piątek, 2 sierpnia 2013

Dlaczego nie wierzę w żywność EKO?

Tytuł i post zedytowane, ponieważ przekonała mnie argumentacja Kropki i Piątej Pory Roku.
Cóż, jak mawia moja babcia: "Tylko krowa nie zmienia poglądów".


***

Strasznie mnie ostatnio wkurza to jak łatwo człowieka zrobić w balona. Irytuje mnie promowanie żywności EKO. Wiem, zaraz sypną się na mnie gromy, albo powita mnie urażone milczenie, ale...

Przede wszystkim GMO już jest. Nie da się zatrzymać. No chyba, że wydacie owadom zakaz zapylania upraw EKO, ale nie sądzę, żeby się takim zakazem przejęły. Wystarczy, że gdzieś w Polsce pojawiło się jedno pole, na którym zasiano zmodyfikowane nasionka. Resztę robi natura. Pszczółka usiadła najpierw na roślince zmodyfikowanej, potem poleciała na pole po drugiej stronie ulicy i usiadła na tej EKO i zapyliła ją. Voila. Oczywiście zakaz upraw genetycznie zmodyfikowanych troszkę spowolni proces, ale nie cofnie tego co już się stało i dzieje cały czas.

Poza tym nie tylko uprawy GMO zanieczyszczają żywność. Jeździmy samochodami? Palimy papierosy? Jakiś bardzo inteligentny ktoś na biwaku myje głowę w rzece (oczywiście z użyciem szamponu)? To nie pozostaje obojętne. Nie da się wydzielić powietrza i ziemi specjalnie dla upraw EKO. A skoro się nie da, to nie są naprawdę EKO...

Pomijam już fakt, że wielu "certyfikowanych" producentów żywności EKO, stosuje się do wytycznych tylko podczas kontroli. Sama znam kilku takich sprytnych rolników, którzy nawozy sztuczne i opryski chowają w piwniczce...

Co w takim razie robić?

Są płyny, które wypłukują pestycydy z warzyw i owoców, ale są dość drogie i mało wydajne. Ja zamiast nich wykorzystuję metodę Akademii Witalności:

1. Wkładam warzywa i owoce najpierw do wody o odczynie kwaśnym (na litr wody pół szklanki octu winnego lub jabłkowego albo 2-3 łyżki kwasku cytrynowego) na 2-3minuty - to usuwa bakterie.


2. Wkładam warzywa i owoce do wody o odczynie zasadowym (na litr wody 1 czubata łyżka sody oczyszczonej) na 2-3minuty - to usuwa pestycydy.

3. Opłukuję warzywa i owoce pod bieżącą wodą.

11 komentarzy:

  1. Dzięki za końcówkę posta :) dobrze wiedzieć!

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja jestem przeciw GMO.
    Z kilku powodów. Po pierwsze tak jak piszesz, to zanieczyszcza inne uprawy. Rozsiewa się wiatrem, albo za pomocą owadów.

    Po drugie kombinacje genetyczne sprawiają, że niektóre z tych cudnych upraw potrafią tworzyć takie białka, które zabijają owady !
    Przez to giną gatunki chronione. Np. motyle. Taką moc ma kukurydza GMO 810.
    Jeśli tak dalej pójdzie, będą ginęły inne owady.
    W tym pszczoły...
    Naukowcy dają nam kilka lat życia po wyginięciu owadów.
    Zdechniemy z głodu.

    Już nie wspomnę o miodzie, który lata moment też będzie GMO.

    Nie oszukujmy się, pszczoła z Londynu nie leci z pyłkiem do Szczecina. Gdyby w Polsce był zakaz GMO i gdyby był respektowany, nasz rodzimy miód byłby czysty. Nasze gatunki owadów miałyby szanse.

    A tak dupa.

    OdpowiedzUsuń
  3. Inna rzecz, że ani metali ciężkich ani akrylamidu nie usuniesz tymi metodami.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ototo! Ludzie na siłę próbują szukać zdrowej żywności, której po prostu nie ma! Jasne, że lepiej kupić porządne i bez nawozów ale syf z deszczu, gleby i z powietrza i tak swoje zrobi.
    Lepiej skupić się na codziennym dbaniu o środowisko i np. nie myć głowy w rzece :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Tak na marginesie... Odnośnie tego płukania.

    GMO wymyślono po to, by roślin nie psikać. Same się bronią, wytwarzając różne substancje przeciw szkodnikom.
    Czemu więc służy płukanie?
    GMO nie jest psikane. Jest trujące od środka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kropka, wszystko co piszesz to prawda, ale:

      - w Polsce są uprawy GMO. Nielegalne, ale to nie zmienia faktu.(http://transgeniczneorganizmy.wordpress.com/2011/06/18/gmo-w-polsce-czy-w-polsce-uprawiane-sa-rosliny-genetycznie-modyfikowane/)

      - rośliny są pryskane - uczciwy rolnik się przyznaje "Pani, ale ja to 2 miesiące temu pryskałem, to to już można jeść". Drugi twierdził, że on nie pryskał, ale ja wolę chuchać na zimne i jednak wypłukać.

      - wiem, nie wszystkiego się pozbędę, ale choć trochę zmniejszę szkodliwość żywności. Bo zdrowej już po prostu nie ma.

      Prawda jest taka, że nie wiemy co kupujemy, możemy jedynie wierzyć ślepo w certyfikaty i słowa rolników z targu. Tyle, ze oni nie zawsze są szczerzy - mam w domu małego alergika i on niestety bardzo szybko weryfikuje, czy owoce były z opryskiem czy bez - później mamy problemy skórne, biegunki, wymioty...

