poniedziałek, 23 czerwca 2014

Dzień (męczenia) Ojca



Dzisiaj miał być post ojcowski - napisany przez P., bez moich sugestii nawet.


Niestety, tak się złożyło że dzieci nasze Dzień Ojca postanowiły świętować hucznie. Ja już w okolicach południa zastanawiałam się, czy da się wystrzelić 58 kilo baby w kosmos - z tostera. A to był dopiero początek kanonady pisków, jęczenia i wrzasków. Później było tylko głośniej i trudniej. Trafiła się nawet napaść z udziałem niebezpiecznego narzędzia*.

Apogeum przypadło na powrót szanownego małżonka z pracy. Zamiast laurki czekały go dwie czerwone od ryku i wściekłości twarze (i żadna nie była moją, choć mało brakowało). Później było już lepiej, ale i tak Dzień Ojca minął nam na wyczekiwaniu nocy, która przyniesie dzieciom sen, a nam święty spokój.

Cóż. Może za rok będzie lepiej?

A nawet jeśli nie - możemy się pocieszać tym, że tak złe dni przydarzają się łobuzerii nieczęsto i po prostu przenieść świętowanie na inny termin.

W tajemnicy, żeby nie kusić losu.

* Tymon użył betonowej podłogi do zaatakowania Agnieszki. 


4 komentarze:

  1. Tymon jako starszak atakuje siostrę, u nas odwrotnie, starszaka przed juniorem bronimy, bo go okłada niemiłosiernie #czymkolwiekmapodręką

    Wracając do posta...no za rok to już może i jakaś laurka się znajdzie...ja czekam osiem lat ! Na razie dostaję laurki ze spidermanem albo angry birds i focha...bo to twoje/taty święto a nie moje :D

    OdpowiedzUsuń
  2. "Tymon użył betonowej podłogi do zaatakowania Agnieszki." - poplułam się...

    OdpowiedzUsuń
  3. tak - lepiej niech termin się dopasuje do okoliczności, a nie odwrotnie :)

    OdpowiedzUsuń