czwartek, 22 sierpnia 2013

Cudza

Boli mnie to, że walczą.

Jestem rozdarta, rozbita, nie mogę nadążyć. Któreś i tak pozostaje nieszczęśliwe. Ona zanosi się płaczem. On próbuje ją uderzyć lub kopnąć. I też płacze. Rozpaczliwie. Łzy wielkie, jak ziarnka grochu, spływają po policzkach, buzia wygina się w podkówkę. A mi pęka serce. "Przepraszam, Córeczko." - szepcę. Odkładam ją, by biec do niego. Uspokaja się, ale ten spokój trwa tylko dopóki jestem tylko jego. Na chwilę odcinam się od jej narastającego krzyku i wtulam twarz w jego jasne włosy.

"Przepraszam, Synku..." - kołacze mi się po głowie i wracam do niej. Staram się nie widzieć twarzy wykrzywionej poczuciem krzywdy. Chciałabym ogłuchnąć, oślepnąć, nie czuć pod palcami wilgoci ich policzków. Albo podzielić się, jak pantofelek, i być podwójnie, żeby w żadnej minucie im mnie nie brakowało.

Tymczasem jest mnie za mało o dwie ręce do tulenia, dwa kolana, na które można się wspiąć, jedne usta do składania pocałunków na małym czole i jeden brzuch, w który można schować twarz. Jest mnie za mało, by być matką szczęśliwych dzieci.

11 komentarzy:

  1. Kurcze, nie wiem co Ci doradzić. Mając bliźniaki jest podobnie z tym, że oni z racji podobnego etapu rozwoju-mają podobne potrzeby i część z nich można zaspokoić w tym samym czasie. Chociaż sytuacji zazdrości i wymuszania jest mnóstwo. I czasami niestety trzeba wybrać który będzie pierwszy a w ich oczach ważniejszy...
    Chyba nie ma dobrych wyborów w takich sytuacjach. A na pewne emocje trzeba się uodpornić. Z czasem powinno być lepiej.
    PS. Podobno próby włączania do wspólnej opieki nad młodszym bywają skuteczne!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałabym mieć jakiś wyłącznik, bo inaczej powoli oszaleję z wyrzutów sumienia i poczucia winy...

      Usuń
  2. U nas sprawdziło się to o czym pisze Martas.
    Prawie wszystko robimy razem. Od samego początku Starszy był mocno zaangażowany w pomoc nad Młodszym bratem. Dawał mu swojego misia, kiedy tamten płakał, stał nad nim i mówił "A gu, a gu". Nie odsuwam Starszego..
    Kiedy chce się tulić, biorę Młodszego na kanapę i mam ich obu przy sobie. Kiedy czytam książeczkę Starszemu- Młodszy przygląda się z zaciekawieniem.
    Jak najwięcej musicie robić razem- to pomoże :)
    Będzie lepiej- za parę lat:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też staram się nie odsuwać Tymona. Wyjątkiem są sytuacje, gdy - specjalnie lub przypadkiem - może zrobić Agnieszce krzywdę. W ciągu dnia jest różnie. Jeśli Tymon ma dobry dzień to głównie cieszy się do Młodej. Ale wieczorami zaczyna się Kongo, bo obydwoje odreagowują cały dzień, są zmęczeni, zwykle marudni... do tego na chwile obecną Tymonowi idzie ostatnia czwórka i zaczynają się wyżynać trójki, więc jest drażliwy. Na ogół kiedy karmię Agnieszkę (na leżąco, bo tak jj najbardziej pasuje), to on siedzi z nami na łóżku. Dzisiaj coś mu odstrzeliło i kopnął ja w główkę. Na szczęście nic się jej nie stało, ale na chwile serce mi stanęło po prostu, bo nie dość, ze jest od niej dwa razy większy to jeszcze miał kapcie na nogach...

      Usuń
  3. Jest trudno, u Ciebie trudniej - bo mała różnica wieku... Moja Starsza miała 3 lata, gdy w domu pojawiła się Młodsza, więc wiele potrafiła już zrozumieć... Ale pamiętam moje ciągłe napięcie, żeby było sprawiedliwie, ciągłe obserwowanie Starszej, czy nie buczy gdzieś schowana w kącie, bo ja akurat musiałam Młodszą się zająć... Było tak i bywało to wyczerpujące emocjonalnie i psychicznie.
    Pociecha jest taka, że jeszcze chwilę i Aguszka zrobi się kumata, zacznie siadać, bawić się zabawkami - a wtedy jest duuuuużo łatwiej!

    Jest Cię wystarczająco dużo, by być mamą dwójki szczęśliwych małoletnich. Tylko trochę wyluzuj, trochę mniej o siebie wymagaj i trochę poczekaj...

    Ściskam mocno!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale ona juz jest kumata :) Uśmiecha się tak, że aż serce mięknie, robi te swoje minki. I bardzo wyraźnie domaga się swoich praw w naszym domu. I Tymon ją nawet lubi czasami, jest nią zainteresowany, obserwuje, gada do niej... Tylko potem przychodzi wieczór, zmęczenie, albo jakiś bliżej nieokreślony smutek i wszystko biorą diabli. On płacze, ona płacze, ja zagryzam zęby, żeby nie płakać razem z nimi. No i Tymonowa frustracja wtedy wychodzi pod postacią agresji...

      Usuń
  4. Nic Ci nie poradzę, ale życzę ogromu cierpliwości. Podziwiam i współczuję. A wieczorem ktoś nie może Ci pomóc? Wziąć samego Tymka na spacer na przykład?

    OdpowiedzUsuń
  5. u nas bywało podobnie.
    nieco pomógł prezent od młodszego brata dla starszej.
    czasami mu śpiewa - mówię wtedy, że on to lubi, lubi jak mu śpiewa właśnie ona, że jest starszą siostrą i będzie go uczyła wszystkiego.

    a Tymon ma drzemki w dzień? może połóż go na godzinkę czy dwie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Dylemat matki dwojga dzieci, od zawsze kłopot i wyrzuty sumienia :( czy aby moje pierwsze dziecko nie czuje się pokrzywdzone ? porzucone? a drugie nie ciągnie tej miłości nad wyraz za dużo, często, czy jestem sprawiedliwa wobec ich dwójki, czy aby jedno nie jest faworyzowane? zgrzyty zdarzają się w najlepszej rodzinie, głowa do góry u mnie też płaczą, kopią sie a ja rwie włosy z głowy...

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo, bardzo Ci współczuję. Jednak sama Twoja chęć zdublowania się dla nich jest cenniejsza niż złoto. To i milion innych rzeczy, które tu czytam świadczy o tym, że jesteś cudowną mamą. Bądź dla siebie bardziej wyrozumiała, proszę.

    OdpowiedzUsuń