      Nie jestem ani za, ani przeciw GMO. Jestem za zdrowym rozsądkiem. GMO to nie tylko kukurydza, która zabija owady, ale też insulina dla cukrzyków... Uważam, ze jeśli udowodni się szkodliwość danej mutacji, powinna ona zostać wycofana - tu znowu pojawia się kwestia zaufania, tym razem do naukowców i osób decydujących o dopuszczeniu czegoś do uprawy. Szkoda, że nie możemy go mieć.

      Usuń
    2. Jak wycofana?
      Mówimy o realiach, tak?

      30 lat temu wycofano DDT. Do tej pory jest w ziemi. Do tej pory ludzie mają to gówno w sobie.
      Które pokolenie odetchnie po odstawieniu np. soi GM? Piąte, dziesiąte?
      Szczury zdychają od karm z GM, świnie są bezpłodne. Myślisz, że będzie jakieś dziesiąte pokolenie?
      Bo ja mam wątpliwości.

      Rzepak GM sieje się na wszystkie kapustne. Efektem są chwasty po 3m, które nie poddają się opryskom.
      Jakie wycofanie?
      No nie żartujmy. :)
      To tak jak z przeniesieniem szarańczy... Zaczęło się od jednego, a teraz giną tysiące hektarów upraw.

      Roślina wykończy owady, jej składowe znajdą się w miodzie. Jak chcesz to wycofać?

      Insulina to lek. Ja go nie jem. A kiełbasę z sojowym wkładem GM mam w sklepie i to bez opakowania, bo pani dostaje na sznurki i nie wie co jest w środku...

      Wiem, że są nielegalne uprawy. Bo każdy kto sam próbuje zarobić na siebie i u siebie, to kombinator. Nie znaczy to, że się na to godzę.

      Nie wiem czy jesteś przeciw, czy za. Sam tytuł GMO-śmo zwalił mnie z nóg.

      Usuń
    3. Masz rację, Twoje argumenty mnie przekonują. Tylko powiedz mi, co w takim razie zrobić? Bo to się już dzieje. Nie chodzi o pszczołę która przyleci z Londynu, tylko o pszczołę która przeleci z jednego naszego pola na drugie.

      Usuń
    4. Gdyby nie było w Polsce GMO (a do 28 stycznia legalnie nie było) nie byłoby tematu pszczoły lecącej z pola na pole.
      Dlatego przeciwnicy GMO tak tupią. Bo wprowadzenie i oddzielenie upraw nie jest możliwe. Za lat parę/paręnaście będzie wszystko GMO. Nawet miód.

      Dlatego jestem bardzo przeciw. Dlatego jadam coraz mniej mięsa.
      I przeraża mnie, że to już się dzieje...

      Wolę eko rolnika, który coś tam sypie na sałatę, a ja to wypłuczę i zjem, niż takiego co to sieje GMO legalnie, karmi nim kury legalnie i potem sprzedaje mi te jajka, też legalnie.

      GMO to robienie z ludzi debili. Cała ta akcja z głodem na swiecie, to jeden wielki pic. Plony z upraw są o kilka % mniejsze niż normalnie.
      Ktoś ma w tym mega kasę, dlatego tak trudno jest się temu przeciwstawić.

      Co do eko to masz rację o tyle, że tu faktycznie dużo zależy od zwyczajnej ludzkiej uczciwości. Sama myśl jest dobra. Tylko ludzie to świnie.

      Usuń
  6. Nie miałam pojęcia,że woda o kwaśnym i zasadowym odczynie tak działa! Zawsze myłam warzywa tylko pod bieżącą wodą...

    OdpowiedzUsuń
  7. pomijając wasze spostrzeżenia GMO i inne.
    Mieszkam na wsi i przyglądam się uważnie wszystkiemu, powiedzmy że rolnik X chce przejść swoim gospodarstwem na uprawę ECO. Ma dwa lata aby przekształcić i przystosować gospodarstwo, uprawy itp.
    Tylko dwa lata - a 30 lat wstecz, zaiwaniał nawozy i sztuczne pasze swoim zwierzątkom.(tak jak pisałyście).
    Ale powiedzmy jest rolnik Y który w małym stopniu ingerował sztucznością w swoim przybytku i przejście na EcO jest w jego przypadku ok. Ale znów mam ale,na takiej wsi jak u mnie rolnicy nie mają dużych połaci ziem, zagęszczenie jest tu spore i wszystkie uprawy są po sąsiedzku, ułożone wąskimi pasami.
    I teraz tak mimo że rolnik Y starannie od wielu lat chroni swe uprawy przed sztucznością , zanieczyszczeniami , chemią itp. to gospodarz obok pryskając swoje uprawy , siła rzeczy szkodzi(wiatr , związki lotne itp.) Sąsiad nawozi swoje pole , siła rzeczy wpłynie to na uprawę rolnika Y i nie ma znaczenia czy jest to chemiczny nawóz czy od zwierzęcy (niby naturalny) w jednym i w drugim jest w tych czasach sama chemia. Zwierzęta dostają takie pasze że gdybyście zobaczyły skład do byście same umarły. Spaliny ciągników, którymi uprawiane są ziemie, często z wyciekami stare gruchoty.
    I na nic tu kontrole Eco , przecież w naszych czasach łapówkarstwo kwitnie wszędzie i połowa tych kontroli odbywa się tylko na papierze.
    Większość rolników w nosie ma przyrodę, ważne oby mu rosło w siłę, bez świadomości że niedługo będzie latał i sam zapylała swoje hektary .
    Kiedyś na wsi nawet łajno pachniało łajnem , teraz śmierdzi grubą kasą .

    A na koniec: mam swoje warzywka, rosną razem z zielskiem, ale co z tego jak dookoła tyle dziadostwa :(.

    OdpowiedzUsuń