środa, 30 kwietnia 2014

Shorty kwietniowe

1 kwietnia
Jako, ze był Lany Poniedziałek dostałam od Cioci śnieżką (miękką na szczęście) prosto w szeroko roześmiany dziób 


3 kwietnia

Tymoneiro zasuwa z autkami po mieszkaniu, P. chodzi w urodzinowej koszulce i wychlał już urodzinowe piwo, a ja próbuje ogarnąć co jeszcze zostało do przygotowania przed ślubem i odliczam godziny do przyjazdu mojego jedynego, ślubnego gościa.

Godzin pozostało 20. 


4 kwietnia

Udało mi się dziś zajrzeć w Tymonową paszczę i odkryłam, że rośnie mu kolejny ząb - druga górna jedynka. Niestety dolnego dziąsła nie zdążyłam obejrzeć...
A kto wie? Może tam też kryją się jacyś nowi goście 


7 kwietnia

Mamy nowe słowo: "ato". 


8 kwietnia

"Chodź, zmienimy pieluchę, Ptyśku."

System Automatycznej Teleportacji Urwisa (SATU).


10 kwietnia

Nie ma szału, ale tragedii w sumie też nie. Obudził się o piątej, bo był głodny. Dostał butelkę z mlekiem i zasnął z powrotem, a ja wróciłam do SWOJEGO łóżka. Potem rozpłakał się około szóstej (koszmary - płakał z zamkniętymi oczami, pokazując na coś paluszkiem) i musiałam przyjść.


11 kwietnia

Dostałam kolejną lekcję z cyklu: "Nigdy nie chwalić się nawet połowicznymi sukcesami w starciu z Terrorystą".

Wczoraj nie było tragedii, tak? Dopiero o piątej się obudził, tak?
No to dziś zrobił wyrównanie i najpierw walczył do 22:30, potem o 3:00 obudził się z krzykiem, który postawił na nogi pół osiedla. Następnie wymusił spanie w NASZYM łóżku (bo spanie ze mną w swoim jest już zbyt małym ustępstwem ze strony rodziców) i oczywiście rozłożył się tak, że dla mnie miejsca nie starczyło. A kiedy godzinę później połapał się, że uciekłam na jego łóżko i śpię sobie wygodnie sama, po raz kolejny włączył syrenę alarmową.

No to wróciłam. Zostałam skopana, obśliniona, oblana mlekiem z butelki, wciśnięta w kąt i jeszcze kilkakrotnie obudzona popłakiwaniem lub krzykiem (w zależności od szybkości reakcji).

Tym samym ogłaszam ZOMBIE MODE.



12 kwietnia
Do porodu zostały mi trzy miesiące, a czuję się, jakbym chodziła w ciąży trzy lata. Mam problem z wejściem na nasze czwarte piętro (nawet nie wspominam o wniesieniu Tymona, który od jakiegoś czasu dzielnie sam wspina się po schodach), jestem ociężała i wiecznie zmęczona. Kondycja? Poziom "-50". Jeśli czegoś z tym nie zrobię, to drugi poród będę miała jeszcze cięższy niż pierwszy...

...i dlatego wyszukałam filmiki "10 minute prenatal pilates", zaczynam od jutrzejszego poranka.

A na Was spoczywa zadanie rozliczania mnie z postępów - bo Strzyga leniwa jest i jak się jej nie pilnuje to się obija.


17 kwietnia

Ehh... Mam takie kochane, bezproblemowe dziecko, że zapominam o zasadzie "jeśli młode jest cicho, wiedz, że coś się dzieje". No to mi przypomniał, skubaniec jeden.

Właśnie wylał pół butelki mleka na wykładzinę.


18 kwietnia

Spacerek zaliczony, papiery potrzebne do wymiany dowodu osobistego złożone, zakupy zrobione, Tymon cały mokry*... Plan na dziś wykonany z nawiązką.

*weszło mu w krew rozlewanie - mamusia kupiła soczek w kartoniku, żeby się dziecko w pełnym słońcu nie usmażyło i nie ususzyło. A ten cwaniak połowę wypił a resztę po cichutku wylał z kartonika prosto na siebie.


