wtorek, 2 kwietnia 2013

Hop. I bęc.

Po krótkim zrywie radości wracamy do diety. Atopowe wróciło, policzki znowu robią się brzydko suche i czerwone  Chyba za dużo było prowokacji w zbyt krótkim czasie. Albo (tak, żyj złudzeniami) Tymonowi udało się ukraść żelki z biurka. Nie jest to w sumie całkowicie wykluczone - wszedł na krzesło, żeby sięgnąć do biurka i ściągnąć z niego butelkę z wodą, a żelki (otwarte) leżały tuż koło butelki.

W każdym razie na chwilę obecną odtruwamy organizm, próbujemy przywrócić skórę do normalnego stanu i próbujemy znowu.

A póki co pocieszamy się łososiem, którego tak ładnie udało się wprowadzić.

5 komentarzy:

  1. Współczuję... no ale przecież kiedyś wyjdzie słońce! Musi!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja wina. Powinnam wolniej wprowadzać produkty z grupy ryzyka, dać jego organizmowi więcej czasu na oswojenie. Ale serce matki (wredne jedne...) tak bardzo by chciało nieba przychylić i wszystko dać. Więc zamiast jednego składnika na miesiąc, jak radziła lekarka, durna matka podała jeden na dwa tygodnie, potem drugi też na dwa tygodnie, a potem, rozochocona, trzeci po 10 dniach.

      Nigdy się chyba nie nauczę cierpliwości i umiaru...

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Prawda :) Łosoś to moja ulubiona ryba :)

      Usuń
  3. mój mały też ma atopowe, niestety, po tatusiu :(

    OdpowiedzUsuń