piątek, 5 grudnia 2014

O panience, co z niemowlęctwa wyrosła

- Baa! - poinformowała mnie z zaciętym wyrazem twarzy Agnieszka, gdy odmówiłam zabrania Tymonkowi JEGO kolorowanki. Następnie, nie odrywając ode mnie wzroku, "rzuciła" się do tyłu.  Prosto na kanapę, do której wcześniej podeszła. Taka cwana
- Mam tu drugą książeczkę. - spróbowałam.
- Baa!

Umówmy się, iskry z oczu u półtoraroczniaka są urocze i zabawne. Tupanie nóżką też. Ale to nie znaczy, że mam prawo się śmiać. Przynajmniej według mojej córki.

***

Zastanawiam się, w którym momencie działania dziecka zaczynają być celowe i przemyślane. Przegapiłam ten moment przy Tymonie i obiecałam sobie, że nie zrobię tego przy Agnieszce. Tymczasem okazuje się, że znowu mi umknął. Wiem, że to nie stało się dziś, ani wczoraj, ani nawet w zeszłym miesiącu.

Cofam się krok po kroku i dostrzegam, że to co obserwowałam wcześniej było początkami samodzielności oraz wstępem do wyrażania siebie.

Kiedy Agnieszka była mniejsza zachwycały mnie jej spokój i cierpliwość. Zgodność,z jaką podchodziła do wszystkiego wokół. Zupełnie inna niż Tymonowa walka o każdy drobiazg. W tym zapatrzeniu przegapiłam moment, gdy moja córka zaczęła się zmieniać. Tamta Aguszka nadal czai się w jej uśmiechu, ale - bądźmy szczerzy - moja córka to skóra zdjęta z matki, a matka do pokornych nie należy.

Rośnie mi mała buntowniczka. Okres ochronny dobiegł końca - teraz pora na pokazywanie różków i walkę o władzę. Już opanowała sztukę manipulacji i szantażu. Powoli zaczyna też eksperymentować z przemocą fizyczną. Najlepiej wychodzi jej wyrywanie włosów i pacanie płaską rączką. Pierwsze jest bolesne (sądząc po wrzaskach Tymona), drugie natomiast urocze, acz całkowicie nieskuteczne, zarówno przy walce jak i podczas prób komunikacji.

Właśnie. Komunikacja.

Gadanie jest dla frajerów. "Mama" zdarzyło się raz jeden i zapewne ma mi to wystarczyć. Jedyne "słowa", na jakie możemy liczyć to:"baa", oznaczające upadek, krzywdę, focha i rzut, oraz "oppa", czyli skok. Niewielki zasób słownictwa Agnieszka rekompensuje sobie bogatą mimiką i zamiłowaniem (oraz talentem) do śpiewu. Niestety, córa moja nie uważa rodziny za godną jej talentu i śpiewa tylko wtedy, gdy myśli, że nie zwracamy na nią uwagi. Nie byłoby to problemem - słucham w niemym zachwycie - gdyby nie Tymon, który za każdym razem zaczyna GADAĆ i powoduje zakończenie koncertu.

Jednak niezależnie od tego, czy akurat tłucze się z Tymonem o zabawki, śpiewa za szafą czy "gada" z lalką, całą soba udowadnia mi, że maleństwo - nieporadny bobas - zniknęło. Teraz bliżej jej do małego przedszkolaka.

Mi pozostaje pękać z dumy.

3 komentarze:

  1. mama masz prawo pekac z dumy dzieci Ci kolejne etapy przechodzą:*

    OdpowiedzUsuń
  2. U nas było na odwrót- to Eliza długo była taka spokojna, ugodowa, no aż momentami za grzeczna. Tak- też nie wierzę, że to piszę o NIEJ :) Lila i Jej książkowe przechodzenie wszystkich etapów rozwoju, zrównało mój misterny spokój z ziemią... Kiedy jest ten moment świadomego i celowego działania? Hm, nie wiem... Może wtedy, kiedy pierwszy raz uda się coś ugrać i skojarzy się fakty, że tak to działa :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajoska ta twoja zdecydowana Agusia. No, może oprócz wyrywania włosów ;)

    OdpowiedzUsuń