piątek, 7 marca 2014

Dlaczego matka nie ma życia (towarzyskiego)

Jest ich pełno na forach dla ciężarnych i młodych mam. Skarżą się na brak zrozumienia. Złości je "gruboskórność" niedawnych przyjaciółek. Opowiadają o tym, jak po porodzie z całego tłumu ludzi zostały im dwie koleżanki. Jedna w ciąży, a druga dzieciata.

Dlaczego reszta uciekła?


Scenka I

"Antosia już chodzi, wiesz? Tydzień temu się nauczyła i zęby jej idą chyba, bo ma biegunkę i dziąsełka napuchnięte. Całe szczęście bez gorączki. Antosiu, otwórz buzię, pokaż cioci, jakie masz czerwone dziąsełka...Widzisz? Taka jest marudna ostatnio, w nocy nie śpi prawie, ja to już na zapałkach powieki trzymam..."

Taki monolog (zobacz, a miała być ROZMOWA z koleżankami) potrafi się ciągnąć kwadrans. Albo godzinę, bo im starsze dziecko, tym więcej można o nim opowiedzieć. W trakcie mile widziane są potaknięcia i współczujące, lub przy weselszym temacie: entuzjastyczne, westchnięcia oraz półsłówka.

Koleżanki najpierw przestają się odzywać w trakcie waszych rozmów, potem zmniejszają częstotliwość telefonów z zaproszeniem na plotki, a na koniec dochodzi do sytuacji, gdzie widząc młodą matkę na ulicy zaczynają się chować za drzewami i uciekać byle dalej...


Scenka II

"Kilka razy nie pasował mi zaproponowany przez nią termin spotkania, a teraz to już nawet nie dzwoni."

A Ty, kiedy ostatnio zadzwoniłaś i zaprosiłaś ją do siebie? Telefon w akwarium utonął?

Oczywiście, ze przestają dzwonić, skoro za każdym razem słyszą "Nieeee, bo...". Wychodzą z mądrego założenia, ze jak będziesz miała w końcu ochotę i czas (czyli maż będzie miał wolny dzień i zostanie z dziećmi), to zadzwonisz i dla odmiany ty zaproponujesz spotkanie. Jeśli to zrobisz, to - gwarantuję - nawet gdyby terminy wam się nie zgrały, ona zadzwoni po raz szósty, bo będzie wiedziała, ze ci zależy. Albo nie zadzwoni - ale wtedy wiesz, ze problem nie leży w tobie.


Scenka III

"A wy, kiedy planujecie? Jak się pospieszycie, to nasze dzieciaki będą się mogły razem bawić..."

To może dopytaj od razu o pozycję, w jakiej ewentualnego potomka zamierza koleżanka płodzić?

Nie każdy chce mieć dziecko. Nie każdy może mieć dziecko. I nie musi się z tego tłumaczyć. "Ale ja tak tylko zapytałam.." - ciśnie się na język? Hm... Tak samo zapytały dwie babcie, siedem cioć i wścibska sąsiadka z naprzeciwka. Pal licho, jeśli nie masz bo nie chcesz (chociaż wtedy te pytania wkurzają), ale dla dziewczyny, która się stara a nie może, każda taka "kurtuazyjna rozmówka" to rozdrapywanie rany.


Ja osobiście walczę z przypadłością numer jeden.

A Wy?

14 komentarzy:

  1. Ja też się gryzę w język żeby nie gadać o dziecku i ciąży ;) Ale na szczęście nie mam za dużo znajomych. (co za fart, co nie!)

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj gryzę się w język i to bardzo... czasami do tego stopnia, że znajomi na siłę ze mnie informacje o młodym wyciągają... Nie mniej dostałam już kilka razy komplement, pochwałę czy jak to ująć, że jestem normalna bo po porodzie nie straciłam zainteresowania światem. Tylko dojazd jak na razie mam do kitu - ale ze wszystkim można dać sobie radę :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ile razy można dzwonić czy pisać? Za każdym razem mają się odezwać, a jakoś do tego nie dochodzi. Ostatnio miałam zadzwonić do jednej,ale doszłam do wniosku że nie będę się narzucać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli sytuacja z ostatniego zdania tego akapitu - problem nie leży w Tobie.

      Ogólnie, każdy musi stworzyć swoją miarkę i przesiać znajomych. Ważne, żeby spróbować.

      Usuń
  4. A ja nr 2. ;) Na początku one nie dzwoniły, bo nie wiedziały czy mogą, czy mam czas, czy wypada młodą matkę z domu wyciągać. Potem zadzwoniłam ja ale jakoś dziwnie było, odzwyczailam się od wyjść, zrobiłam aspołeczna. I nie dzwonię. ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Obiektywnie stwierdzić muszę, że pomimo tego, że to ja urodziłam to okazuje się, że to ja zabiegam i ja znajduję więcej czasu na spotkania. I to ja częściej pytam co słychać., bo napraedę mnie to interesuje. A inni nie dając mi szansy od razu wmówili sobie, że czasu mieć nie bedę. Przykre, ale prawdziwe.

