czwartek, 28 listopada 2013

Matka z paranoją

Jest coś w określeniu "synek mamusi".

Kilkakrotnie, od ważnych dla mnie osób słyszałam, że jestem matką-polką. Raz nawet (przynajmniej raz pamiętam), że robię Tymonowi krzywdę, że mam coś takiego w oczach, gdy na niego patrzę... Że mężczyzna, choćby nie wiem, jak młody, potrzebuje wolności, a ja najchętniej zamknęłabym go w ramionach. Biorąc pod uwagę, że powiedział to facet, wypadałoby się zastanowić, a jednak odrzuciłam tę opinię, jako bezsensowną.

Teraz, mając dwoje dzieci wyraźniej dostrzegam, jak wiele w tych słowach było prawdy.

Miłość do Tymona jest beztroska, niczym nieskażona. Tymon jest moim małym chłopcem, oczkiem w głowie. Nie raz i nie dwa łapię się na myśli, żeby złamać wprowadzoną w domu dyscyplinę i specjalnie dla niego zmienić zasady.  Jednocześnie dokładnie widzę, jak niebezpieczne jest w jego przypadku jakiekolwiek ustępstwo.

Tymon potrafi wykorzystywać słabe punkty "przeciwnika". Dostrzeże najdrobniejsze zawahanie i nie omieszka go wykorzystać, by wleźć mi na głowę. Dosłownie i w przenośni. I jest przy tym uroczy. Lub irytujący, co nie umniejsza jego uroku. Ma w sobie coś, co sprawia, że wychowywanie go, trzymanie się reguł, boli i budzi poczucie winy. To coś daje mi wrażenie, ze zawsze robię dla niego za mało, że zasługuję na więcej. Nawet gwiazdka z nieba nie byłaby dość dobra.

Czasami zastanawiam się, czy ta irracjonalna niechęć, jaką czuje każda matka do partnerki swojego syna, nie bierze się właśnie z myśli, iż nie jest się dość idealną matką. Ze mną Tymon utknął. Ją, kiedyś, wybierze. Czy gdyby mógł wybrać matkę, wybrałby mnie?

Od czterech miesięcy świadomie walczę sama ze sobą. Próbuję wykorzenić miłość bezkrytyczną (nie mylić z bezwarunkową) i kochać mojego syna mądrze.

Jak mi idzie?

Wyjdzie w praniu.

5 komentarzy:

  1. O widzisz, poruszasz bardzo ważny problem. I to mówię ja-matka dwóch dziewczynek :)
    A tak serio to na co dzień obserwuję ile ten bezkrytycyzm może przynieść złego zarówno na przykładzie bratowej, jak i jednej z moich dobrych koleżanek. Dla mnie to jest kolejny fascynujący, aczkolwiek nieco zatrważający fenomen z tym traktowaniem synków :) Kiedyś po jednej takiej znaczącej akcji z bratową i Ich synem, powiedziałam do Marcina, że jeśli miałabym tak skrzywić syna, to lepiej, żebym miała same córki :) Ale wiesz, myślę, że widzieć problem i możliwe zagrożenia to już połowa sukcesu :) Także nie łam się i pisz jak Ci idzie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. O mamo... teraz mnie przeraziłaś, bo czeka mnie pewnie to samo względem Alka. Ale co tam, damy radę moja droga! Grunt to samoświadomość :)

    OdpowiedzUsuń
  3. ja muszę wprowadzić pewne zasady w zycie Julki bo się rozbestwiła trochę...

    OdpowiedzUsuń
  4. Stara indyjskie powiedzenie:
    "Przez 5 pierwszych lat traktuj swoje dziecko jak króla, przez 10 kolejnych jak podwładnego, a po 15 latach znajdziesz w nim przyjaciela" Coś w tym jest...może nie dosłownie, ale jednak.

    OdpowiedzUsuń
  5. coś w tym jest :) zarówno w odniesieniu do 'syneczka mamusi' jak i do 'córuni tatunia'. Trudno, taka nasza płciowość, takie hormonalne ciągoty...

    OdpowiedzUsuń