piątek, 25 kwietnia 2014

Każdy mierzy swoją miarką?

Według badań przeprowadzonych przez TNS Polska 66% Polaków uważa, ze kiedyś dzieci były szczęśliwsze. Teraz siedzą w domu przed telewizorem i komputerem, nie ma dość dużo placów zabaw i przestały się razem bawić.

Tak się zastanawiam, z kogo składała się grupa ankietowanych.

Na moim, niewielkim osiedlu są trzy ogrodzone place zabaw oraz wolnostojąca piaskownica, kilka trzepaków, trochę drzew i sporo zieleni. Gdy wychodzę z dziećmi na spacer zawsze po osiedlu biega minimum kilkanaście maluchów. Zazwyczaj jednak jest ich znacznie więcej.

Nie są to - wbrew pozorom - same roczniaki i dwulatki z matkami. Przekrój wiekowy zmienia się wraz z godziną. I tak:

Od 9-tej do 13-tej  najwięcej jest maluchów i dzieci w przedszkolnym, które do przedszkola nie chodzą. Tym samym na osiedlu jest względnie cicho. Najgłośniej słychać babcie i opiekunki dyscyplinujące co bardziej rozbrykane maluchy.

Od 13:30 do 18-tej stopniowo zwiększa się ilość starszaków. Dzieci "szkolne" partiami wysypują się z pobliskiej placówki oświatowej i po trwającym maksymalnie 10 minut obiedzie już zasuwają po podwórku. Im późniejsza godzina, tym jest ich więcej i tym głośniej krzyczą.

Od 18:30 do 20-tej towarzystwo powoli zbiera się do domów. Wraz z zachodem słońca znikają młodsze dzieci, a w wieczornej szarówce pozostają jeszcze przez moment te powyżej dziesiątego roku życia.

Innymi słowy - od rana do wieczora osiedlowe dzieciaki biegają na świeżym powietrzu. Zupełnie jak ja dwadzieścia lat temu.

Nie wiem, może ja żyję w jakiejś utopii, ale wydaje mi się, ze to ja, jako matka kształtuję zainteresowania mojego dziecka. Jeśli posadzę je w domu przed telewizorem, a w ramach rozwoju podsunę gry edukacyjne, to rzeczywiście jest duże prawdopodobieństwo na to, że jego dzieciństwo będzie mniej szczęśliwe (czyt. aktywne) niż moje. Jednak jeżeli pokażę mu świat na zewnątrz, to samo odkryje, że najlepszą zabawą interaktywną jest skakanie po błocie, a nie pokazywanie zielonych jabłek z Myszką Miki.

Będę się upierać, ze mam rację, tym bardziej, że mój syn odkąd otworzy oczy domaga się wyjścia z domu, mimo iż w naszym wspólnym pokoju stoją dwa komputery, a na biurku leży mój telefon.

A jak jest u Was? Dzieci internetu, czy jednak rozbrzmiewające dziecięcym śmiechem osiedla?

8 komentarzy:

  1. Oczywiście, że to wszystko kształtujemy my rodzice, te komputery, telefony, tablety są tylko dodatkiem do życia.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wiedeńskie place zabaw tez są pełne dzieciaków i to przeważnie nawet tych co chodzą do przedszkola, bo Panie wolą wypuścić gromadę na placu niż kisić sie z nimi w placówce :) Zuza coraz chętnie "wygania" nas na spacery i "plaże"- czyli do piaskownicy :) Cieszę się, bo mnie to motywuje do wyjścia, spacerów i aktywności :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Też nie rozumiem tego narzekania... Co jedziemy na nasze osiedle,a to do teściów, a to do naszego mieszkania, to widzimy tabuny dzieci na dworze (taka piękna pogoda to korzystają).

    OdpowiedzUsuń
  4. A ja myślę, że dzieci zawsze pozostaną dziećmi i ten zew pójścia na dwór, jednak wygrywa i z komputerem i bajkami. Eliza owszem- lubi i bajki i gry na laptopie (bardzo) ale kiedy tylko robi się później ciemno i ciut cieplej na dworze, słyszę: "Będę mogła wyjść na dwór?". I to mi przywraca wiarę, w normalność współczesnych dzieciaków :) Kiedyś o tym pisałam u siebie- w wakacje z rana w ogóle u nas nie ma na dworze dzieciaków w wieku szkolnym. Nie wiem? Odsypiają? Grają na komputerze? Czatują? Ale po południu jest już Ich pełno.

    OdpowiedzUsuń
  5. zgodzę sięz tobą w 100%. u mnie jest taki sam rozdłak godzinowy. ooooteraz godzina po 18. jeszcze słyszę przez okno jak dzieciaki szaleją.

    faklt jest trochę inaczej jest fejs, są tablety smartfony ale dzieci są te same. póki dzieci są małe ty rodzic je kształtujesz albo....zabierasz na podwórko i szalejecie albo sadzasz przez tv.

    ja byłam strasdznie antytelewizorna zaś moje kuzynki od rana do wieczora spędzały przyeklejone do tv. zawsze się z nimi wyklócałam b ja chciałasm szaleć z nimi na świeżym powitrzy a nie marnowac czas przez tv

    OdpowiedzUsuń
  6. mi się wydaje że to wszystko zależy od rodziców i od samych dzieci też troszkę.....
    wiadomo są różne typy czasem dzieci są po prostu tak nauczone że nie wychodzą z domu i wolą tv ale większość jednak ma ten dryg do świeżego powietrza i ruchu. A potem gdy się starzeją czasem zabierają te tablety na plac zabaw i tam z nich korzystają...

    OdpowiedzUsuń
  7. Wklejam to,co już napisałam :
    zgadzam się ! To wina rodziców,że dostarczają dzieciom bodźców w postaci telefonów,tabletów i gier,bo przecież inne dzieci mają,bo wstyd żeby nasz nie miał. Mamy xBoxa,mamy tablet,komputer i komórki i nie są to rzeczy oblegane przez moje dzieci,kurzą się. Atrakcyjniejsze dla nich jest podwórko,plac zabaw czy spacer z hulajnogą,bo my tak organizujemy czas,bo my próbujemy pokazać dzieciom inną (starą ? niemodną ?) alternatywę na zabawę. Mam taki cel,by moje dzieci pamiętały takie rzeczy i takie dzieciństwo jak ja miałam. Z trzepakiem,z podartymi od wspinaczki na drzewa spodniami,ze zdartymi na rowerze kolanami...a nie z datą premiery najnowszej gry.

    Zwalanie na czasy komputerów,gier,telewizji jest dla rodziców po prostu wygodne.

    OdpowiedzUsuń
  8. Popołudniami rozbrzmiewa śmiechem, dzieciaki wszelkiej miary wylegają na place, skwerek, spacery. A jak widzę okołodziesięciolatki biegające wokół bloków to mnie serce rośnie, bo może nie jest z nami (czyt. społeczeństwem) aż tak źle

    OdpowiedzUsuń