    OdpowiedzUsuń
  6. sama prawda jednak te nasze dzieci troszkę nam mózg zlansowały :D Ale wiesz co kiedy inni będą przechodzić to co my teraz nasze dzieci będą już w takim wieku ze to my będziemy rządzić światem,:D

    OdpowiedzUsuń
  7. kontroluję się i nie walczę z żadną. może dlatego, że mam znajomych dzieciatych - z tymi koleżankami nawijamy o dzieciach (ma córkę w wieku mojej i syna rok starszego). ale mam też i bezdzietnych - staram się nie mówić o dzieciach, przeważnie tylko wtedy, kiedy ktoś zapyta - odpowiadam krótko i konkretnie. nie ukrywam, że wychodzę od dzieci odpocząć, więc nie bardzo chcę o nich rozmawiać - no i mam od takich tematów inne znajome.

    OdpowiedzUsuń
  8. scena pierwsza nigdy u mnie nie miała miejsca. koleżanki wręcz - teraz masz dziecko to pewnie z niczym się nie będzie dało pogadać i same zrywały kakty. nawet jak chciałam się umówić i miałam na ten czas zapewioną opiekę nad dziećmi to i tak nie chciały się ze mną spotkaćbo "ja mam dzieci";))))

    wiaodmo czasu dużo mniej niz w wczasach przed dziećmi i choć nie zalewam ludzi tematami dzieciowymi bo dla mnie samej jest męcząće napier***** bez przerwy o kupach zupach zębach i te de towarzystwo bezdzieciowe same mnie skreśliło

    OdpowiedzUsuń
  9. A ja mam w du..e. :) Serio, ograniczyłam grono znajomych do minimum. Mam jedną przyjaciółkę Magdę, ma synka 5 miesięcy starszego od Kuby. Pozostałe dwie koleżanki- jedna ma synka 4 miesiące młodszego od Kuby, druga to sąsiadka z piętra, którą znam od dziecka.
    Robię swoje i tyle. :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Hahaha, a ja właśnie po to założyłam bloga, żeby nie odstraszać znajomych w realu :) Tutaj piszę, jakie mam świetne dzieci, albo jak mnie wkurzają do granic możliwości, a w realu? Każdy myśli, że jedna normalna, która ma dzieci i nie pieprzy (za przeproszeniem) o Nich cały czas :) Szczerze? Jak pięć razy w tygodniu napiszę o dzieciakach, to w sobotę mogę nawet rozmawiać o piłce nożnej :) Oczywiście poruszając takie problemy jak na przykład od kiedy najlepiej zapisać dziecko na piłkę, i że fajnie, że coraz więcej jest żeńskich drużyn, bo jak nic widzę Elizę jako seksowną piłkarkę :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Fajnie to zebrałaś. Chociaż ja tego akurat z autopsji nie znam. Mam to szczęście, że większość przyjaciół miała dzieci w podobnym wieku. I jeszcze mam odwrotną przypadłość - szczerze powiem, że wolę rozmawiać o czymś innym niż dzieci, jeśli już cudem uda mi się wyrwać na kawę z przyjaciółką. Ale, ale, masz 100% racji, że urodzenie dziecka może duuużo zmienić w kontaktach towarzyskich, zwłaszcza jak się ma wielu wolnych znajomych.

    OdpowiedzUsuń
  12. To tez nie do końca jest tak. Osobiście lubię samotność. Poza najbliższą rodziną w ogóle nie potrzebuję znajomych, ani kontaktów z nimi. To, że prowadzenie bloga nie skończyło się na samym tylko pomyśle, zawdzięczam jedynie temu, że straciłam pracę i mam czas ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. jeden z powodów, dla których blogowanie jest świetne - ujście dla wszystkich "dziecio-tematów" i odpuszczenie ich tym, którzy słuchać nie chcą ;)

    niektórzy komentują, że to super, że nie zamknęliśmy się tak po urodzeniu Zosi... ale czy ja wiem? Wymagania nam wzrosły, czasu jest mało, więc dość ostro zaczęliśmy sami limitować spotkania i wyjścia. Coraz częściej w weekend wygrywa wspólna wycieczka za miasto i spacer, niż spotkanie ze znajomymi ;)

    To chyba my ograniczyliśmy liczbę faktycznych znajomych - nie mamy czasu dla ludzi, którzy nie uznają spotkania bez wódki, nie mamy chęci ani sił na kiepskie imprezy, nie mamy cierpliwości do nudnych narzekań i plotek...
    Ja nie mam babskich wieczorków w zasięgu, bo najlepsze przyjaciółki są daleko i tylko od czasu do czasu przyjeżdżają. Raczej mamy wspólnych znajomych i królują planszówki, tematy pracowe, koncertowe, zdrowotne... a jeśli wieczorne wyjście - to MUSI być warte zachodu :P

    OdpowiedzUsuń