czwartek, 15 stycznia 2015

Tough Love


Nie biją się! Nie biją się!

Żyję w strefie działań wojennych.

***

Dziś rano.

Tymon z rozpędu wbiega w układającą tory Agnieszkę (rok temu dostali od Cień piękną kolejkę). Ona wydaje z siebie krótki płaczliwy krzyk, po czym chwyta pierwszą zabawkę z brzegu i precyzyjnie wymierza cios w głowę brata. Tym razem był to jeden z drewnianych torów. Poprzednio ciężka i twarda grająca kierownica. Jeszcze wcześniej wieża z klocków.

Jedną ręką przytrzymuję wierzgającą córkę (dalej by tłukła), drugą rozgoryczonego, zapłakanego Tymona (który przecież zaczął tę bójkę). W miarę spokojnym, acz podniesionym głosem - przecież normalnego nikt w tym wizgu nie usłyszy - wygłaszam przemówienie umoralniająco-tłumaczące.

Tymon daje Agnieszce buziaka na przeprosiny. Ona skrzeczy.

Wracają każde do swoich spraw.

***

Przed chwilą. Tymon bawi się autkami. Agnieszka najpierw bezskutecznie próbuje wyrwać mu jedno z nich. Rozzłoszczona niepowodzeniem z całej siły szarpie go za włosy. On z głośnym płaczem popycha ją na szafkę. Agusia chwyta grzechotkę (chciałoby się rzec "Młot Zniszczenia") i...

Wpadam między nich zanim rozpocznie się regularna walka. Uspokajam rannych, urządzam pogadankę z agresorami. Zabawne, ze oznacza to dokładnie te same osoby.

Okazuje się, że o podziale zabawek można rozmawiać, zamiast od razu sięgać po broń. Agnieszka siedzi na kanapie w palcach ściskając zdobyte autko. Tymon jeździ jej po nogach tymi, które mu zostały.

***

Nie przerażają mnie wojny między rodzeństwem - sama takowe przechodziłam.

Do dziś pamiętam, jak A. barykadowała się na fotelu i kopała wściekle każdego, kto się zblizył. Albo jak M. mnie zdzielił, a ja za karę wbiłam mu palce w kark i przeprowadziłam z głowę przy ziemi przez cały pokój. Że musiało boleć? Mnie też bolało.

Walczyliśmy o wszystko. Zabawki, słodycze, uwagę rodziców.

Mama obserwowała nas z boku, reagując tylko w sytuacjach zagrożenia zdrowia i życia. Tłumaczenie po pewnym czasie uznała za bezcelowe, choć zdarzało jej się apelować do naszych uczuć, rozsądku lub inteligencji.

Tak naprawdę - jednak - wszystko było w porządku.

Mogliśmy się tłuc w domowych pieleszach, prowadzić wojnę pozorowaną, ale gdy któremuś z nas działa się krzywda, reszta stałą za nim murem. A. mogła mi się wypłakać na ramieniu (i robiła to, gdy czuła taką potrzebę). M. był cierpliwym słuchaczem, gdy tego potrzebowałam. Nie zawsze się zgadzaliśmy, ale mogliśmy, i nadal możemy, na siebie liczyć.

I to jest jedyna rzecz, którą staram się zaszczepić w moich dzieciach

***

Jestem też TUTAJ.

2 komentarze:

  1. Ależ łobuzica z tej Agnieszki ;) Ja też pamiętam moje walki z siostrą: lalki latające z czwartego piętra, zamykanie w łóżku, bliznę po kremie Nivea na mej własnej skroni. Ale zawsze stałyśmy za sobą murem.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak to mówią, kto się czubi, ten się lubi :)

    OdpowiedzUsuń