wygadać się komuś, kto patrzy całkowicie obiektywnie?

Nie, forum internetowe, nie zastąpi rozmowy w cztery oczy.

Dla swojego dziecka i dla siebie.

5 komentarzy:

  1. Nie byłam bita... Ale te krzyki - one czasami ranią bardziej niż pasek. Wydaje mi się, że kiedy nasza frustracja osiąga pewien pułap to musimy się wyładować... A często to dziecko jest najbliżej to ono przyjmuje "ciosy".

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie podniosłam jeszcze ręki na swoje dzieci, mam nadzieję ,że nigdy do tego nie dojdzie, że będę na tyle silna. Liczę do 10 i wychodzę , żeby ochłonąć. Przypominam sobie swoje bardzo smutne dzieciństwo i wracam do dzieci z uśmiechem i nowym podejściem. Pozdrawiam serdecznie. Będę zaglądała :)

    OdpowiedzUsuń
  3. prawda, prawda - trzeba mieć samego siebie na oku

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja znowu mam bardzo słabą cierpliwość staram sie z tym walczyć oczywiście. Ale z domu wyniosłam wrzaski i tak już zostało. Rzadko jestem doprowadzana do skrajnych emocji, ale czasem sie to zdarza i wtedy pozostaje przeprosić maluszka za słabość rodzica...Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. No to jakbyś opisała moje ostatnie dni... Nie wiem czy się cieszyć, czy nie, ale jestem "przed klapsem", ale czasami mam wrażenie, że moja cierpliwość wisi już na tak cienkim włosku, że cieńszy być nie może...
    No właśnie-taka sytuacja, kiedy masz przed sobą duże dziecko-niby rozumie co mówisz, bo mówisz to tysiąc razy dziennie, a Ono dalej to samo... No błagam-ile można?!

    OdpowiedzUsuń