sobota, 26 stycznia 2013

Inka

Rok temu zarzekałam się, ze choćby nie wiem co, choćby od tego losy świata zależały, choćby huragan, śnieżyca i morze ognia... Że ja nie rodzę. Nigdy więcej.

Trzy miesiące temu patrzyłam na dwie kreski i jedyne co czułam to strach i bunt. Bolał mnie brzuch z nerwów. A dzwoniąc do P. i prosząc żeby kupił drugi test modliłam się do wszystkich bogów świata, żeby ten, który zrobiłam kilka minut wcześniej, był wadliwy. Potem były wizyty u lekarzy, uśmiechnięte  dumne kobiety w zaawansowanych ciążach, na które patrzyłam z niedowierzaniem.

I powolne oswajanie się z myślą, ze jednak będzie drugie... Tak szybko.

A wczoraj kolejne usg.

- Na ustalenie płci jeszcze za wcześnie? (17 tydzień)
- Zobaczyyymy...

I tak patrzył, patrzył i wypatrzył. Moją córkę.

Nie uwierzylibyście, jaka dumna i szczęśliwa wychodziłam z gabinetu. Wszystkie babki w poczekalni się podśmiewały... ;)

4 komentarze:

  1. :) świetne wieści teraz tylko donosić, urodzić i będzie z górki:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Gratuluje coreczki, no chyba, ze ta zrobi psikusa i zamieni sie to i owo :)

    OdpowiedzUsuń