19 kwietnia

Wzięły mnie wyrzuty sumienia, że Tymon tak stale na kleikach ryżowych z bobofrutem albo gerberkiem i ugotowałam mu prawdziwą, zdrową i smaczną kaszę jaglaną (do której wlałam słoiczkowy mus z jabłek i gruszek, ale ciii ;P).

Tymon się zachwycił, pojadł odrobinkę po czym uciekł.

Rozleniwiło mi się dziecko przez to wieczne karmienie z butelki, nie ma co. Chyba pora coś z tym zrobić.


20 kwietnia

Tymon podleciał do (zamkniętych) drzwi naszego pokoju i woła mnie:
"E-hee! E-hee!".
Otworzyłam, niech idzie męczyć stryjka, w końcu po coś go ma  Ale nie. Tymon poleciał do drzwi wyjściowych i woła dalej:
"E-hee! E-hee!".

Czyżby doskwierał mu wczorajszy brak spaceru?

***

Po jednodniowej przerwie wróciłam do ćwiczeń. Optymalna będzie chyba kombinacja "dwa-trzy razy dziennie po 10 minut".

Bo nie ćwiczyć wcale - jest źle, a ćwiczyć za dużo - jeszcze gorzej.


23 kwietnia

Tymon wczoraj odmówił kolejno:

- jedzenia brokułów
- jedzenia ziemniaków
- jedzenia buraczków.

Ukradł mi za to pół nogi z kurczaka.

Dziś dla odmiany opędzlował trzy młode ziemniaki i połowę moich buraczków. Cóż mogę powiedzieć...

Konsekwencja z pewnością nie jest jego mocną stroną 

***

"A Ostrożność jest matką...? (cisza na sali). No i masz. Jak się spytam czyją matką jest Nadzieja to wszyscy wiedzą. A jak o Ostrożność, to nikt nie może zrozumieć, jak ona matką została, skoro była ostrożna... A Ostrożność, moi państwo, jest matką Sukcesu."

Czyli o rodzicielstwie na wykładach. 


24 kwietnia

Ja: A Tymon co dziś jadł?
P.: Normalnie, mleko, kaszkę... Ale kaszki mało zjadł, chyba mu nie smakowała...
Ja (zdziwiona, bo Tymo kaszkę wciąga jedną dziurką od nosa w trzy sekundy): To z czego mu ją zrobiłeś?
P.:No na wodzie, bo bobofrut się skończył.
Ja: Ale jak na wodzie? Bez owocków? Ile wsypałeś kaszki?
P.: No na wodzie. 270 ml wody i 3 miarki kaszki.

Padłam... 


26 kwietnia

Porzućcie nadzieję, rodzice.

Jeśli dziecko zaczęło ładnie przesypiać noce i przesypiało je ładnie przez tydzień, a Wy przezornie się tym nie chwaliliście, by nie zapeszyć... To znak!

Znak, że ósmej nocy cwaniak wstanie po cichutku o drugiej i przydrepce do Waszego łóżka i już do rana będzie Was kopać, bo mu za ciasno...


27 kwietnia

Tego już dawno nie było - Strzyga wstała wyspana. I nie miała ochoty odgryźć sobie głowy za każdym razem, gdy Tymo przychodził z kolejną zabawką, żądając pokazywania oczu, uszu, noska i kółek...

Szaleństwo po prostu 


29 kwietnia

Gargamel nie cierpiał Smerfów.
Ja nie cierpię polskiej służby zdrowia.

W przychodni spędziłam prawie cztery godziny, tylko po to by standardowo usłyszeć, że wszystko dobrze, dostać skierowanie na badania i mam przyjść za 3 tygodnie. Serce Młodej bije jak dzwon, oczywiście jej się nudziło, więc mnie dodatkowo skopała.

Ale dostałam to, co lubię najbardziej. Możliwość powrotu. Roześmianą buzię Tymona na mój widok. Więc bilans wychodzi wyraźnie na plus 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz