poniedziałek, 2 września 2013

"Jak Ty się zachowujesz!?"


Należę do pokolenia dzieci, które miały być cicho. Miały być GRZECZNE. Nie krzyczeć w trakcie zabawy, nie biegać po pokoju (własnym rzecz jasna - bieganie po całym mieszkaniu to jednak przesada), nie odpowiadać agresją na agresję, nie przynosić wstydu...

Kiedy miałam jakieś dziesięć-dwanaście lat pokłóciłam się z "przyszywanym" kuzynem. On powiedział kilka przykrych słów, ja się odszczeknęłam. Wywiązała się słowna przepychanka i nagle jemu zabrakło argumentów. Słownych. Żeby nie dać mi ostatniego słowa, szczeniak napluł mi w twarz. Było lato, było gorąco. Chłopcy biegali bez koszulek. Nie zastanawiałam się nawet sekundy. Odwinęłam się i z całej siły trzepnęłam go przez spalone słońcem plecy.

Oczywiście pobiegł z płaczem poskarżyć się rodzicom. Moja Mama nie chciała słuchać tłumaczeń. Oberwało mi się (słownie) przy wszystkich obecnych tam osobach. Kuzyn nie usłyszał ŻADNEJ reprymendy. Nie mówię, że to co zrobiłam było dobre, ale, kurcze, on też nie był bez winy. Ochrzan należał mu się tak samo jak mi...

Kiedy wracaliśmy już do domu, powiedziałam to głośno. Zarzuciłam Mamie, że mnie nie broniła i ważniejszy jest dla niej kuzyn. Nie uwierzyłam wtedy w jej zapewnienia, że to ja jestem na pierwszym miejscu. Jakżebym mogła, po całej tej sytuacji?

***

Sąsiedzi, znajomi, obcy ludzie. Wszyscy oni patrzą i oceniają, więc MUSISZ pokazać, że panujesz nad sytuacją. Że potrafisz wychować własne dziecko.

Nie może krzyczeć.
Nie może skakać.
Nie może płakać.
Nie może "pyskować".
Nie może się odzywać, "gdy dorośli rozmawiają".

Musi powiedzieć "dzień dobry". Nieważne, że się wstydzi i boi wąsatego sąsiada.
Musi dać buziaka każdej ciotce, nawet, jeśli pierwszy raz ją widzi.
Musi być posłuszne i pokorne.
Musi się uśmiechać, gdy je o coś pytają i natychmiast odpowiadać.

Jeśli tego nie robi, Twoim obowiązkiem jest je skarcić. Natychmiast. Tak, żeby wszyscy słyszeli, bo wtedy nie będzie wątpliwości, czy na pewno zareagowałaś. Nieważne, że dla dziecka ta reprymenda to mały koniec świata. Trzeba je dobić obecnością świadków. Przecież nadal żyjemy w świecie "co ludzie powiedzą".

To było, i w wielu rodzinach nadal jest, normalne.

***

Każdy ma czasem ochotę walnąć pięścią w ścianę lub rzucić grubszym słowem.
Każdy od czasu do czasu zapomni się w zabawie.
Każdy poczułby się upokorzony, gdyby go publicznie ukarano. Nieważne - słownie, czy klapsem. Zresztą, który dorosły dostaje klapsa?

Dlaczego my zasługujemy na szacunek, a nasze dzieci nie?

***

Tymon krzyczy, biega, od niedawna skacze. Nie zawsze mi się to podoba (patrz. szósta rano, pierwszy skok na matczyny brzuch). Nie zawsze zatrzymam w sobie cisnące się na usta: "Przestań!".  Jednak staram się, bo wiem, że ten krzyk, to bieganie i skakanie są mu potrzebne, żeby rozładować energię, ale też jako sposób na poprawę koordynacji ruchowej i ćwiczenia - wstęp do mówienia, do trzymania równowagi, a za jakiś czas pewnie do jazdy na rowerze.

Tymon bywa sfrustrowany i zbuntowany. Rzuca się na podłogę, krzyczy, płacze, próbuje nas bić. Na trzy pierwsze formy ekspresji pozwalam (choć nie jestem nimi zachwycona), czwartą próbuję zastąpić i idzie mu coraz lepiej. Z każdym dniem więcej jest sytuacji, gdy zamiast uderzyć mnie, sfrustrowany Tymon uderza otwartą ręką w stół lub kanapę. Wolno mu, bo tego potrzebuje. W końcu dopóki nie nauczy się mówić, nie ma sposobu by powiadomić nas o tym co mu przeszkadza i co mu się nie podoba...

Jeszcze nie dotyczy nas kwestia publicznego karcenia i wiem, że mogą pojawić się sytuacje, które mnie przerosną. Nie raz tak było, odkąd Tymo pojawił się w moim życiu. Ale założenie jest jak ze wszystkim - nie czyń drugiemu, co Tobie niemiłe - i będę się starała wychowywać moje dzieci bez świadków. Bo czy naprawdę tak trudno odejść kawałek i na spokojnie, bez karcącego wzroku oburzonej sąsiadki, wytłumaczyć maluchowi, że nie powinien bawić się w berka akurat na jej grządce z marchewką?

8 komentarzy:

  1. Mądre słowa, ale nikt nie jest idealny, oby nam się zawsze udawało odpowiednio reagować na występki naszych pociech;)

    OdpowiedzUsuń
  2. oj skąd ja to znam.... Wiesz ja w sprawy między dziećmi staram się nie interweniować chyba że faktycznie sypią się iskry. Ale sama odczuwam jak to społeczeństwo wymaga czegoś ode mnie w sprawie wychowywania mojego synka:/

    OdpowiedzUsuń
  3. tak bardzo się z Tobą zgadzam i mam ogromną nadzieję, że będę potrafiła odejść na bok i wytłumaczyć synkowi wszystko na spokojnie, co ludzie powiedzą mnie nie rusza, wprost przeciwnie wkurza mnie strasznie wtrącanie się obcych w to jak powinnam postępować z własnym dzieckiem. Mam więc nadzieję że odejde na bok nie tylko po to by wytłumaczyć coś na spokojnie synkowi ale i po to by ... nie przygadać komentatorowi żeby się nie wtrącał ;-)

    OdpowiedzUsuń
  4. oh, tak. ludziom (obcym) się wydaje, że dzieci powinny chodzić jak w zegarku.

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetne, dojrzałe spojrzenie i pełna akceptacja dla różnorodności emocji. Post, który genialnie przekazuje to,co czasami myślę :)

    OdpowiedzUsuń
  6. No właśnie... Ja też należę raczej do tych co osobie postronnej zwrócę uwagę by się nie wpychała z buciorami, niż krytykowała zachowania dziecka bez wiedzy o tym co ma mi do powiedzenia.

    Może zainteresuje Cię to co ja napisałam jakiś czas temu, tematyka podobna...
    http://odgryz-sobie-stope.blogspot.com/2013/06/dzieci-i-ryby-gosu-nie-maja.html

    OdpowiedzUsuń