niedziela, 10 listopada 2013

Syndrom Sweetie

Jakiś czas temu Żona Programisty napisała pod zdjęciem Agnieszki, że będę pilnować całego miasta.

Uśmiechnęłam się wtedy pod nosem, na myśl o tym, jak podobne pilnowanie próbował uskuteczniać mój ojciec, kliknęłam "Lubię to!" i o temacie zapomniałam.W końcu martwić się będę dopiero za lat kilkanaście, prawda?

Nieprawda.

Rodzice moi, i większości moich rówieśniczek, zaczynali się stresować towarzystwem swoich córek, kiedy wchodziły one w okres dojrzewania. Może i naiwnie, bo pedofilia nie pojawiła się na świecie z powietrza po 2000 roku, ale podejrzewam, że jeszcze kilkanaście lat temu media nie bombardowały nas co kilka miesięcy tytułami typu:

"W X grasuje pedofil."
"Molestowana dziewczynka popełniła samobójstwo"
"Dziewięciolatka urodziła dziecko"
"Szkolna psycholog odkryła, że dziadek molestował wnuczkę"
"10-letnia Sweetie pomogła ujawnić dane tysiąca pedofili"

No właśnie, Sweetie.

Sweetie uświadomiła mi, że w dwudziestym pierwszym wieku nie wystarczy już patrzeć na ręce kolegom, nauczycielom, trenerowi od pływania i pani z kółka teatralnego.

Żyjemy w dobie internetu. Nasze dzieci coraz wcześniej zasiadają przed monitorem, tworzą konta na portalach społecznościowych. Często bez wiedzy rodziców. Zabroniłaś? To wejdzie w internet u Adasia. Jego mama pracuje w domu, więc zamknęła się w drugim pokoju i nawet nie zauważy, że dzieci znowu przy komputerze.

Możesz ogarnąć trzy - czterolatka, ale im starsze dziecko, tym robi się trudniej.

Ja pierwsze spotkanie z internetem zaliczyłam jako czternastolatka.
Mój najmłodszy brat miał około sześciu lat, gdy dostał pozwolenie na gierki internetowe. Dziś ma lat osiem, i zaczyna kombinować jak dostać się do gier wymagających rejestracji. W związku z tym przez pewien czas przychodziły na mój adres mailowy wiadomości aktywujące z przeróżnych serwisów.

Jeszcze parę miesięcy i Młody rozgryzie, jak założyć własnego maila, a kiedy to nastąpi kontrola nad tym, w której części internetu przebywa, znacznie się zmniejszy.Co prawda na razie interesują go gry, a dziecko grające w MMO to jeszcze nie tragedia - nauczy się z pewnością kilku nowych wyzwisk, ale raczej nie trafi na pedofila. Tylko, że to dopiero początek przygody z internetem.

Świadomość rodzi odpowiedzialność.

Nie wolno nam bagatelizować zagrożeń.
Z drugiej strony głupio by było popadać w paranoję i za każdym rogiem wypatrywać zboczeńców, a dziecko zamykać w złotej klatce rodzicielskiej nadgorliwości i nadopiekuńczości. Zwłaszcza, że taka postawa odsuwa od nas dziecko, które nie mogąc zachować odrobiny własnej przestrzeni, zaczyna ukrywać przed rodzicami wszystko.

Im dłużej nad tym wszystkim myślę, tym większy mam mętlik w głowie.
Mam tylko nadzieje, że przez następne kilka lat uda mi się odkryć złoty środek w dbaniu o bezpieczeństwo moich dzieci oraz zbudować z nimi więź dość mocną, by oczywistym dla nich było, że z problemem przychodzi się do mnie.

12 komentarzy:

  1. Też mam taką nadzieję! Podpisuję się :)

    OdpowiedzUsuń
  2. To najlepsza rzecz jaką możemy zrobić dla naszych dzieci w dzisiejszych czasach: zbudować więzi - oby NAM się udało! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. mądry post bardzo na czasie oby nam się udało być dla dzieci nie tylko rodzicem ale i przyjacielem;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Takie zycie niestety, nie uchronisz wszystkich od wszystkiego :) ale trzeba mieć kontrolę rzecz jasna.

