niedziela, 8 września 2013

Z placu boju

W myśl zasady, ze pochwalenie się bezproblemowym dzieckiem sprowadza kłopoty, ostatnie dni mijają pod znakiem placu zabaw, skakania ("op!"), "Przygód Kota Filemona" i "Małych Einsteinów". Wszystko razem. Najlepiej za rękę lub siedząc u mnie na kolanach. Próby odstawienia i ogarnięcia czegokolwiek poza Tymonową rozrywką skutkują rozpaczliwym szlochem. Zresztą szloch przewija się nawet, gdy jestem w pełni zaangażowana, potrzeby wszelkie odgadywać się staram i na rzęsach staje wymachując w powietrzu kopytami...

Winni? Cztery kły wyżynające się jednocześnie.

Tak więc powitałam się na nowo z butelką - posiłki podawane Tymonowi MUSZĄ mieć konsystencję zupy-kremu - i gryzakami. Przy czym "częstowanie" cierpiącego dziecka gryzakami nie gwarantuje, iż zostawi ono w spokoju meble (od dwóch dni próbuje obkorować mi biurko). Ale kto by się przejmował . Ostatecznie w czasie, gdy skrobie zębami jest cicho, czego nie można powiedzieć o chwilach, gdy próbuję go od tej czynności odwieść.

Pozostaje mi mieć nadzieje, ze trójki przebiją się zanim Tymon zmniejszy powierzchnię biurka na tyle, by trzeba było kupić nowe...

2 komentarze:

  1. czytając ten opis cieszę się że u nas to ząbkowanie szło dość łagodnie........

    OdpowiedzUsuń
  2. Może daj swojemu borsukowi kawałek drewna do skrobania:D Oj współczuję, ale pocieszaj się, że lada dzień i będzie znowu spokój;) Przynajmniej na jakiś czas..

    OdpowiedzUsuń