środa, 20 listopada 2013

Rozsyłając Wici

Trzy lata i dwa dni temu siedziałam w kuchni na Grabówku piekłam swój pierwszy tort.

Wyszedł krzywy i brzydki, bo nie umiałam jeszcze ozdabiać wypieków. W sumie to nie umiałam nawet równo rozsmarować kremu czekoladowego na biszkopcie. Dodatkowo, jako królowa sklerotyczek, zapomniałam o świeczkach, więc żeby było co zdmuchiwać, postawiliśmy na torcie t-lighta.

Mimo to w oczach chłopca, dla którego go zrobiłam, błyszczała niekłamana radość.


Piętnasta próba uchwycenia Gabrysia zdmuchującego świeczkę. Nieudana. Jak wszystkie.

Od tamtego czasu Gabryś urósł. Nie miałam okazji, by zorganizować mu kolejne urodziny.

Dwa lata temu toczyłam się powoli w kierunku porodówki, co rusz straszona porodem przedwczesnym i jedyne, co mogliśmy zrobić, to
wysłać prezent oraz złożyć mu przez telefon życzenia.

Rok temu pojechaliśmy do Trójmiasta, by choć godzinę spędzić z nim w dniu jego szóstych urodzin. Na tyle pozwoliła Eks.

Gabryś i prezenty

Dwa dni temu Gabryś skończył siedem lat. Nie byliśmy tam (choć P. odwiedził go "urodzinowo" trzy tygodnie temu), ba, nie udało nam się nawet z nim porozmawiać, bo Eks spakowała dzieci i zabrała je do swojej siostry, akurat w czasie, gdy mamy ustalony kontakt telefoniczny. Fakt, nakazu sądowego nie ma, ale zwykła ludzka przyzwoitość wymagałaby, żeby umożliwić ojcu złożenie życzeń urodzinowych synowi.

Powoli dojrzewamy do kolejnej wojny.
Bo tak dalej być nie może.

6 komentarzy:

  1. Oby wojna przeszła gładko i na korzyść Gabrysia.

    OdpowiedzUsuń
  2. biedne dziecko jak można tak postępować z własnym dzieckiem przecież to byłby tylko krótki telefon tak ważny dla dzieciaka.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ta.. a potem matka powie dziecku, że ojciec o niego nie dba, że nie przyjeżdża, że nawet nie dzwoni..
    Życzę Wam i Gabrysiowi, żeby jego matce wrócił rozum, zanim będzie za późno.

    OdpowiedzUsuń
  4. oby się wszystko poukładało

    OdpowiedzUsuń
  5. Przede wszystkim to niesamowite jak Gabryś się przez ten czas zmienił... Kiedy weźmie się zdjęcia dopiero to widać...
    Myślę, że to jest bardzo dobra myśl, i bardzo słuszna decyzja. Pora chyba potrząsnąć ta pożal się Boże "mamusią" i przypomnieć Jej to, co uczyniłaś tytułem jednego z ostatnich postów-dzieci nie są Jej własnością- mają też Tatę, który Je kocha, pamięta i chce brać czynny udział w Ich życiu, a ta wiedźma nie ma prawa Mu tego zabronić i uniemożliwiać. Swoją drogą, no już sobie wyobraża, jaką satysfakcję miała, że ojciec nie mógł synowi życzeń złożyć... Ale jak komuś brakuje piątej klepki, to takie rzeczy cieszą pustą główkę, a jakże. Gabrysiowi sto lat i oby dorośli z najbliższego otoczenia nie obrzydzili mu do końca wyobrażenia o dorosłym życiu. A Wam siły, determinacji, i przychylnych osób...

    OdpowiedzUsuń
  6. życzę Wam wygranej, szybkiej wygranej, a później spokoju :)

    OdpowiedzUsuń