    OdpowiedzUsuń
  5. Zawsze można zainstalować blokadę rodzicielską... ale dzieci teraz są na tyle sprytne, że i to po pewnym czasie obejdą.
    Jednak miały jakiś plus modemy... Liczyło się każde połączenie z netem i każde nadprogramowe wejście było od razu zauważane przez rodzica. A teraz? A teraz hulaj dusza piekła nie ma.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. są płatne wersje, które mają takie zabezpieczenia, których dziecko nie obejdzie, więc jest nadzieja.

      Usuń
    2. O proszę, trzeba na przyszłość się do nich uśmiechnąć :)

      Usuń
  6. Sama się nad tym zastanawiam. Póki co czasowym rozwiązaniem wydaje mi się granie na PS czy XBOX... zawsze trochę dalej od kompa i internetu.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja jestem kategorycznie przeciw dzieciakom przy komputerze. A jak najbardziej za tym, żeby Ich inicjacja w tym temacie przebiegła jak najpóźniej. A jak to się ma u nas? Mądry tatuś przyniósł od kolegi grę z koniami dla Elizy, że niby edukacja. No i faktycznie, tylko co z tego? Skoro Ją wciąga nawet to edukacyjne granie i z pół godziny w weekend robią się awantury, że Ona chce grać codziennie i nie po pół godziny, tylko dłużej? Szlag mnie trafia, że On tą grę w ogóle przyniósł, bo widzę jakie to emocje w Elizie wyzwala, Ona siedzi jak zahipnotyzowana, można mówić, a Ona nawet nie wie, że to do Niej...
    Syn mojego brata za to orłem nie jest-problemy z czytaniem, pisaniem w ogóle z przebywaniem w grupie, no ale o fejsie czy youtube wie więcej niż ja, a najnowszy prezent Jego rodziców dla Niego? Tablet. Gratuluję-głupoty i zero zorientowania się co dla Syna byłoby najlepsze-jak mniemam więcej czasu z rodzicami, no ale łatwiej przecież dać tableta i mieć z głowy 8latka...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz tak pomyślałam, że może nie do końca w temacie się wypowiedziałam, ale że mieliśmy z Marcinem ostatnio burzliwą wymianę zdań na temat tego grania Elizy, więc mnie poniosło trochę :)
      A co do problemu, to myślę, że po prostu trzeba z dzieckiem rozmawiać. Tak jak uczymy Je żeby nie szło z nikim obcym na ulicy/placu zabaw/pod szkołą i podajemy powód, omawiamy sytuację jaka może się zdarzyć, tak samo myślę, że trzeba Im przedstawić zagrożenia w sieci... Opowiedzieć, że nie każdy musi być tym, za kogo się podaje, dlaczego ludzie to robią, itd. itd. Pocieszam się, że do takich rozmów mam jeszcze chyba trochę czasu, ale... Wydaje mi się, że każdy rodzic świadomy ilości zagrożeń, ma wrażenie, że po prostu osiwieje z miejsca zanim zdąży wszystko dziecku przekazać. Co za czasy jednym słowem...

      Usuń
    2. Tsa, ja też jestem przeciw, a P. mówi, że gry budują w dzieciach refleks i dlatego są dobre. I kłóć się z takim...

      Usuń
    3. Wiesz co, ja nawet nie neguję tego, że te edukacyjne naprawdę rozwijają w dzieciach refleks, spostrzegawczość itd... Ale widzę jak samo siedzenie przed komputerem wpływa na Elizę. Ona lubi też gry planszowe i często w nie gramy, ale po 2-3 partyjkach ma dosyć i już nie chce grać, a komputer? Gdybym pozwoliła siedzieć Jej pół dnia to myślę, że zapomniałaby i o jedzeniu i o sikaniu... To mnie przeraża!

      Usuń