poniedziałek, 4 listopada 2013

Z powołania

Lubię naszą Panią Doktor.

Ma ciepłe, orzechowe oczy i szczery uśmiech. Mówi do dzieci uspokajającym tonem podczas badania. Uśmiecha się, gdy robią miny. Nigdy nie okazuje zniecierpliwienia, kiedy Tymon zaciska mocno wargi odmawiając pokazania gardła, albo gdy wyrywa się i krzyczy, jeśli akurat ma gorszy dzień.  I zawsze ogrzewa stetoskop w dłoniach, tak, by nie wystraszył się dotyku chłodnej słuchawki podczas badania. Nie irytuje się, kiedy dziecko pozbawione pieluszki na czas ważenia, postanowi  zrobić siusiu. Nawet jeśli zacznie akurat w trakcie przenoszenia z wagi na przewijak (co równa się sprzątaniu połowy gabinetu).

Ale najmilsze jest to, ze zapamiętuje.

- Ależ Ty jesteś długa i drobna... Tymon był taki okrąglutki i pulchny; Ty masz zupełnie inną budowę - szczebiotała dziś, badając Agnieszkę, a ja pękałam z matczynej dumy.

Bo przecież pacjentów ma od groma i ciut-ciut, jak mawiało się u nas w domu.

I zapamiętała Tymonka. A teraz nad Agnieszką się zachwyca.

No jak nie lubić? ;)

5 komentarzy:

  1. Tacy ludzie dają nadzieję, że jednak tych z powołania jest więcej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trochę się tułaliśmy po różnych nieciekawych miejscach, zanim do niej trafiliśmy, ale to, że w końcu się znalazła, wynagradza wszystko ;)

      Usuń
  2. Jeśli jeszcze leczy dobrze - a z tego co pamiętam jak pisałaś o Tymonie i zapaleniu oskrzeli to tak - to już w ogóle szał =)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, dobrze. Tak dobrze, ze zawsze kolejka do niej. :)

      Usuń
  3. Zawsze mnie cieszy kiedy inna mama pisze, że też ma taką panią doktor :) Bo to prawdziwy skarb. My po Elizie jesteśmy w temacie lekarzy mocno po przejściach, więc już każdy typ przerabialiśmy... Teraz co prawda prywatnie, ale mamy też super babeczkę. Bo i prywatnie zdarzały się totalne niewypały.

    OdpowiedzUsuń