czwartek, 17 kwietnia 2014

W świecie Żyrafy*

Założenia są piękne.

Empatia zamiast nakazów i zakazów.
22 alternatywy dla kary
Miłość i zrozumienie zamiast przemocy (choćby słownej).

Taka chciałabym być.

Tymczasem w "tu i teraz" sytuacji stresowych kiełkuje we mnie myśl: "Robi to specjalnie/złośliwie", a za nią kiełkuje najszybciej rosnący chwast świata - złość. Na kilkadziesiąt sekund zapominam o jego potrzebach i liczy się tylko efektywność. "Grzeczność" w definicji wyniesionej z domu.

Przykład:

Tymon chce się przytulić (potrzeba miłości i poczucia bezpieczeństwa), ja karmię Agnieszkę. Tłumaczę mu, że musi chwilę (w języku dwulatka: prawie wieczność) zaczekać. On szybko się niecierpliwi, zaczyna krzyczeć, próbuje odepchnąć małą ode mnie (walka o zaspokojenie potrzeby). Moje opanowanie znika krótko po tym, jak ona zaczyna płakać. Warczę, pogłębiając tym samym jego poczucie krzywdy i stresując Agnieszkę, którą przecież chciałam chronić. Płacz obojga się nasila, moja frustracja i złość wraz z nim. Podnoszę głos.  Nic nie jest proste, nie ma w tym cienia zrozumienia ani empatii. Tylko potrójna frustracja - moja i dzieci.

A przecież mogłam inaczej.

Mogłam przytulić Tymona wolną ręką.
Mogłam zająć go rozmową lub odwrócić jego uwagę w inny sposób - ostatnio wysłałam go po kartkę i kredkę i poprosiłam, by narysował dla mnie domek.
Mogłam powiedzieć po prostu: "Wiem, ze jesteś zły i smutny. Ja też się denerwuję."

To ostatnie jeszcze niedawno wydawało mi się głupie. Po co mówić o oczywistościach? A jednak warto, ponieważ nazwanie emocji pozwala się na owej skupić, a skupienie ułatwia poradzenie sobie z nią.

Tak więc ćwiczę intensywnie - na tyle, że Tymon dziś, w reakcji na którąś odmowę, poinformował mnie: "Smutny Tymonek".

Wiem, że przy moim temperamencie czeka mnie długa i wyboista droga, ale czuję, ze to właściwy kierunek. Że to tę ścieżkę miałam na myśli dawno temu, gdy krzyczałam: "Ja będę lepszym rodzicem!"

*O Żyrafie i Szakalu przeczytałam po raz pierwszy tutaj. A wziął się ten świat stąd.

4 komentarze:

  1. Wszystkie musimy się tego uczyć, ja już się boję, że nie dam rady - ale trzeba się starać. A Ty się starasz kobieto! A, że Ci raz na 100lat nerwy puszczą... Człowiekiem jesteś, nie maszyną, masz prawo, ważne, że potem potrafisz się do tego przyznać.

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja wczoraj o tym samym pisała. Przesilenie wiosenne, czy ki diabeł? ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. No to mam jeden sukces wychowawczy na koncie, bo zawsze nazywałam Elizy uczucia, co owocowało tym, że zamiast mi sceny i scenki urządzać, mówiła, że jest smutna/zła/zmęczona... Ale masz rację- przede mną też jeszcze dłuuuuuga i wyboista droga, bo zastosować to wszystko w praktyce...
    Wesołych Świąt!

    OdpowiedzUsuń