wtorek, 27 sierpnia 2013

Matka na wyłączność

Mój Tata piętnaście lat jeździł na TIR-ach. Wyjeżdżał w niedzielę w nocy, wracał w piątek po południu. Za tydzień lub dwa. Albo trzy, w okresie, gdy jeździł za granicę. Moja Mama w tym czasie ogarniała mieszkanie i trójkę dzieci. Dodam, że żadnego z nas nie możnaby z czystym sumieniem nazwać aniołkiem. Nawet moja Siostra, która zawsze była z nas najspokojniejsza i najbardziej uległa, potrafiła pokazać różki. Ja i Brat rogi mieliśmy cały czas na wierzchu.

Kiedy Tata zaczął jeździć, ja miałam trzy lata, Brat rok, a Sis dopiero się pojawiła. Mama teoretycznie nie pracowała, nie miała etatu, nie wychodziła z domu na osiem godzin. Zamiast tego siadała przy maszynie i szyła torby oraz paski. I nie wiem, naprawdę nie mam pojęcia, jak Ona się z tym wszystkim wyrabiała, bo...

...P. pojechał wczoraj do Łodzi. Miał wrócić około czternastej, ale pojawiły się utrudnienia, spotkania się opóźniły i do domu dotarł o dziewiętnastej. W związku z tym  zaliczyłam dziewięciogodzinny maraton z moimi dziećmi. Zdecydowanie było to najdłuższe dziewięć godzin od czasu pieszej pielgrzymki do Częstochowy, na którą wybrałam się jako szesnastolatka...

Agnieszka postanowiła być łaskawa i połowę dnia przespała. Resztę zajęło jej jedzenie i wpatrywanie się w obrazki na ścianie. Dopiero około osiemnastej zażądała tulenia i noszenia na rękach. Ostatecznie jednak dała się przekupić smoczkiem i obietnicą, że jak Tata wróci i przejmie Tymona...

...który cały dzień nie pozwalał się zostawić na pięć minut. Najpierw władował mi się na kolana, żeby zjeść śniadanie. Po śniadaniu zrobił sobie z mojego brzucha trampolinę. Potem biegał po pokoju w kółko, póki się nie przewrócił. Zabolało, więc zapłakany wdrapał się na mnie, by, w ramach zwalczania bólu, bawić się w baranka (dziwię się, ze żadne z nas nie skończyło ze wstrząśnieniem mózgu...). Następnie były bajki, rysowanie, zabawa w ministerstwo głupich kroków, karmienie Agnieszki,podczas którego pół osiedla słyszało rozpaczliwy płacz mojego starszego dziecka - Tymon wybrał ten moment, żeby wejść na jeździk i spróbować sięgnąć klawiatury. Jeździk złośliwie odjechał, Tymon spadł. Na szczęście skończyło się na strachu, nawet nie zdarł sobie nigdzie skóry...

Tak więc, gdy o dziewiętnastej otworzyły się drzwi, miałam poważny dylemat, czy robić awanturę, czy rzucać się P. na szyję, ponieważ z jednej strony byłam wściekła za ten całodzienny wycisk, a z drugiej przeszczęśliwa, ze teraz będę mogła chwilę odpocząć.

Ostatecznie po prostu wyłączyłam się na pół godziny. Przestałam widzieć i słyszeć dzieci (do momentu, gdy Tymon zaliczył kolejny upadek; tym razem biegał z kocykiem na głowie, potknął się, nabił sobie guza i zdarł skórę na czole).

Już przygotowuje się psychicznie na październik, kiedy to rozpoczną się regularne wyjazdy szanownego małżonka...


8 komentarzy:

  1. Przyzwyczaisz się. Pamiętam jak na początku każdy przedłużający się powrót mojego męża powodował moją złość. Dzisiaj nie ma go właściwie całymi dniami - taka praca, a mi wcale nie jest z tego powodu ciężko. To znaczy chciałabym, żeby był z nami, ale nie dlatego, że mam dosyć dzieci, po prostu fajnie jest gdy jesteśmy wszyscy razem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po prostu nie zdawałam sobie sprawy ile on mi pomaga, bo dopóki był cały czas, to jakoś umykało.

      Usuń
    2. otóż to ja też czasem nie doceniam ile rzeczy mi pomaga mój W,

      Usuń
  2. MARUDZISZ! Dzielna jesteś ;) ja sobie z jednym nie daje rady:))) (drugie u babci) ... dziś moje GENIALNE dziecko utopiło połowe kota w lakierze do decoupage ktory najpierw wylała (cały słoiczek) na panele - jak sie zorientowałam... lakier już zastygł:P

    jeszcze jakieś pytania;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jedno - wyślesz mi zdjęcie kota? Nie uwierzę, ze nie zrobiłaś :D

      Usuń
    2. nie, nie zrobiłam a tak pozatym kot sie obraził bo go wyczesałam (wyszarpałam) i spi pod łózkiem:P

      Usuń
  3. Życie matki, zony zawsze jest zaznaczone utrudnieniami...ja wracam z pracy, myślę sobie wszystko spi ( czyt. dzieci ) wykąpię sie, korzystając z okazji skosztuję lampki wina, poprzytulam sie do Ktośka a tu g...mały zaczyna wyć, nieletnia sie budzi bo musi coś powiedziec...i wsio, samo życie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Życie uczy;) Niestety czasami są sytuacje, kiedy po prostu nie ma wyjścia i trzeba dać radę. Sama jestem w takiej sytuacji gdyż prawie-męża mam tydzień na 2 miesiące.. Nie jest lekko, ale w Polsce dla nas perspektyw nie ma:/
    Jak chcesz do nas zajrzeć napisz maila malwie91@buziaczek.pl prześlę zaproszenie;)

    OdpowiedzUsuń