piątek, 13 czerwca 2014

Naiwniara



Moje małżeństwo oraz kontakty z przyjaciółmi mają pewną charakterystyczną cechę. Sporo czasu spędzamy na robieniu sobie kawałów i bezlitosnym nabijaniu się z tych, którzy tym razem się nie połapali - w tym miejscu mogę się ukłonić, jako częsta "ofiara".


Scenka I


P. jest alergikiem. To znaczy, że odkąd wszystko pyli, on ma czerwone, łzawiące oczy i katar sienny. Wczoraj przyszedł do domu z lekami - tabletki, krople do oczu i calcium alergo.

P: O, zobacz, są dwie buteleczki kropli. Jedne do prawego oka, drugie do lewego.
S: Super! Fajnie, że coś ta... (tutaj przerywa mi szalony śmiech mojego męża) No co?
P: Serio? Osobne krople na każde oko? Są dwie buteleczki, bo krople mają termin zużycia na 4 tygodnie.


Scenka II

Chciałam go nabrać. Tymon wyciągnął skądś niewielki, obły kawałek drewna, który łudząco przypominał... zawartość nocnika. Ułożyłam więc dekorację - przewrócony nocnik, a obok ten kawałek drewna. Założenie było takie, że on wejdzie, wrzaśnie: "Fuuuuj!", a ja się będę śmiać...

Godzinę po jego powrocie:

S: Nie wydaje ci się, ze coś tu jest nie tak?
P: Ale co?
S <wskazuję na "dekorację">: Wiesz co to jest.
P: No nie wiem, jakiś kawałek korka, albo spławika... się nawet zastanawiałem, co to robi na podłodze, ale stwierdziłem, że pewnie Tymon się tym bawił.

No tak. On się połapał, ja nie.


Scenka III

Byliśmy na działce. Piękna, słoneczna pogoda, mnóstwo ciekawych rzeczy do obfotografowania. Pszczółki, robaczki, kwiatki. Latałam więc jak wariatka z aparatem, aż trafiłam na dziwne stworzenie. Sporo czasu mi zajęło zgadnięcie co to, a gdy już się domyśliłam, niemal ze łzami w oczach poleciałam do chłopaków.

S: Znalazłam ćmę z nadpalonymi skrzydłami...
T (przyjaciel): O, udało jej się wydostać ze słoika?
S (oburzona): Jak Wy... (chwila zastanowienia, bo wszyscy już chichoczą) Znowu się nabrałam?

Ćmy mi tylko żal...

***

Można się ze mnie pośmiać również TUTAJ.


5 komentarzy:

  1. Oj Strzyga, doskonale Cię rozumiem! Też zdarzało misię i nadal misię zdarza być totalną naiwniarą. Przykład nr jeden - kiedy poznałam się z obecnym małżonkiem i zaczynaliśmy "się docierać" (if You know what I mean :D) wkręcił mnie, że blizny na jego klatce piersiowej to pamiątki po kulach. I ja głupia uwierzyłam! A tak naprawdę blizny okazały się śladami po ogromnych wypryskach skórnych (D. ma celiakie i wszelkie toksyny z organizmu są u niego wydalane poprzez skórę, a skutkiem tego są właśnie oew blizny...). To jest dopiero naiwność :P
    Przykład nr dwa - przyjaciel ma problemy z kurzajkami. Używa na nie różnych specyfików, ale te paskudy ciągle wracają. Kiedyś znalazłam u niego śmieszną buteleczkę, która wyglądała jak opakowanie na błyszczyk z aplikatorem, ale substancja w środku była bezbarwna. Jak łatwo się domyślić jest to lek na kurzajki. Ale ja uwierzyłam, że jest to klej do sklejania modeli samolotów. Mina mojego przyjaciela kiedy mnie wkręcał - bezcenna! :P

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobrze, że mój małżon nie ma takich szalonych pomysłów, bo bym go zamordowała :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Witam serdecznie, zapraszam do dodania swojego bloga do spisu blogow o ciazy i rodzicielstwie :)
    Spis znajduje sie tutaj:
    http://spisblogowociazy.blogspot.co.uk/

    OdpowiedzUsuń