czwartek, 4 grudnia 2014

Jak Cię widzą...




Przeprowadziłam niedawno dyskusję, zahaczającą momentami o pyskówkę, na temat bicia dzieci, bezstresowego wychowania oraz rozwoju (głównie społecznego) Tymona.

Zostało mi zarzucone, że ciągle się skarżę, jak mi się dzieci drą i, w związku z tym, można odebrać je jako niewychowane ("zachowanie w odniesieniu do innych nie ma znaczenia, jak dziecko jest dobrze wychowane to nic sie nie zmienia") i będące w jakimś stopniu opóźnione społecznie ("są etapy, które w określonych stadiach życia powinny zostać >ukończone<").

Najpierw się wściekłam, potem zaprzeczyłam, bo przecież mnóstwo jest zarówno na blogu, jak i na FB dowodów na to, że Tymon i Agnieszka są kochani, cudowni, sprytni itp. Następnie przyszła pora na w miarę obiektywne spojrzenie na przekaz bloga i FB.

Wnioski?

Tak, narzekam (choć częściej to raczej czarny humor, niż rzeczywiste narzekanie) i, uwaga, mam do tego prawo. Blog jest dla mnie nie tylko "pamiętnikiem" i miejscem, w którym mogę się "wypisać". Jest formą terapii, metodą na spojrzenie z dystansu.

Niemniej, cała ta dyskusja dała mi jedną rzecz.

Kazała zadać sobie pytanie:

Czy naprawdę chcę zapamiętać głównie awantury Tymona oraz to, że tłukł się z siostrą?

2 komentarze:

  1. Hmmm, kurczę Strzyga-w moje tony dziś uderzasz :) Wiesz, sama często zadaję sobie to pytanie- czy aby nie za często/nie za dużo tego narzekania na blogu... potem przychodzi olśnienie: cholera jasna, ale to przecież mój blog i nie piszę go dla kogoś. To po pierwsze. Po drugie- no przecież nic tam nie ubarwiam, nie dodaję, więc jeśli codziennie drę koty z Elizą, to i o tym piszę... Od 3miesięcy :)

    Osobną kwestią jest to, czy aby na pewno każdy rozumie "co autor miał na myśli"... Wielokrotnie się już przekonałam, że niestety nie. I tak, jak ludzie z podobnym poczuciem humoru (czytaj- wisielczym) zrozumieją moje posty tak, jak chciałabym, żeby zostały one zrozumiane- czasami wystarczy tu nawet jedno zdanie, po którym już wiadomo, że nie narzekam, nie biadole, a piszę z przymrużeniem oka. No ale- jest cała masa ludzi, którym tłumaczyłabym zdanie po zdaniu- i ni ch...- nie zrozumieją :)

    Trochę się rozpiszę, ale co tam- u mnie to najlepiej widać przy postach o moich "odchudzaniu"- zawsze, ale to zawsze, pojawi się ktoś, kto udzieli mi dobrych rad, napomknie, że przecież wszystko zależy ode mnie itd., itd... Już nawet tego nie komentuję, bo nie mam siły. Krzyczę tylko w środku- luuuuuuuudzie ( a raczej baaaaaaaby) przecież gdybym chciała schudnąć NAPRAWDĘ to bym umiała to zrobić! Chyba :)

    Co do ostatniego pytania- to ja zadam inne- a czy jest tak, że pamiętasz tylko Ich awantury? Oczywiście, że nie. Faktem jest, że dzieci w Ich wieku, przy tym- z tak małą różnicą wieku- będą się tłukły jeszcze długo :) Także- albo zaczniesz wrzucać tu słodko- pierdzące posty o tym, jak się zgodnie bawili, ale raz na miesiąc (tak, wiem- potrafię pocieszyć :)) albo będziesz opisywała rzeczywistość (że tak to ujmę)- za to częściej :)

    Głowa do góry!
    Ps. Ludzie i tak zawsze będą wiedzieli lepiej :)

    OdpowiedzUsuń
  2. a mi się wydaje że nasz blog jest po to żeby wylać to co mamy w duszy wiadomo, że nie będziesz witać męża co dzień a bo Tymon to czy tamto.... wiadomo że można pisać o tych tylko dobrych rzeczach ale to chyba nie do końca o to chodzi nie ?? my jesteśmy po to żeby wysłuchać doradzić, czasem opierniczyć

    OdpowiedzUsuń